Na wyjeździe #2

18 sierpnia 2013 10:52 / 3 osobom podoba się ten post
Wiecie co?Az wstyd sie przyznac...Ja nie lubie gor.Jako nastolatka,3 lata po rzad jezdzilam w gory na obozy wedrowne.Tak sie nalazilam ze juz mam przesyt az do smierci.Ja tam wole jak Romana kilometry robic brzegiem morza.

Andrea-mniam,mniam...Kurcze jestem na diecie,ale jak napisalas co na obiadek szykujesz,to jezyk do pasa mi wylatal:)Ha- dobrze ze mam silna wole,bo bym zaraz sama sklecila takiego sznycelka i kapustke mmmmmmmmmmmmm...mniam,mniam:)

Robert-Ty to masz dobrze,lezysz sobie,a wszyscy skakaja kolo Ciebie:)

Mamusia lec nad jeziorko,i za mnie tez nozki pomocz.Jak jakocham nasze miasteczko:)
18 sierpnia 2013 10:58 / 1 osobie podoba się ten post
Andrea,hi,hi dzięki za komplement,zaczerwieniłam się,hi,hi,Hogata mówisz i masz,po obiadku wypad nad jezioro zrobię i nóżki za ciebie pomoczę a u mnie dziś na obiad,kurczak ,ziemniaki i sałata,Hogata piszesz się.
18 sierpnia 2013 10:59 / 2 osobom podoba się ten post
Ja też nie lubię gór ;-(( pagórki to owszem. Ja kocham lasy iglaste z jeziorkami.
18 sierpnia 2013 11:09 / 1 osobie podoba się ten post
Witam Opiekunkowo :) Stawiam się na żądanie! My pospałyśmy nawet do 9.30:) Potem śniadanko, a teraz siedzę z farbą na włosach i maseczką na twarzy i chciałam mojego ukochanego przestraszyć i upewnić się, czy taką też mnie kocha :) no ale Jego skype milczy jak zaklęty... Hogatka, czy jakiś uroki już zaczęłaś rzucać??? Moja Dama dziś z przyjaciółką nie jedzie,za to jutro wybieramy się na zwiedzanie Monachium... chciałam dziś, ale zapewniła mnie, że dzisiaj sporo ludzi i ogólnie tłok... Słoneczko świeci, humor dopisuje... Oby tak dalej:) Udanej niedzieli :*
18 sierpnia 2013 11:23 / 5 osobom podoba się ten post
Jak obiecałam tak czynię....

Salzburg miasto Mozarta, miasto uroczych uliczek....

Swoją przygodę zaczęłam z lekkim strachem, bo do bardzo odważnych osób nie należę i zawsze pod skórą mam dreszczyk.
Jednakże staram się wziąć w garść i ruszyć ....
Podróż pociągiem trwała godzinkę, przez ten czas z nosem przyklejonym do okna ;)
Uff, dojechałam a co teraz? To była moja pierwsza myśl. W którą stronę? Więc mapę w dłoń i przed siebie.
Spokojnym spacerkiem doszłam do pewnego placu, a na nim piękny stary kościół więc komórki wyciszyć i do środka. Na widok ołtarza oczy szeroko otwarte i buzia też ;)
Obok na placu stała "budka" informacji turystycznej więc tam się skierowałam, uprzejmy pan wręczył mi książeczkę z opisami proponowanych wycieczek i jej cenami, powiem tak: wow!!!! Z uśmiechem podziękowałam i się oddaliłam ;)
Wołała mnie dobiegająca z drugiej strony ulicy muzyka. Był to miejski piknik.
Parę kroków dalej Mirabell Garten zachwycające kwiatami, labiryntami kwiatów, traw i fantastycznymi fontannami. A tuż obok na skwerku malutki kawałek parku z ławeczkami i uroczo ustawionymi rzeźbami krasnoludków jak z Królewny Śnieżki.
I jedynie co przeszkadzało mi " zapyziałej" to ta ogromna ilość ludzi, wśród których musiałam lawirować, ich pokrzykiwania zachwytu nie pozwalały przystanąć ...Następnie parę kroków i wspaniały most obwieszony kłódkami. A widok ..... Kolejny raz wow

