Na wyjeździe #2

29 sierpnia 2013 10:05 / 3 osobom podoba się ten post
Andrea chcieć to móc:) Dasz radę... Ja mam prawko od 7 lat. Kiedy po namowach męża zapisywałam się na kurs byłam święcie przekonana że to nie dla mnie, że nie ogarnę tego, ciemna magia. Teraz się z tego śmieję. Jak jestem w Polsce to jeżdżę dużo i nie ma miejsa do którego bym nie dojechała. Bardzo mi pomaga GPS bo błędnik orientacji w terenie to mam zepsuty. Nie taki diabeł straszny... Powiem Ci że po kilku latach to nawet wszystkich znaków się nie pamięta, mało tego, nie ma takiej potrzeby:) A prowadzenie samochodu bynajmniej dla mnie to czysta przyjemność, uwielbiam.
29 sierpnia 2013 10:16 / 5 osobom podoba się ten post
Benita

Hogata, w Polsce to nie ujma, ale w de "dzieci" 17;letnie rozpoczynają kurs tak wcześnie, coby z egzaminem trafić na urodziny. 17. Tu nawet nikt nie rozważa "czy" prawko zrobić. Tu to normalka. Mi przywiózł prawko mąż, bo zostawiłam w domu. Tylko że ja jeździć nie umiem!! Prawko mam 28 lat. Od 25 nie trzymałam kierownicy. To jest obciach!

Przykro mi ,to stwierdzic:(To wynika troche z naszego wygodnictwa-tak wlasnie "z naszego wygodnictwa".
Ja nie robilam prawka,bo stwierdzilam,ze jak moj maz ma,to ja juz nie musze.Zawsze mnie podwiezie itd.
Ty masz prawko juz bardzo dlugo,ale nie jezdzilas,pewnie dlatego ,ze w sumie i tak Twoj maz podjechal tam czy tam(dlatego nie jezdzilas).
Ach tam obciach-tak jak Mleczko napisala,wsiadz i pojedziesz.Moj slubny mi powiedzial,ze to tak jak z jazda na rowerze,tego sie nie zapomina:)Ty jestes w tej lepszej sytuacji,ze juz wiesz jak to jest jezdzic,a ja niestety znam jazde ze strony pasazera:(Kurna chata,tez pojde na prawko,a co tam:)
 
Anegdotka z zycia mojego:
 
Pare lat temu,poprosilam meza,zeby mnie nauczyl jezdzic.MASAKRA(nauczyciel z Niego kiepski,za to krzykacz jak najbardziej).
Mialam takiego stresa,ze ja piernicze,ale po 4 jazdach po opuszczonym pasie startowym,maz skwitowal tak:
-Juz na mnie sie nie bocz kochanie:)Duzo sie jeszcze musisz nauczyc,ale do tylu jezdzisz bardzo dobrze:)
Mnie juz witki opadly,calkiem sie zbrazilam,wysiadlam z auta i powiedzialam "zeby mnie w d...pe pocalowal,a nie wrzeszczal jak nieopierzony kogut".
Tak sie skonczyla moja przygoda z prowadzeniem auta:)Teraz bede sie uczyla jezdzic,ale napewno moim nauczycielem nie bedzie moj malzonek oooooooo!!!!!!!!!!
29 sierpnia 2013 10:48
Dzień dobry:) Ja kurs prawa jazdy dostałam od dziadków na 18-te urodziny :))) Cieszę się, że je mam, nie muszę czekać na podwózkę, tylko wsiadam i jadę, gdzie chce. Tutaj w Niemczech, wolałabym czasem nie mieć tego prawka :) Słoneczko za oknem, melduję moje ostatnie dni wygnania :D Ziemniaki się gotują, dziś Kartoffelsalat :) Moja Dama sobie wymyśliła...Miłego dzionka :*
29 sierpnia 2013 11:12
Hej! 
Dobrze to obmyśliłaś. Ja też od roku o tym myśle ale do realizacji coś nie bardzo się spieszę.W Twoim systemie na pewno się uda. Obawiam się tylko tego że ja i 17-18 latkowie ze mną, będzie mi wstyd... Ale lepiej puźno niż wcale... A co tam, zacznę po powrocie do domu pomału realizować swoje plany....Super że weszłyście na ten temat. :)
29 sierpnia 2013 11:13
Sprobuj zasnac,oj biedaczka:(
Ty tak z nerwow,czy wredna migrena Cie dopadla?
Dobrze,ze te siostry sa ludzmi(nawet ze Swoimi himerami).Nie na kazdej szteli tak jest.
29 sierpnia 2013 11:16 / 2 osobom podoba się ten post
alexia

