Hogata, ale sytuacja - dobry znajomy na emigracyjnym wygwizdowie! Uśmiałam się, fajna historia!
Misiu, witaj na łonach życzliwych koleżanek! - ojej, znowu się Andrea przyczepi, że zbereźności mi tylko w głowie, a przecież stale mówimy - wracam na łono rodziny, albo - jestem na łonie przyrody!
Na fleciku dziś pograłam i dobrze mi się zrobiło, bo jak prawią mądrzy ludzie - muzyka łagodzi obyczaje! Ugotowałam też babci kompot z darmowych jabłek i zrobiłam sałatkę z niedarmowych śledzi i ziemniaków. Posiedziałam trochę w największej księgarni w moim miasteczku, wnętrze jest niesamowicie ładnie urządzone, druga księgarnia jest równie urokliwa, tylko mniejsza. Dobrze nagapić się na rzeczy piękne, bo to ładuje akumulatory.
Dwa lata temu pojechałem na jeden z największych Weihnachtsmarkt do Essen. Pośród ponad 700 stoisk i straganów stało sobie stoisko z belgijskimi pralinkami. Obsługiwał mężczyzna. Obszedłem go dookoła raz i drugi aż w końcu postanowiliśmy coś tam kupić. I wtedy okazało się, że to chłopak z mojego miasta, trochę młodszy ode mnie i od wielu lat nie widziany. Dostaliśmy ekstra pudełeczko wysmienitych pralinek.
Przy okazji tego spotkania przekonałem się, że świat jest taki mały...
Romano!
Ja też chętnie pograłbym sobie na fleciku, żeby zrobiło mi się dobrze, ale niestety, nie dosięgam
Zostanę przy wersji z Żukiem. Tu przynajmniej kierowcę mam dobrego