Ok, krótka przerwa.
18 sierpnia 2013 11:46 / 3 osobom podoba się ten post
Mialam napisac na poskarzyjkach,ale na co tu sie skarzyc,jak wszystko ok!Forum jest to bardzo dobra forma odstresowania sie, mozna wypaść na nim wspaniale i na klamac  nic sie nie wyda bo w tym wirtualnym świecie wszystkie chwyty dozwolone.Ale nie odmowię sobie napisania tego co czuje.Nie raz czyjść nie powazny post daje czlowiekowi mozliwosc roześmiania sie, nie tak  jak te mądre pouczjące co się jak pisze, co z duzej a co z małej litery.To nie jest wypracowanie.To jest zycie,i wlasnie tu wspierajcie sie piszcie różności.Forum ma różne tematy więć nie trzeba wchodzić na te,które nie interesują.Duzo korzysci materialnych osiagnełam poprzez te wyjazdy,duza bardzo zwiedziłam byłam tam gdzie nawet w najsmielszych marzeniach nie zaszłam, ale jestem sama co mi z wycieczki z pp.Muller.     Pewnie,że pieniadz jest ważny i dlatego tu i tam pracowałam.I te co muszą pracować i te co tylko chca, czuja po czesci to co ja - tęsknote za czasem ktory został za mna.A na sniadanie zaczynam już jeść Speisequark mit APRIKOSE -Konfiture chyba zaczynam sie germanizowac, i dlatego jade do domu.
18 sierpnia 2013 11:57
mleczko47

Mialam napisac na poskarzyjkach,ale na co tu sie skarzyc,jak wszystko ok!Forum jest to bardzo dobra forma odstresowania sie, mozna wypaść na nim wspaniale i na klamac  nic sie nie wyda bo w tym wirtualnym świecie wszystkie chwyty dozwolone.Ale nie odmowię sobie napisania tego co czuje.Nie raz czyjść nie powazny post daje czlowiekowi mozliwosc roześmiania sie, nie tak  jak te mądre pouczjące co się jak pisze, co z duzej a co z małej litery.To nie jest wypracowanie.To jest zycie,i wlasnie tu wspierajcie sie piszcie różności.Forum ma różne tematy więć nie trzeba wchodzić na te,które nie interesują.Duzo korzysci materialnych osiagnełam poprzez te wyjazdy,duza bardzo zwiedziłam byłam tam gdzie nawet w najsmielszych marzeniach nie zaszłam, ale jestem sama co mi z wycieczki z pp.Muller.     Pewnie,że pieniadz jest ważny i dlatego tu i tam pracowałam.I te co muszą pracować i te co tylko chca, czuja po czesci to co ja - tęsknote za czasem ktory został za mna.A na sniadanie zaczynam już jeść Speisequark mit APRIKOSE -Konfiture chyba zaczynam sie germanizowac, i dlatego jade do domu.

Haha.. dzisiaj  jedząc 'Speisequark mit APRIKOSE' doszłam do podobnych przemyśleń..  chce do domu!
18 sierpnia 2013 12:02 / 1 osobie podoba się ten post
Wielki plusik Mleczko masz :)Lo Matko Bosko ,Czestochowsko:O:O:O:O Ja juz sie zgermanizowalam,bo wlasnie takie sniadanie jadam conajmniej od 3 lat.Nawet jak jestem w domu aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.Co to teraz bedzie?
Kurcze ja ,to jestem INTERNACIONAL hahahahah:D:D:D:D:D:D
Sniadanie po niemiecku,obiad po wlosku,po polsku,po chinsku,po amerykansku,a kolacja?Ja kolacje jadam po czarownicowemu-czyli,na co mam ochote to zre hihihihihi:):):)
18 sierpnia 2013 12:49
hogata76

Wielki plusik Mleczko masz :)Lo Matko Bosko ,Czestochowsko:O:O:O:O Ja juz sie zgermanizowalam,bo wlasnie takie sniadanie jadam conajmniej od 3 lat.Nawet jak jestem w domu aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa.Co to teraz bedzie?
Kurcze ja ,to jestem INTERNACIONAL hahahahah:D:D:D:D:D:D
Sniadanie po niemiecku,obiad po wlosku,po polsku,po chinsku,po amerykansku,a kolacja?Ja kolacje jadam po czarownicowemu-czyli,na co mam ochote to zre hihihihihi:):):)

co bedzie za godzine tego nawet nie wiem him-przez wyjazdy straciłem ogrom wartosci przez rozzutne zycie jeszcze wiecej wiec dlaczego po raz kolejny zmienilem zawod i wyjechalem no coz bez pieniazkow niema nic co przedstawia dla mnie wartosc pozdrawiam wytrfalych gdyz nigdy nie bylem spoko dzionka:)
18 sierpnia 2013 13:24 / 4 osobom podoba się ten post
mleczko47

