A co się stało? :aniolki:
Wieczne odpoczywanie racz jej Dać Panie...
A co się stało? :aniolki:
Serduszko jeszcze mi wali, łezki wciąż do oka cisną, ciężko mi.... Słowa dziś nie mogę wydusić z siebie... Przyjechałam tu pomoc, zaopiekowac sie.... Jednak dziś ... przyszło mi trzymać moja podopieczną a zarazem obca mi osobę za rękę w jej ostatniej chwili i w ostatnim tchnieniu powietrza bez strachu ani paniki lecz że smutkiem, żalem ale dumnie i z godnością i z radością że mogłam pomóc, pielęgnować i być blisko i prowokować do uśmiechu, gadając bez końca do niej, czekajac jak tylko nadąży się sposobność by zjadła by była syta nakarmiona, czysta, wykremowana.. :smutny: do konca samego końcowatego... Pomagając lekarzowi w oględzinach i gdy zabierali ją z domu..do końca na froncie... Ze łzami piorąc ostatnie pranie i sprzątając pokój....i ze łzami to nadal pisząc...
Wieczne odpoczywanie racz jej Dać Panie...:angel3:
Proszę trzymajcie za mnie kciuki, bardzo bardzo mi smutno i gardełko się bardzo zaciska a przede mną jeszcze pogrzeb w poniedz albo wtorek... Bardzo bardzo mi smutno :smutny:
Trzymaj się :aniolki:
Dobrze, że pogrzeb szybko, my czekaliśmy dwa tygodnie. :-(
Dzielnie się spisalaś. Jeden raz zdarzyło mi się być sam na sam z odchodzącą pdp. Mogę powiedzieć, że wiem jak to jest. Pisałam kiedyś o tym. Też bez strachu, paniki, ale drugi raz nie chciałabym przez to przechodzić. Tobie też tego nie życzę. :przytula:
