12 września 2013 16:08 / 1 osobie podoba się ten post
...jak Wy o myszach to ja o kocie...
znajoma mieszkajaca wieksza czesc roku na dzialce, przystosowanej do zimowego bytowania ma; koteczke biala z paroma czarnymi plamkami i sunie, kundelka srednio-duzego i mocno halasliwego, ujada dzien i noc a powodow ma tysiace, bo to jez - trupta za glosno! to sarenka - przebiegla zbyt blisko! a to znowu sowa za nisko przeleciala i lopot jej skrzydel obudzial jasnie pania Sunie i musiala klapaniem oznajmic, wszystkim domownikom, jaka to krzywda sie jej stala. Kilkanascie dni temu Sunia wieczorem, szczegolnie glosno ujadala, kolezanka wyszla po nia, by przywolac ja do domu.... i zastala mocno rozwscieczona sunie nad malenkim, slabowitym koteczkiem, kicius smialym susem do nog przypadl swojej "przyszlej pani" i rozdzierajaco-placzac, lamentowac zaczal. Piesiatko stanelo w slup - zdumione odwaga malego intruza.