Hej! 
Dobrze to obmyśliłaś. Ja też od roku o tym myśle ale do realizacji coś nie bardzo się spieszę.W Twoim systemie na pewno się uda. Obawiam się tylko tego że ja i 17-18 latkowie ze mną, będzie mi wstyd... Ale lepiej puźno niż wcale... A co tam, zacznę po powrocie do domu pomału realizować swoje plany....Super że weszłyście na ten temat. :)

No wiesz?::O:O:O:O:O 
Ze Ty i 17-18 latkowie,przestan pierniczyc farmazony:)
Jakbys przy rolatorku sie w ziela za prawko,no to by bylo dziwne,a ze jestes sprawna i fizycznie i psychicznie,wiek nie gra roli:):):)
29 sierpnia 2013 11:33 / 6 osobom podoba się ten post
hogata76

Przykro mi ,to stwierdzic:(To wynika troche z naszego wygodnictwa-tak wlasnie "z naszego wygodnictwa".
Ja nie robilam prawka,bo stwierdzilam,ze jak moj maz ma,to ja juz nie musze.Zawsze mnie podwiezie itd.
Ty masz prawko juz bardzo dlugo,ale nie jezdzilas,pewnie dlatego ,ze w sumie i tak Twoj maz podjechal tam czy tam(dlatego nie jezdzilas).
Ach tam obciach-tak jak Mleczko napisala,wsiadz i pojedziesz.Moj slubny mi powiedzial,ze to tak jak z jazda na rowerze,tego sie nie zapomina:)Ty jestes w tej lepszej sytuacji,ze juz wiesz jak to jest jezdzic,a ja niestety znam jazde ze strony pasazera:(Kurna chata,tez pojde na prawko,a co tam:)
 
Anegdotka z zycia mojego:
 
Pare lat temu,poprosilam meza,zeby mnie nauczyl jezdzic.MASAKRA(nauczyciel z Niego kiepski,za to krzykacz jak najbardziej).
Mialam takiego stresa,ze ja piernicze,ale po 4 jazdach po opuszczonym pasie startowym,maz skwitowal tak:
-Juz na mnie sie nie bocz kochanie:)Duzo sie jeszcze musisz nauczyc,ale do tylu jezdzisz bardzo dobrze:)
Mnie juz witki opadly,calkiem sie zbrazilam,wysiadlam z auta i powiedzialam "zeby mnie w d...pe pocalowal,a nie wrzeszczal jak nieopierzony kogut".
Tak sie skonczyla moja przygoda z prowadzeniem auta:)Teraz bede sie uczyla jezdzic,ale napewno moim nauczycielem nie bedzie moj malzonek oooooooo!!!!!!!!!!

Ja zrobiłam " Prawko" majac 44 lata. Uczył mnie 27 letni instruktr. Miło wspominam ten czas zdałam za 2 podejsciem. Potem próbowałam jeżdzić z mezem ale .....nie dało się mimo mojej ogromnej cierpliwości. Pojeździłam troche wiec z bratem który skwitował moja jazde ...Jest OK ...rozwaz kupno czołgu. Skończyło sie na tym ze po rozwodzie nie mam samochodu, nie nabrałam wprawy .....ale za pierwsze zarobione pieniazki kupie sobie autko i już ...a co!
Morał z tego taki...
Nigdy nie próbuj nauczyć sie jeździc samochodem faceta który siedzi obok hahaha
29 sierpnia 2013 11:40
Gosia 1234

