Co wolno Opiekunowi ?

02 grudnia 2013 11:19 / 3 osobom podoba się ten post
A ja pojecze ejejejeje-ajajajajajaja-uuuuuuuuuuuuuuuu-aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa:(:(
Dublujace sie tematy do jeczenia:(Troche sie ich nazbieralo:(Zaraz pojde pojeczec gdzie indziej.....szkoda slow:(
 
P.S. To wolno opiekunowi:)
02 grudnia 2013 11:25 / 2 osobom podoba się ten post
bystry

A co do tych moich 11-tu miesięcy.... to NADAL początek, a nie koniec!!! Ja MUSIAŁEM się tak psychicznie nastawić, by to wytrzymać. Innego wyjścia nie było! :( W PL doszło do tego, że nie utrzymam ani rodziny (mimo że żona przynosi 1/3 tego, co konieczne do utrzymania), ani domu, ani nawet siebie!!!:( -taki to "wzrost gospodarczy" mamy w PL....:( W ostatnim momencie (jak już przyszło pismo o wyłączeniu gazu) doznałem "olśnienia" że mogę uratować siebie i rodzinę zostając opiekunem :) A dlaczego nie mogę sobie co 2mce robic kolejne 2mce wakacji?- z prostego wyliczenia (sorry, nie widzę możliwości uniknięcia dokładnego dobrazowania mojego "przypadku";) :
rok temu, wyjeżdżając po raz pierwszy, miałem parę tys PLN debetu na koncie, parę tys PLN długów i niezapłacone rachunki (z kredytem hipot.włącznie) z ost. 2mcy. Pracując jako opiekun, co miesiąc mogę zaoszczędzić max.1000PLN - reszta musi iść na BIEŻĄCE utrzymanie (2 uczących się dzieci, dom, kredyt itp.). Żeby się więc wydobyć z tarapatów, muszę BEZ PRZERWY pracować tyle miesięcy, ile mam zaległości w tys.PLN....
I jeszcze jedno- żeby zapracować na 1 wolny miesiąc, muszę pracować CO NAJMNIEJ 3 mce, by mieć przynajmniej te 3000PLN na przeżycie tego wolnego miesiąca....
Dlatego Pozytywne Myślenie w stosunku do mojej obecnej pracy było sprawą egzystencji nie tylko mojej, ale całej mojej rodziny.... Nie chcę tu wypisywać negatywnych myśli ;( -ale każdy bez trudu może sobie "dośpiewać" co by było, gdybym należał do tych "jęczących" i po paru miesiącach sobie nie poradził......

Oj Bystry Ty wytrzymasz 11 lat a nie tylko 11 m-cy.Jeśli czekałeś i dopiero na  58 stronie napisałeś prawdę dlaczego tu między nami jesteś to Ty twardy facet.Było tak od razy pisać a nie pytać ciągle co wolno............ . Ja Ci mowie,bo mam długo staz pracy i długie pobyty na Stelli,że wolno opiekunowi pracowac tyle ile chce albo ile wytrzyma.
02 grudnia 2013 11:29 / 2 osobom podoba się ten post
mleczko47

Oj Bystry Ty wytrzymasz 11 lat a nie tylko 11 m-cy.Jeśli czekałeś i dopiero na  58 stronie napisałeś prawdę dlaczego tu między nami jesteś to Ty twardy facet.Było tak od razy pisać a nie pytać ciągle co wolno............ . Ja Ci mowie,bo mam długo staz pracy i długie pobyty na Stelli,że wolno opiekunowi pracowac tyle ile chce albo ile wytrzyma.

... albo tak długo, jak długo będą go chcieli;-)
02 grudnia 2013 11:32 / 3 osobom podoba się ten post
Ja jęczę / w przerwach jak nie jestem "jajcarzem / Ty jęczysz , ona/on jęczy ...... przypomina to ogromną salę porodową . Ale .... no przecież cos sie rodzi : nasza stabilizacja finansowa , nasze niekiedy nowe postrzeganie siebie , rodziny , nowe znajomości , przyjaźnie , coś nowego :) a że w bólach ? no cóż w dawnych czasach matki mówiły do córek w przeddzień ślubu : nie ma przyjemności bez bólu i jęków :) Ale powiem , że fajnie jest "rodzić i jęczeć " :) w towarzystwie , które też jęczy jak ja :)
02 grudnia 2013 11:45 / 4 osobom podoba się ten post
 O jęczeniu :)
Nasłuchał się facet od kumpli , jak to ich żony jęczą podczas seksu . Jego była zawsze cicho , więc też chciał spróbować , jak to jest . Poinstruował połowicę , że jak jej powie kiedy , to ma zacząć jęczeć .
No więc kochają się , gość już czuje , że to "ten" moment i każe żonie zacząć .. A ona _- Ło rany , bieda , bieda ! Dzieciska butów nie mają , cukier podrożał..... :)
02 grudnia 2013 11:49 / 2 osobom podoba się ten post
bystry

