EvvexNo więc, dzień jak co dzień z tym że odnotowałam kolejny sukces, otóż w wyścigu do telefonu 3 do 1 dla opiekunki :tanczy: dzięki mnie Fraucia dostanie nowiutki rolatorek w 2-gim terminie, bo w zeszłym tygodniu senior był szybszy i odmówił przyjęcia :nie wolno1: W biegu do dziury na listy w drzwiach 4 do 2 ale to tylko dlatego, że byłam w toalecie. Udało mi się jeszcze czerwonym pisakiem kartki zaznaczyć, przed tym jak podziurkowane zginęły w czeluściach opasłych segregatorów. Jutro pan księgowy po rączkach mnie powinien wycałować za tą lisią przebiegłość :super1: Synka prosiłam żeby obdzwonił urzędy i podał swój numer telefonu, ale oczywiście typowy Niemiec '' Ja, ja notwendig '' czyli do wiosny chyba da radę.
Czyli podobnie jak u mnie

Rozdzwoniły się telefony, znajomi, dalsza rodzina i jeszcze ktoś tam ,przypomnieli sobie o mojej babci. Też biegam żeby pierwsza złapać za telefon i wcisnąć na głośno mówiący. 5:1 dla mnie ,tylko raz nie zdążyłam, nie wiem kto i po co dzwonił, a pedepcia po rozłączeniu się, też nie wiedziała z kim rozmawiala

Wtrącam się czasem do rozmowy, kiedy słyszę jak babcia opowiada, że ma teraz bardzo miłą opiekunkę Gusię i nie ma nas w domu, bo jesteśmy na urlopie

Ale już tęskni za mamą i jak jutro nie będzie padać, to wracamy. Ci co dzwonią raz w roku, są zdezorientowani i wciągają babcię w dyskusje, a Ona brnie i opowiada cuda wianki. Trochę to podsłuchiwanie przybliżyło mi wyobrażenie o świecie, w jakim żyje moja podopieczna. Najważniejsze że jest zadowolona, bardzo dobrze się w nim czuje, o czym opowiada tym wszystkim, którzy chcą słuchać. Niektórzy nie chcą, proszą mnie do telefonu, wyjaśniam gdzie jesteśmy, a resztę niech sobie sami dopowiedzą.
Ostatnią godzinę sama grzałam telefon. Korzystam z tego, że mamy u siebie odrębny numer, to obdzwaniam swoich niemieckich znajomych.
Aha , miałam zapytać, czy u Was też jest zwyczaj "kolendowania "?. Mamy już 3 gwiazdy zdobyczne ,wszystkie czerwone i z czerwonymi bombkami . Pewnie z tej samej kwiaciarni. To znajome babci zaczynają dzwonić do drzwi, nie wchodzą, na odległość życzą sobie wesołych świąt, zostawiają doniczkę i sobie idą. Dwie sama kupiłam, więc razem mamy ich już pięć

Babcia ubolewa, że sama nic nie bezorgowała,bo też by poszła od drzwi do drzwi. Ciekawe jak, jak w domu ledwo co szura nogami, bo stóp prawie nie podnosi.
A tak ogólnie to spokojnie i zwyczajnie. Ale do domku już o jedendzień bliżej