Coś tu mało gotują ,sama siebie musiałam zainspirować

. W mięsnym były fajne polędwiczki wieprzowe,takie wiecie,ładne nieduże kawałki ,wycięte ze środka,bez końcówek. Kupiłam sobie jeden kawałeczek,zamarynowałam w czerwonym winie,bo butelka była napoczęta,mogłaby się zmarnować a wylać szkoda

i później zrobiłam ją w sosie z czerwonego wina,z rozmarynem. Suszonym co prawda,bo przed wyjazdem nie chcę już robić zakupów. Ugotowałam trzy ziemniaki,bo tyle miałam ,do tego ogórek konserwowy ,bo słoik napoczęty ,ten od teściowej syna. Zjadłam wszystko z apetytem,a sos,co to na patelni został ,wyczyściłam kromką chleba na błysk. Jutro na śniadanie rozmrożę sobie kilka naleśników z twarogiem,poleję śmietaną bo trochę w kubeczku w lodówce się uchowało,a na obiad pójdę do baru. Żadnych zakupów,żadnego gotowania. Wieczorem wyjeżdżam do Olsztyna,posiedzę do późna u siostry i w nocy mam transfer na lotnisko w Gdańsku. Wyjęłam przed chwilą blachę upieczonych pomidorów co to wczoraj kupiłam,ale robić mi się nie chciało. Jeszcze muszę je obrać ze skórki,zblendowac i nie wiem,czy zamrozić czy zawekować . Pogoda ładna,w końcu nie pada to i nastrój radosny od rana. Od wczoraj tak mnie trzyma . Spotkanie z przyjaciółkami udane bardzo,tak sympatycznie i radośnie nie było od dawna. Zaprosiłam tylko 3 najbliższe przyjaciółki ,nikogo innego,bo wypada,bo głupio nie zaprosić ,nic z tych rzeczy. Moje święto,moi goście ,tylko ci,z którymi czuję się dobrze i które,wiem na pewno,dobrze czują się ze mną . I czułyśmy się naprawdę wyjątkowo

. To był bardzo udany wieczór. Osobisty mąż jednej z dziewczyn,telefon odebrał po pierwszym sygnale mimo późnej pory,przyjechał szybciutko i porozwoził rozbawione towarzystwo do domów . Już się umówiłyśmy,że po moim powrocie powtórka z rozrywki,ot tak,bez żadnej okazji.
No i znów się rozpisałam ,zamiast dzielić na rozdziały o co Mleczko prosiła ,kończę więc życząc Wam fajnego wieczoru