A co do tych moich 11-tu miesięcy.... to NADAL początek, a nie koniec!!! Ja MUSIAŁEM się tak psychicznie nastawić, by to wytrzymać. Innego wyjścia nie było! :( W PL doszło do tego, że nie utrzymam ani rodziny (mimo że żona przynosi 1/3 tego, co konieczne do utrzymania), ani domu, ani nawet siebie!!!:( -taki to "wzrost gospodarczy" mamy w PL....:( W ostatnim momencie (jak już przyszło pismo o wyłączeniu gazu) doznałem "olśnienia" że mogę uratować siebie i rodzinę zostając opiekunem :) A dlaczego nie mogę sobie co 2mce robic kolejne 2mce wakacji?- z prostego wyliczenia (sorry, nie widzę możliwości uniknięcia dokładnego dobrazowania mojego "przypadku";) :
rok temu, wyjeżdżając po raz pierwszy, miałem parę tys PLN debetu na koncie, parę tys PLN długów i niezapłacone rachunki (z kredytem hipot.włącznie) z ost. 2mcy. Pracując jako opiekun, co miesiąc mogę zaoszczędzić max.1000PLN - reszta musi iść na BIEŻĄCE utrzymanie (2 uczących się dzieci, dom, kredyt itp.). Żeby się więc wydobyć z tarapatów, muszę BEZ PRZERWY pracować tyle miesięcy, ile mam zaległości w tys.PLN....
I jeszcze jedno- żeby zapracować na 1 wolny miesiąc, muszę pracować CO NAJMNIEJ 3 mce, by mieć przynajmniej te 3000PLN na przeżycie tego wolnego miesiąca....
Dlatego Pozytywne Myślenie w stosunku do mojej obecnej pracy było sprawą egzystencji nie tylko mojej, ale całej mojej rodziny.... Nie chcę tu wypisywać negatywnych myśli ;( -ale każdy bez trudu może sobie "dośpiewać" co by było, gdybym należał do tych "jęczących" i po paru miesiącach sobie nie poradził......

Bardzo dobre masz nastawienie moim zdaniem i uważam, że w pozytywnym myśleniu nie ma absolutnie nic sekciarskiego. Wiem, że ludzie zorientowani na życie w taki sposób budzą podejrzenia, typu: "Temu, to musieli zrobić niezłe pranie mózgu", albo "Pewnie coś bierze" ;) ale to nieważne :) Problemy w życiu były, są i będą a jeżeli ktoś potrafi się do nich odpowiednio nastawić i to mu pomaga, to świetnie. Tylko pogratulować. Osobiście miewam lepsze i gorsze dni. Zdarza mi się być w totalnym dołku i czasami trwa to naprawdę długo, ale wypracować sobie umiejętność pozytywnego myślenia tak na stałe, to też nie takie hop-siup. Wymaga sporo pracy, zwłaszcza przy wieloletnich naleciałościach tego złego schematu myślowego, otoczenia itd. Lubię nafaszerować się pozytywną literaturą, mnie to również w dużej mierze pomaga. Mój pokój (już nawet ten tutaj u dziadka w De), jest powyklejany (poza rozpiskami treningów) różnymi motywacyjnymi tekstami, nie tylko odnośnie sportu, ale i życia. Część moich znajomym, jak to widzi, ma ubaw z mojego "nawiedzenia", inni z kolei podchwycili pomysł i stosują u siebie. Co do "Potęgi podświadomości", to moja mama kupiła gdzieś tę książkę dawno, dawno temu... Byłam jeszcze dzieckiem w podstawówce. Nie za wiele z niej rozumiałam, ale znalazłam tam fragment, który przypadł mi wówczas do gustu (w późniejszym czasie, było więcej takich fragmentów) i co wieczór usypiałam się tym tekstem, jak mantrą. Do dziś znam go na pamięć: "Wiem że moja podświadomość jest też skarbnicą pamięci, zachowuje ona to co wyczytam w podręcznikach albo usłyszę od nauczycieli. Mam bezbłędną pamięć a mądrość mojej podświadomości odsłoni przede mną odpowiedź na wszystkie pytania jakie dostanę na ustnych i pisemnych sprawdzianach. Wobec wszystkich nauczycieli i kolegów czuje ogromną rzyczliwość która oni odzajemniają. Życzę im z całego serca powodzenia i wszystkiego dobrego". Czy mi to pomagało? Owszem. Ogólnie zawsze miałam bardzo dobre oceny, bo lubiłam i nadal lubię się uczyć, ale ta regułka dodawała mi jakby wiary w siebie. Później "Potęgę podświadomości" odświeżyłam dopiero na studiach. Moja współlokatorka przywiozła ją sobie od siostry do poczytania a ja zaskoczyłam, że przecież też mam tę książkę w domu. Ale się obie nakręcałyśmy! Był czad, mogłyśmy góry przenosić! :) Pozdrawiam!
02 grudnia 2013 11:51 / 2 osobom podoba się ten post
Bystry - nie dość , że my Krajanie to jeszcze jak widze obydwoje fani Pozytywnego Myslenia . Chyba różni nas to , ze ja o tym wiem i jak pisze o TYM :) to na luzie - a ty jakoś tak na bardziej powaznie . W naszej pracy dystans i luz zmniejsza bardzo " bóle porodowe " :) Kobieta Ci to mówi :)
02 grudnia 2013 11:54
Giunta - nie o to chodzi ,ze Bystry ma sekciarskie , do pozytywnego myslenia, podejscie -tylko o to ,że pisze tak jakos skomplikowanie ,ze tego sie czytać nie da ze zrozumieniem.Ty napisałas i ja wiem dokładnie co masz na mysli.Swoją wiedze na dany temat trzeba umiec tak przekazac ,żeby była zrozumiała dla kazdego,moim zdaniem kolega nasz tego nie potrafi....
02 grudnia 2013 12:01
kasia63