Ja zrobiłam " Prawko" majac 44 lata. Uczył mnie 27 letni instruktr. Miło wspominam ten czas zdałam za 2 podejsciem. Potem próbowałam jeżdzić z mezem ale .....nie dało się mimo mojej ogromnej cierpliwości. Pojeździłam troche wiec z bratem który skwitował moja jazde ...Jest OK ...rozwaz kupno czołgu. Skończyło sie na tym ze po rozwodzie nie mam samochodu, nie nabrałam wprawy .....ale za pierwsze zarobione pieniazki kupie sobie autko i już ...a co!
Morał z tego taki...
Nigdy nie próbuj nauczyć sie jeździc samochodem faceta który siedzi obok hahaha

Prawda:):):)
Przeylam,widzialam i sprobowalam-nigdy wiecej hahahahhahaha:)
Ten moj maz to dobry czlowiek,ale nauczyciel(instruktor)marny,przez duze M.
29 sierpnia 2013 11:40 / 1 osobie podoba się ten post
Na mnie juz dwie firmy zarobily, doszlam do teorii, nawet zdalam, do jazdy czyli do zdania z praktyki nie doszlo bo:

zrozumialam, że będzie zemnie kierowca jak z koziej du..z trabka. Na drzewa z gumy szans nie ma, wiec dalam sobie spokój.
29 sierpnia 2013 11:47 / 5 osobom podoba się ten post
Wczoraj byłam z moją Damą na zakupach samochodem :) Pakujemy już zakupy do bagażnika, a tu idzie Pani Staruszka siwiuteńka, ledwo, ledwo. Mam wrażenie, że gdyby nie wózek, to by upadła...no więc idzie sobie w naszą stronę. Podchodzi do wypasionego Audi A4 kombi, wyciąga kluczyki i pakuje zakupy do bagażnika. Wcześniej wyciąga laskę i po odprowadzeniu wózka, wraca podpierając się tą laską... I szczerze, to poczekałam jak wyjedzie... Lepiej jej szło to jechanie niż chodzenie hehe :)
29 sierpnia 2013 12:00 / 2 osobom podoba się ten post
Sylwunia

Wczoraj byłam z moją Damą na zakupach samochodem :) Pakujemy już zakupy do bagażnika, a tu idzie Pani Staruszka siwiuteńka, ledwo, ledwo. Mam wrażenie, że gdyby nie wózek, to by upadła...no więc idzie sobie w naszą stronę. Podchodzi do wypasionego Audi A4 kombi, wyciąga kluczyki i pakuje zakupy do bagażnika. Wcześniej wyciąga laskę i po odprowadzeniu wózka, wraca podpierając się tą laską... I szczerze, to poczekałam jak wyjedzie... Lepiej jej szło to jechanie niż chodzenie hehe :)

Mnie to samo spotkało 2 miesiace temu w Polsce. Na pasach podeszłam do starszej Pani z laseczka z pytaniem czy pomóc jej przejsc. Z usmiechem podała ramię i powolutku przeszłyśmy na drugą stronę, po czym Pani wyciagneła kluczyki i otworzyła zdalnie pieknego Forda do którego nie bez trudu wsiadła. Oczywiscie mi podziekowała za pomoc, a ja musiałam miec głupią minę na pewno....
29 sierpnia 2013 12:22 / 1 osobie podoba się ten post
u mnie obiad zjedzony wiec dzien zaliczony:) jeszcze kawka jakis spacerek,kolacja i praktycznie koniec dnia....troche zabiegow upiekszajacych mnie dzisiaj czeka:)....jutro sprzatanko pokoju dla zmienniczki i czekanie na tel kiedy to po mnie przyjada w ta sobote mam nadzieje ze szybko:)
29 sierpnia 2013 12:48 / 1 osobie podoba się ten post
hogata76

