Zawsze jak robię wjazd, sprawdzam stan pomieszczeń. Nie przepadam za brudem, sprzątam, piorę, wtedy mogę pracować. Przed zdaniem miejsca też sprzątam. Zmienniczki mnie nauczyły. :-)
Zawsze jak robię wjazd, sprawdzam stan pomieszczeń. Nie przepadam za brudem, sprzątam, piorę, wtedy mogę pracować. Przed zdaniem miejsca też sprzątam. Zmienniczki mnie nauczyły. :-)
Przeczytałam, z żalem to piszę ale jestem oburzona. http://kasiaperla.blogspot.com/2018/04/ile-czasu-potrzebuje-opiekunka-na.html
Przytoczone zachowanie jest nieodpowiedzialne i niedopuszczalne w naszej pracy. Pracujemy często ze schorowanymi osobami, od naszej opieki zależy ich stan zdrowia, samopoczucia, bezpieczeństwa. Opiekunka to nie księżniczka, która może rzucić wszystkim bez konsekwencji i bez narażania życia podopiecznego! Co do firmy, bardzo nieodpowiedzialna agencja, która nie powinna wysyłać opiekunki bez podpisanej umowy. Obowiązują nas terminy wypowiedzenia, powinnyśmy panować nad sobą, swoimi emocjami, umiejętnie rozmawiać i rozwiązywać sytuacje konfliktowe. Wybacz ale jestem zaskoczona. Brak odpowiedzialności obu stron.
Nie zrobiłabym czegoś takiego- bałabym się konsekwencji. Ale firma nie była w porządku. Ty, kiedy wyszłaś zostawiłaś podopiecznego z koordynatorem z agencji, która nie liczyła się z twoim zdaniem. Nie wiem, jak to prawnie wygląda- umowy niby nie podpisałaś, ale sama piszesz, że ustne zobowiązania też są ważne. Z drugiej strony, podobają mi się osoby, które walczą twardo o swoje, bo to wymusza na szefach- wszelakiego rodzaju- traktowanie pracownika z szacunkiem. Miałam mieszane uczucia, zeszłaś z "posterunku" wcześniej, niż powiedziałaś. Ale gdybyś tego nie zrobiła, to w poniedziałek byłabyś pewnie sama z podopiecznym i zostawienie go samego byłoby skrajnie nieodpowiedzialne. Zostając do środy zawiodłabyś osoby, które w poniedziałek na ciebie czekały- domyślam się, że zmienniczkę i innego podopiecznego.
W sumie jestem bardziej na tak niż na nie, choć sama nie zrobiłabym w ten sposób.
Chciałam też napisać, że twoje wyliczenie godzin pracy- choć wiadomo wszystkim, że to tylko na papierze, nierealne- pomogło mi w uświadomieniu sobie, że nie muszę być na każde zawołanie. Są różne warunki, różni podopieczni, którzy wymagają dużo czasu z powodu schorzeń. Ale to co innego. I zajrzałam do umowy- a tam jeszce mniej godzin pracy tygodniowo mam wpisane. Czułam się niepewnie, kiedy wszystko, co trzeba było zrobione i było dużo czasu. Ale przestałam, bo po twoim wpisie uświadomiłam, że mam pewne obowiązki, ale nie jestem służącą, tylko pracownikiem mającym swoje prawa. Czas pracy wpisany w papiery, a ten realny to wprawdzie dwie różne rzeczy, ale wiem, że gdybym kiedyś poczuła się wykorzystywana, to mam podstawy- w umowie, by na to nie pozwalać.
Mikser, ja uczę teraz tego mojego zmiennika :)
Napisz mu punkt po punkcie co ma zrobić. Na mnie zadziałało jak drogowskaz, miejsca, których wcześniej nie widziałem teraz wiem, że mam sprawdzać. Zdarza się, że za dodatkową pomoc wpada kilkadziesiąt e.