Giunta - nie o to chodzi ,ze Bystry ma sekciarskie , do pozytywnego myslenia, podejscie -tylko o to ,że pisze tak jakos skomplikowanie ,ze tego sie czytać nie da ze zrozumieniem.Ty napisałas i ja wiem dokładnie co masz na mysli.Swoją wiedze na dany temat trzeba umiec tak przekazac ,żeby była zrozumiała dla kazdego,moim zdaniem kolega nasz tego nie potrafi....

Nawet i w szkołach nie wszyscy nauczyciele to potrafią :)
02 grudnia 2013 12:03
ŻYCZLIWOŚĆ* hehe nie rzyczliwość :O
02 grudnia 2013 12:06 / 3 osobom podoba się ten post
bystry

A co do tych moich 11-tu miesięcy.... to NADAL początek, a nie koniec!!! Ja MUSIAŁEM się tak psychicznie nastawić, by to wytrzymać. Innego wyjścia nie było! :( W PL doszło do tego, że nie utrzymam ani rodziny (mimo że żona przynosi 1/3 tego, co konieczne do utrzymania), ani domu, ani nawet siebie!!!:( -taki to "wzrost gospodarczy" mamy w PL....:( W ostatnim momencie (jak już przyszło pismo o wyłączeniu gazu) doznałem "olśnienia" że mogę uratować siebie i rodzinę zostając opiekunem :) A dlaczego nie mogę sobie co 2mce robic kolejne 2mce wakacji?- z prostego wyliczenia (sorry, nie widzę możliwości uniknięcia dokładnego dobrazowania mojego "przypadku";) :
rok temu, wyjeżdżając po raz pierwszy, miałem parę tys PLN debetu na koncie, parę tys PLN długów i niezapłacone rachunki (z kredytem hipot.włącznie) z ost. 2mcy. Pracując jako opiekun, co miesiąc mogę zaoszczędzić max.1000PLN - reszta musi iść na BIEŻĄCE utrzymanie (2 uczących się dzieci, dom, kredyt itp.). Żeby się więc wydobyć z tarapatów, muszę BEZ PRZERWY pracować tyle miesięcy, ile mam zaległości w tys.PLN....
I jeszcze jedno- żeby zapracować na 1 wolny miesiąc, muszę pracować CO NAJMNIEJ 3 mce, by mieć przynajmniej te 3000PLN na przeżycie tego wolnego miesiąca....
Dlatego Pozytywne Myślenie w stosunku do mojej obecnej pracy było sprawą egzystencji nie tylko mojej, ale całej mojej rodziny.... Nie chcę tu wypisywać negatywnych myśli ;( -ale każdy bez trudu może sobie "dośpiewać" co by było, gdybym należał do tych "jęczących" i po paru miesiącach sobie nie poradził......