Przykro mi ,to stwierdzic:(To wynika troche z naszego wygodnictwa-tak wlasnie "z naszego wygodnictwa".
Ja nie robilam prawka,bo stwierdzilam,ze jak moj maz ma,to ja juz nie musze.Zawsze mnie podwiezie itd.
Ty masz prawko juz bardzo dlugo,ale nie jezdzilas,pewnie dlatego ,ze w sumie i tak Twoj maz podjechal tam czy tam(dlatego nie jezdzilas).
Ach tam obciach-tak jak Mleczko napisala,wsiadz i pojedziesz.Moj slubny mi powiedzial,ze to tak jak z jazda na rowerze,tego sie nie zapomina:)Ty jestes w tej lepszej sytuacji,ze juz wiesz jak to jest jezdzic,a ja niestety znam jazde ze strony pasazera:(Kurna chata,tez pojde na prawko,a co tam:)
 
Anegdotka z zycia mojego:
 
Pare lat temu,poprosilam meza,zeby mnie nauczyl jezdzic.MASAKRA(nauczyciel z Niego kiepski,za to krzykacz jak najbardziej).
Mialam takiego stresa,ze ja piernicze,ale po 4 jazdach po opuszczonym pasie startowym,maz skwitowal tak:
-Juz na mnie sie nie bocz kochanie:)Duzo sie jeszcze musisz nauczyc,ale do tylu jezdzisz bardzo dobrze:)
Mnie juz witki opadly,calkiem sie zbrazilam,wysiadlam z auta i powiedzialam "zeby mnie w d...pe pocalowal,a nie wrzeszczal jak nieopierzony kogut".
Tak sie skonczyla moja przygoda z prowadzeniem auta:)Teraz bede sie uczyla jezdzic,ale napewno moim nauczycielem nie bedzie moj malzonek oooooooo!!!!!!!!!!

Temat jazdy z mężem to już odrębny wątek. Z moim Panem było tak samo. Zacisnęłam zęby i się nie poddałam, mimo tych wszystkich awantur, krzyków, łez, uczciwie przyznać muszę że wiele mnie nauczył, a nawet ocalił mi życie. Kiedyś wyprzedzałam autobus, jadąc za innym samochodem, razem zaczęliśmy manewr, właściwie ja pierwsza on się przede mnie wpasował, już tu powinna mi się zaświecić czerwona lampka i powinnam odpuścić wyprzedzanie. Niby nic niespodziewanego nie powinno się stać ale nie przewidziałam że ten kierowca to jakaś ciota, wyprzedzał bardzo wolno. Efekt był taki że on wyprzedził a przede mną naprzeciwko wyrósł samochód. Na cofnięcie się było za późno i wtedy zrobiłam to o co walczył ze mną mój mąż dodałam maksymalnie gazu, kierowca autobusu nieco zwolnił. Ten z naprzeciwka trąbił jak oszalały, to były ułamki sekundy i już bym dziś nie pisała na tym forum. Do dziś niechętnie jeżdże z moją połową i on ze mną również, choć zawsze mnie chwali do innych że jeżdże dobrze. Każda nasza wspólna wycieczka kończy się kłótnią. Rozumiem go dopiero teraz kiedy córka zrobiła prawo jazdy. Ostatnio też mi powiedziała że więcej ze mną nie jeździ:) Po prostu żaden kierowca nie ufa innemu kierowcy.
29 sierpnia 2013 12:55 / 1 osobie podoba się ten post
Ja odrózniam... póki co kolory na razie, ale jestem za małym i ekonomicznym autkiem
Moje dzieci nie chca ze mną jeżdzić hahahaha to po co mi wieksze. Jak mi w koncu zaufaja to będzie czas na zmiany.
I musi być jakis odlotowy kolor bo znaleźć auto na parkingu to juz inna bajka .
29 sierpnia 2013 12:55 / 1 osobie podoba się ten post
volkswagen (auto narodu) i napisalam nie zeby mnie cos tam razilo:) tak sobie poprostu:)