emiliaWczoraj bylismy z podopieczna i Jej mezem na spotkaniu rodzinnym we wspanialej, turystycznej miejscowosci Murten. Byl obiad w restauracji i na 9 osob podano 2 butelki swietnego, miejscowego wina. I teraz, skoro jest obecny maz, podkreslam, calkowicie zdrowy psychicznie i fizycznie i proponuje rowniez mi lamke wina, podkreslajac, ze to jest miejscowy gatunek - to mam sie zaprzec czterema lapami i powiedziec NIE ? Ja az taka "zaparta" nie jestem - owszem, mala lamke w super towarzystwie wypilam. Maz wypil 3, po 2 godzinach prowadzil samochod do domu, ok. 150 km. I w zyciu nikt by Go nie posadzil, ze cos tam pil, jechal normalnie. Pisalam i podkreslam jeszcze raz - wszystko zalezy od okolicznosci, od myslenia, czasami taka lamka do obiadu czyni cuda - w sensie nawiazywaania kontaktow, znajomosci. Co innego, kiedy faktycznie jest sie samym z podopiecznym, taaa, wiem, kiedys w wielkim dolku ... w nocy. Tyle, ze wtedy nie mialam pracy nocnej, a podopieczna na noc byla zabezpieczona w specjalnym lozku i NIGDY przez caly pobyt nie wstawalam w nocy do niej. Napisze jeszcze raz o sobie - nie jestem swieta i nie pozuje na takowa, moze czasami jestem za szczera, ale, do diabla, jak nie tu na forum, to gdzie mozna sie wygadac i podyskutowac otwarcie? Nasze zycie tu nie jest zbyt interesujace dla rodzin w PL, jak przyjezdzam, to jestesmy realnie razem, nie opowiadam i nie dyskutuje o tym, co bylo na wyjezdzie, to bylo, a zycie w realu z rodzina - to jest, sporadycznie, ale jednak jest.
Emilia - podałaś skrajny przypadek. Ja też uważam że w takiej sytuacji napić się, to nic złego. Nie jesteś z podopieczną sama, jesteś w miejscu publicznym, jest wiele osób z otoczenia. Nikt Ci nie zarzuci zaniedbania podopiecznej w takiej sytuacji. To co innego, niż pić samemu w pokoju, jak w mieszkaniu nie ma nikogo oprócz podopiecznej.
A wracając do robienia zastrzyków, to bez odpowiednich uprawnień nie można tego robić i firma tutaj nie ma nic do gadania.