Wiesz, ciesze sie, ze teraz tak po prostu napisales !! Podziwiam Twoja konsekwencje dzialania, naprawde. Reszta - to Twoj sposob na zachowanie zdrowych zmyslow, mam szczera nadzieje, ze Ci sie uda wyjsc na prosta.
Nie naleze do "jeczacych", nie trenuje tez zadnych sposobow myslenia, oprocz mysli, ze wychodze powoli z podobnej do Twojej sytuacji. Bylam prawie jednym ciagiem 9 miesiecy (tylko 3 tyg. na swieta w PL), w ciagu roku jestem kilkadziesiat dni w domu. Teraz moge sobie pozwolic na kontrakty 3 miesieczne, ale tylko 2-3 tygodnie przerwy miedzy nimi. Nabylam odpornosci po tym, jak widze znaczna poprawe bytu ...
02 grudnia 2013 12:10 / 2 osobom podoba się ten post
Emilio - bo poprawa bytu i swiadomość zawsze pełnego portfela poprawia też odpornośc:):):)
02 grudnia 2013 12:48 / 4 osobom podoba się ten post
kasia63

Emilio - bo poprawa bytu i swiadomość zawsze pełnego portfela poprawia też odpornośc:):):)

No i to mi wystarcza za wszystkie inne teorie, juz nieraz pisalam o dobrych stronach, calkiem innych, zwiedzanie, ogladanie, zycie w innym swiecie. Mnie to rozwija.
02 grudnia 2013 13:20 / 2 osobom podoba się ten post
nowa70

 O jęczeniu :)
Nasłuchał się facet od kumpli , jak to ich żony jęczą podczas seksu . Jego była zawsze cicho , więc też chciał spróbować , jak to jest . Poinstruował połowicę , że jak jej powie kiedy , to ma zacząć jęczeć .
No więc kochają się , gość już czuje , że to "ten" moment i każe żonie zacząć .. A ona _- Ło rany , bieda , bieda ! Dzieciska butów nie mają , cukier podrożał..... :)

.........I wyruszyła na pdbój Niemiec.
02 grudnia 2013 13:30 / 2 osobom podoba się ten post
giunta

Bardzo dobre masz nastawienie moim zdaniem i uważam, że w pozytywnym myśleniu nie ma absolutnie nic sekciarskiego. Wiem, że ludzie zorientowani na życie w taki sposób budzą podejrzenia, typu: "Temu, to musieli zrobić niezłe pranie mózgu", albo "Pewnie coś bierze" ;) ale to nieważne :) Problemy w życiu były, są i będą a jeżeli ktoś potrafi się do nich odpowiednio nastawić i to mu pomaga, to świetnie. Tylko pogratulować. Osobiście miewam lepsze i gorsze dni. Zdarza mi się być w totalnym dołku i czasami trwa to naprawdę długo, ale wypracować sobie umiejętność pozytywnego myślenia tak na stałe, to też nie takie hop-siup. Wymaga sporo pracy, zwłaszcza przy wieloletnich naleciałościach tego złego schematu myślowego, otoczenia itd. Lubię nafaszerować się pozytywną literaturą, mnie to również w dużej mierze pomaga. Mój pokój (już nawet ten tutaj u dziadka w De), jest powyklejany (poza rozpiskami treningów) różnymi motywacyjnymi tekstami, nie tylko odnośnie sportu, ale i życia. Część moich znajomym, jak to widzi, ma ubaw z mojego "nawiedzenia", inni z kolei podchwycili pomysł i stosują u siebie. Co do "Potęgi podświadomości", to moja mama kupiła gdzieś tę książkę dawno, dawno temu... Byłam jeszcze dzieckiem w podstawówce. Nie za wiele z niej rozumiałam, ale znalazłam tam fragment, który przypadł mi wówczas do gustu (w późniejszym czasie, było więcej takich fragmentów) i co wieczór usypiałam się tym tekstem, jak mantrą. Do dziś znam go na pamięć: "Wiem że moja podświadomość jest też skarbnicą pamięci, zachowuje ona to co wyczytam w podręcznikach albo usłyszę od nauczycieli. Mam bezbłędną pamięć a mądrość mojej podświadomości odsłoni przede mną odpowiedź na wszystkie pytania jakie dostanę na ustnych i pisemnych sprawdzianach. Wobec wszystkich nauczycieli i kolegów czuje ogromną rzyczliwość która oni odzajemniają. Życzę im z całego serca powodzenia i wszystkiego dobrego". Czy mi to pomagało? Owszem. Ogólnie zawsze miałam bardzo dobre oceny, bo lubiłam i nadal lubię się uczyć, ale ta regułka dodawała mi jakby wiary w siebie. Później "Potęgę podświadomości" odświeżyłam dopiero na studiach. Moja współlokatorka przywiozła ją sobie od siostry do poczytania a ja zaskoczyłam, że przecież też mam tę książkę w domu. Ale się obie nakręcałyśmy! Był czad, mogłyśmy góry przenosić! :) Pozdrawiam!

Podzielam Twoje zdanie. Czytanie i powracanie do fragmentów tej książki pozwala zmienić myślenie. Lubię ludzi /sama do nich należę/, którzy od zawsze lubią się uczyć )