Dzień nawet nie mija a bieguśkiem ucieka. Zawsze tak, jak wolne. Niby godzin tyle samo, a pracując wydaje się, czasami, że jakby te godziny dłuższe były. Zaraz laba się kończy i trzeba zejść na dół ,ale to już tylko poczekać aż babcia do snu się wyszukuje, otulić kordełką i dalej wolne

Nie pojechałam nigdzie. Dotrzymałam danego sobie słowa i bardzo jestem z tego dumna

. Chociaż kusiło mnie mocno, żeby wsiąść do autobusu

. Dotleniłam się przynajmniej, bo naspacerowałam się, że hej. W drodze dwie koleżanki spotkałam z jeszcze jedną, co to od niedawna jest. Dwie zostają na święta, ale jedna z nich to od lat miesiącami siedzi w tym samym miejscu, z jedną, max dwiema krótkimi przerwami w Polsce. Większość agencji ma problemy ze znalezieniem zmienniczek, jeśli nie ma dwóch, stale się zmieniających. Moja tutejsza znajoma najpierw o tydzień musiała przedłużyć, a później jeszcze o kilka dni. Ale już miejsce w Sindbadzie wykupione i w piątek wiooo...do domku. Niewiele osób chce przyjeżdżać na święta na nowe miejsce, co wcale mnie nie dziwi.
Reszta popołudnia minęła spokojnie w domu. Dobrze że jest oddzielne piętro, to można się wyłączyć i nie czuć że jest się w pracy. Powiem Wam, że trochę zaczynam się denerwować wyjazdem, chyba powoli zacznę ogarniać swoją przestrzeń. Za dużo tutaj mam miejsca dla siebie-a to szafa, to szafka na buty, garderoba na kurtki, szafki w łazience.... Następnym razem zrobię chyba tak jak Clio, walizka, stoliczek i wsio

. Qrcze, po czorta tyle szmat i butów nabrałam, skoro w połowie nie chodziłam. No ale nie wiedziałam, że babcia na spacery już nie wychodzi

. Ciągle w domu, to w sumie dużo nie trzeba. Nie robię żadnych zakupów, bo nie nam po prostu miejsca. Zostawię tylko parę rzeczy i kosmetyków, takich co to nie szkoda będzie wyrzucić,gdybym nie wróciła. Planuję powrót w lutym, ale kto z nas wie, co w lutym będzie..