02 grudnia 2013 11:49 / 2 osobom podoba się ten post
bystryA co do tych moich 11-tu miesięcy.... to NADAL początek, a nie koniec!!! Ja MUSIAŁEM się tak psychicznie nastawić, by to wytrzymać. Innego wyjścia nie było! :( W PL doszło do tego, że nie utrzymam ani rodziny (mimo że żona przynosi 1/3 tego, co konieczne do utrzymania), ani domu, ani nawet siebie!!!:( -taki to "wzrost gospodarczy" mamy w PL....:( W ostatnim momencie (jak już przyszło pismo o wyłączeniu gazu) doznałem "olśnienia" że mogę uratować siebie i rodzinę zostając opiekunem :) A dlaczego nie mogę sobie co 2mce robic kolejne 2mce wakacji?- z prostego wyliczenia (sorry, nie widzę możliwości uniknięcia dokładnego dobrazowania mojego "przypadku";) :
rok temu, wyjeżdżając po raz pierwszy, miałem parę tys PLN debetu na koncie, parę tys PLN długów i niezapłacone rachunki (z kredytem hipot.włącznie) z ost. 2mcy. Pracując jako opiekun, co miesiąc mogę zaoszczędzić max.1000PLN - reszta musi iść na BIEŻĄCE utrzymanie (2 uczących się dzieci, dom, kredyt itp.). Żeby się więc wydobyć z tarapatów, muszę BEZ PRZERWY pracować tyle miesięcy, ile mam zaległości w tys.PLN....
I jeszcze jedno- żeby zapracować na 1 wolny miesiąc, muszę pracować CO NAJMNIEJ 3 mce, by mieć przynajmniej te 3000PLN na przeżycie tego wolnego miesiąca....
Dlatego Pozytywne Myślenie w stosunku do mojej obecnej pracy było sprawą egzystencji nie tylko mojej, ale całej mojej rodziny.... Nie chcę tu wypisywać negatywnych myśli ;( -ale każdy bez trudu może sobie "dośpiewać" co by było, gdybym należał do tych "jęczących" i po paru miesiącach sobie nie poradził......
Bardzo dobre masz nastawienie moim zdaniem i uważam, że w pozytywnym myśleniu nie ma absolutnie nic sekciarskiego. Wiem, że ludzie zorientowani na życie w taki sposób budzą podejrzenia, typu: "Temu, to musieli zrobić niezłe pranie mózgu", albo "Pewnie coś bierze" ;) ale to nieważne :) Problemy w życiu były, są i będą a jeżeli ktoś potrafi się do nich odpowiednio nastawić i to mu pomaga, to świetnie. Tylko pogratulować. Osobiście miewam lepsze i gorsze dni. Zdarza mi się być w totalnym dołku i czasami trwa to naprawdę długo, ale wypracować sobie umiejętność pozytywnego myślenia tak na stałe, to też nie takie hop-siup. Wymaga sporo pracy, zwłaszcza przy wieloletnich naleciałościach tego złego schematu myślowego, otoczenia itd. Lubię nafaszerować się pozytywną literaturą, mnie to również w dużej mierze pomaga. Mój pokój (już nawet ten tutaj u dziadka w De), jest powyklejany (poza rozpiskami treningów) różnymi motywacyjnymi tekstami, nie tylko odnośnie sportu, ale i życia. Część moich znajomym, jak to widzi, ma ubaw z mojego "nawiedzenia", inni z kolei podchwycili pomysł i stosują u siebie. Co do "Potęgi podświadomości", to moja mama kupiła gdzieś tę książkę dawno, dawno temu... Byłam jeszcze dzieckiem w podstawówce. Nie za wiele z niej rozumiałam, ale znalazłam tam fragment, który przypadł mi wówczas do gustu (w późniejszym czasie, było więcej takich fragmentów) i co wieczór usypiałam się tym tekstem, jak mantrą. Do dziś znam go na pamięć: "Wiem że moja podświadomość jest też skarbnicą pamięci, zachowuje ona to co wyczytam w podręcznikach albo usłyszę od nauczycieli. Mam bezbłędną pamięć a mądrość mojej podświadomości odsłoni przede mną odpowiedź na wszystkie pytania jakie dostanę na ustnych i pisemnych sprawdzianach. Wobec wszystkich nauczycieli i kolegów czuje ogromną rzyczliwość która oni odzajemniają. Życzę im z całego serca powodzenia i wszystkiego dobrego". Czy mi to pomagało? Owszem. Ogólnie zawsze miałam bardzo dobre oceny, bo lubiłam i nadal lubię się uczyć, ale ta regułka dodawała mi jakby wiary w siebie. Później "Potęgę podświadomości" odświeżyłam dopiero na studiach. Moja współlokatorka przywiozła ją sobie od siostry do poczytania a ja zaskoczyłam, że przecież też mam tę książkę w domu. Ale się obie nakręcałyśmy! Był czad, mogłyśmy góry przenosić! :) Pozdrawiam!