Mialam napisac na poskarzyjkach,ale na co tu sie skarzyc,jak wszystko ok!Forum jest to bardzo dobra forma odstresowania sie, mozna wypaść na nim wspaniale i na klamac  nic sie nie wyda bo w tym wirtualnym świecie wszystkie chwyty dozwolone.Ale nie odmowię sobie napisania tego co czuje.Nie raz czyjść nie powazny post daje czlowiekowi mozliwosc roześmiania sie, nie tak  jak te mądre pouczjące co się jak pisze, co z duzej a co z małej litery.To nie jest wypracowanie.To jest zycie,i wlasnie tu wspierajcie sie piszcie różności.Forum ma różne tematy więć nie trzeba wchodzić na te,które nie interesują.Duzo korzysci materialnych osiagnełam poprzez te wyjazdy,duza bardzo zwiedziłam byłam tam gdzie nawet w najsmielszych marzeniach nie zaszłam, ale jestem sama co mi z wycieczki z pp.Muller.     Pewnie,że pieniadz jest ważny i dlatego tu i tam pracowałam.I te co muszą pracować i te co tylko chca, czuja po czesci to co ja - tęsknote za czasem ktory został za mna.A na sniadanie zaczynam już jeść Speisequark mit APRIKOSE -Konfiture chyba zaczynam sie germanizowac, i dlatego jade do domu.

Moja rodzina to takie powsinogi odkąd pamiętam, moja mama zaczęła wyjeżdżać gdy skończyłam szkołę średnią, kiedyś mąż wyjeżdżał do Niemiec a potem do Norwegii, potem kilka lat mieszkaliśmy ze starszym synem we Włoszech, potem zachciało nam się wrócić spowrotem do Polski, a teraz od dwóch lat ja wyjeżdżam. Nie skarżę się bo nie mam również na co, jesteśmy zdrowi, bardzo się kochamy, kredyty ani komornicy nas nie gonią, żyjemy na luzie.
Dzięki pracy nas obojga zagranicą mamy dom nieobciążony hipoteką, swoje miejsce na ziemi, udało się również kupić kawałek pola, które traktujemy jak "przyszłą emeryturę". Nie dostaliśmy spadku, nie wygraliśmy w totka, wszystko osiągnęliśmy własną pracą. To baaaardzo cieszy! 
Podobnie jak Mleczko dużo świata zwiedziliśmy, korzyści materialne również były i są.
 
Mnie natomiast martwi fakt, że będąc tu wciąż myślę o stałym powrocie do domu, a jednocześnie wiem, że będąc w domu bez zajęcia dłużej niż 2-3 miesiące dostałabym na łeb. Muszę coś robić, muszę się czymś zająć, mieć swój świat- jakąś pracę.
Nie wrócę w trybiki korporacji, własna działalność w moim małym miasteczku odpada, na kasie w supermarkecie też nie chcę siedzieć. Więc wolę już te wyjazdy i powroty, byle nie zgnuśnieć, byle nie oszaleć, byle nie prosić męża o kasę na ulubione kosmetyki ;-)
 
Narazie jest jak jest, odliczam dni pobytu na forum, lubię Was czytać, chandry i dołki przychodzą i odchodzą, świat się kręci, a ja z nim... Wybaczcie, tak mnie naszło po przeczytaniu postu Mleczko  i jej stanowczej decyzji o powrocie na stałe- gratuluję Mleczko!.
I chciałabym tak samo i boję się...
 
18 sierpnia 2013 13:43 / 2 osobom podoba się ten post
Mleczko <3. Nic więcej nie dodam....
Mojej wycieczki ciąg dalszy dla zainteresowanych :)

Stojąc na moście Makartsteg wypatrzyłam mały stateczek wycieczkowy, więc podreptałam w jego kierunku z nadzieją. Ku mej ogromnej uciesze zakupiłam bilecik i byłam uchachana... Ale do rejsu po wodach rzeki Salzach miałam jeszcze 45 minut, które szkoda zmarnować. Tak więc ruszyłam w wąskie, kręte i niesamowicie malownicze, kolorowe uliczki Starego Miasta. Po kilku " zapatrzeniach" się na cuda architektury przez kompletny przypadek stanęłam plecami do domu rodzinnego Wielkiego Maestra. Jakaż zdziwiona była moja mina, kiedy obkrecona przez spieszącego się pana ujrzałam zacny Mozarts Geburtshaus, a przy jego drzwiacy
18 sierpnia 2013 13:50
Przepraszam, telefon zastrajkowal...

