tina 100%Dziadek z babcią opowiadali nie raz, że tu była co roku choinka . Na dworze też byla ogromna.Kiedyś,bo teraz nikt nie ma czasu placu zabaw dla trolii(jak to dziadek się śmiejąc mówi) czy innych figurek gnomów co są w ogrodzie- urządzać. Tak i będą siedziały odosobnione :-) To nie są takie figurki, jakie się spotyka w ogrodach. Dziadek je ze służbowych podróży przywoził.W krajach skandynawskich też bywał i stamtąd są. Wyglądają na wyczulone na najmniejszy ruch i szelest, ale są martwe.
Własnie od pielęgnacji figurek, ogrodu, prac domowych jest taki Mathias z sąsiedztwa- sympatyczny chłopak.W tym roku też się choinką zajmie. Na dzieci dziadek się zdawać nie musi.
Jak pracowałam w Duren- była skromna choinka, bo i rodzina była mniej zamożna i nie posiadała tak wielkiej nieruchomosci jak tu. Bezsensem byłoby targać do mieszkania 2 metrowe drzewo.
Co do pierogów to miałam na myśli to, że to nie jest niemiecka potrawa narodowa . Mimo , że dość długo już pracuję , to nie mam rozeznania w każdym Landzie, bo nie zmieniałam często szteli. Pewnie dlatego, że nie chcieli mnie z niej wypuścić :lol3:
Owszem- częsci podopiecznych pierogi smakowały, ale częśc nie okazywała zbytniego entuzjazmu. Nie niemieckie smaki, a w dużej mierze starszego pokolenia Niemców. Podobnie jak ogórki kiszone. Młodsze pokolenie już nie jest tak konserwatywne i bardziej otwarte na polską kuchnię, ale tu tym bardziej nie jestem w stanie posłużyć się żadnymi konkretnymi danymi, bo nie gotowałam dla całych rodzin.
Tu nie przepadają za pierogami, więc nikt ich robił nie będzie. Zmienniczka dla siebie pewnie już przywiezie zrobione.
Ja się cieszę, że babcia pierogów nie zna ,więc nie wie czy lubi

Ja ją naprawdę lubię, to gdyby o nie prosiła, pewnie zrobiłbym je dla niej. W tym domu polskie opiekunki są już od dobrych kilku lat. Wcześniej opiekowały się chorym przyjacielem babci. Raz synowa wspomniała o pierogach, bo któraś tam kiedyś robiła, ale powiedziałam że ja nie umiem i mam spokój. Inaczej pewnie chciałaby się na te pierogi wprosić

A może i nie. Jestem tutaj już 3 raz, a widziałam ją 3 razy i to ostatnio, w niedzielę,kiedy my byłyśmy u niej.
Fajnie tam masz, że dużą wagę przywiązują Twoi podopieczni do całej tej świątecznej oprawy. Ja lubię ten czas, ten rozgardiasz, nawet jeśli trzeba się przy tym trochę napracować . Za to jak miło jest usiąść wieczorem w takim przystrojonym, rozświetlonym domu. No i Merry Christmas musi lecieć

Moja Marianka z Badeni to lubiła święta. Ale żeśmy szalały z dekoracjami. Aż kiczowato było, ale mówiła że Haus na Weihnachten musi "kicziś "być, no i co miałam zrobić?
Teraz ma mieszkanko przy domu spokojnej starości i właśnie wczoraj Martina, jej córka, dzwoniła do mnie i przysłała mi zdjęcia udekorowanego mieszkania i całej sterty plätzchen

.
Wspominały mój pobyt u niej i wspólny czas adwentu, bo na święta byłam w domu. Przyznaję, że bardzo miło mi było, że po dwóch latach moja podopieczna pamięta o mnie i wspomina wspólne wieczory przy ciasteczkach i lampce czerwonego wina.