A przy jego drzwiach jegomościa w stroju i w peruce z epoki Mozarta z kajetem i piórem w dłoni, machajacego do mnie z uśmiechem. Pan ustawił mi się do zdjęcia, podsunął koszyczek na euraski oraz kajecik bym podpis złożyła. Cóżem z przyjemnością uczyniła :) ale czas zaczął gonić i szybciutko wróciłam na czekający już stateczek. Notabene także Mozarta noszący imię. Rejs był ogromną przyjemnością, na koniec kapitan zafundował nam taniec na falach, wirowaliśmy w koło przez parę minut.
Następne me kroki były z powrotem do mozartowskiego domu i tam zaginęłam na dobrą godzinę ;)
18 sierpnia 2013 14:02 / 1 osobie podoba się ten post
Zakupiłam pełen zdjęć i.wiadomości historycznych album o Salzburgu w języku polskim w sali zakupów u Mozarta i zadowolona ruszyłam dalej. I tak znalazłam się w sklepie z przysmakiem Amadeusa :) i nie mogłam ich nie kupić dla mych ukochanych. Następnie wędrowałam w blaku słońca po Starym Mieście pstrykajac zdjęcia :)

Czasu za mało w ciągu jednego dnia by zobaczyć choć małą część tego pięknego zakątka świata.

Mam nadzieję, że choć na chwilę przeniosłam Was w zaczarowane miejsce.
18 sierpnia 2013 16:15 / 2 osobom podoba się ten post
Witam serdecznie,dotarlam busikiem(pierwszy raz)na miejsce.Wrazenia z jazdy....super , mialam tyle obiekcji ale niepotrzebnie .Nowe miejsce ...miasteczko fajne,podopieczna mieszka w samym "centrum".najwazniejsze ze ,wywiad zrobilam ,gdzie , co, i jak."Przelecialam ' przez centrum ,znalazlam moje sklepy ,czesc kulturalna po "zasiegnieciu"jezyka u brata Google.Po "odsiadce" na wsi zaswiecilo slonce i dla mnie:):).Przyjechalam na zmiane.Zobaczymy co z tego wyjdzie.Nowa podopieczna i nowe schorzenie ,pierwszy raz mam taka podopieczna ,je i spi.Musze duzo ,duzo "wiedzy wchlonac"aby ogarnac to.Pozdrawiam cieplutko
18 sierpnia 2013 16:41 / 1 osobie podoba się ten post
Wiesiula

Romana w tym roku była cudowna Kotlina Kłodzka i Masyw Śnieżnika, całe 7 dni i było nam mało !!!! Dlatego następny urlop to 10 dni w Tatrach.
Parę lat temu Tatry uwiodly nas i chętnie tam wrócimy a i Skrzaty zdobędą kolejną odznakę PTTK :)

Margaretka - kto wie ;) może się uda

Wiesiula a kiedy byłaś w Międzygórzu?? Hihihi! Ja też byłam w lipcu... tylko na 4 dni, ale było cudnie... nocowaliśmy w Willi Millenium przy głownej ulicy... miasteczko spokojne, choć ze smutkiem muszę stwierdzić, że umiera śmiercią naturalną... gospoda "Pod Złotym Rogiem" jest już do sprzedania... rozmawialiśmy z bardzo fajną recepcjonistką, która mówiła, że młodzi ludzie wyjeżdżają do miasta, bo nie ma tu kompletnie zadnych perespektyw... żal serce ściska, jak patrzę na te cudne budynki, które niszczeją, bo nikt nie chce ich kupić... młodzi ludzie tam nie przyjeżdżają, bo wolą zanocować Ladku Zdroju, bo tam wieczorami się coś dzieje, a w Międzygórzu życie o 22 zamiera... hehehe! raz załapaliśmy się na koncert One Man Band Show w willi Nad Wodospadem... było miło i rodzinnie... hihihi! 
A Ty jakie masz wrażenia z tej miejscowości?
Mam zamiar opisać naszą wyprawę tutaj, ale jeszcze do tego nie doszłam...