Dla tych co maja doła

04 listopada 2014 22:34 / 4 osobom podoba się ten post
margaritka59

To mówisz, że taki spokój ducha, optymizm, przychodzi wtedy jak się połowę życia jest pesymistą i pcha pod górkę? Ty jakoś pracowałas nad sobą, czy tak samo przyszło? 

Coś w tym jest. Na pewno teraz też jestem o wiele bardziej spokojną osobą niż parę lat temu, a nawet parędziesiąt lat temu. Życie na pewno mnie nie rozpieszczało. Czy mogłabym siebie jednak określić jako optymistkę? Sama nie wiem, chyba jednak jestem cały czas pesymistką. Mój syn często dzwoni do mnie aby się poradzić i niejednokrotnie słyszę od niego tekst "Matka!  Do Ciebie zadzwonić to lepiej od razu się powiesić". No niby tak, to po co dzwoni   skoro wie, że ja od razu znajdę wszystkie przeciwności, czychające niebezpieczeństwa itd. Nie zawsze zatem mimo osiągnięcia po latach spokoju ducha optymizm wygrywa z pesymizmem. W kwesti internetu solidaryzuję się z Amelką. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. 
04 listopada 2014 22:43
Ciotka

Morze przeżyłam coś co mnie inaczej nastawiło  do życia .. :) To nie znaczy że nie rozumiem innych , że np. mają doła albo się wkurzają bo coś im nie wyszło dzisiaj i niepewni są jutra .. Ja to bardzo dobrze rozumiem , naprawde i z całego serca ubolewam nad losami innych .. Ale czy to coś zmieni kiedy będę do goryczy  , dolewała więcej oliwy ?? chyba nie .. Wole czasem żartować :) No cóż nie każdy potrafi to przyjmować :))

To fajnie, że Twoje życie tak się zmieniło i jesteś teraz szczęśliwa i wesoła.
04 listopada 2014 22:51
Alina

Coś w tym jest. Na pewno teraz też jestem o wiele bardziej spokojną osobą niż parę lat temu, a nawet parędziesiąt lat temu. Życie na pewno mnie nie rozpieszczało. Czy mogłabym siebie jednak określić jako optymistkę? Sama nie wiem, chyba jednak jestem cały czas pesymistką. Mój syn często dzwoni do mnie aby się poradzić i niejednokrotnie słyszę od niego tekst "Matka!  Do Ciebie zadzwonić to lepiej od razu się powiesić". No niby tak, to po co dzwoni   skoro wie, że ja od razu znajdę wszystkie przeciwności, czychające niebezpieczeństwa itd. Nie zawsze zatem mimo osiągnięcia po latach spokoju ducha optymizm wygrywa z pesymizmem. W kwesti internetu solidaryzuję się z Amelką. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. 

Trudne to rozmowy,o tak póżnej porze, ale na teraz, to myślę, że spokój ducha zawiera w sobie optymizm. Inaczej: jeżeli patrzę w przyszłość pesymistycznie, to nie mam spokojnego ducha. Alinko, ja tak tylko rozmyślam. A co Ty na to?
04 listopada 2014 22:52 / 3 osobom podoba się ten post
Ja też wolę się miło rozczarować niż niemiło i zawsze zakładam gorszy scenariusz. Kiedyś zawsze wierzyłam,że wszystko się uda i się nie udawało,teraz jest odwrotnie :))
04 listopada 2014 23:12 / 2 osobom podoba się ten post
ivanilia40

Ja też wolę się miło rozczarować niż niemiło i zawsze zakładam gorszy scenariusz. Kiedyś zawsze wierzyłam,że wszystko się uda i się nie udawało,teraz jest odwrotnie :))

No tak, tylko czasami sami wymyślamy te gorsze scenariusze i posuwamy sie za daleko w naszej twórczości. To do Alinki też.
05 listopada 2014 11:59 / 9 osobom podoba się ten post
margaritka59

No tak, tylko czasami sami wymyślamy te gorsze scenariusze i posuwamy sie za daleko w naszej twórczości. To do Alinki też.

To nie do końca jest tak. Jeśli coś planuję to staram się mieć wariant A i B, a nawet C. Jeśli uda się wariant A to super, jeśli nie to przrchodzę do realizacji wariantu B. Skoro i ten  nie wypali to jeszcze mam w zanadzrzu C. Staram się walczyć do końca. Poddaję się dopiero gdy dochodzę do wniosku, że wszystkie dostępne środki wyczerpałam. Dlatego nie wiem czy jestem typową pesymistką, nazwałabym to rozwagą. Dzięki takiemu podejściu  do wielu spraw mam spokój ducha bo zawczasu przewiduję różnego rodzaju niepowodzenia. Gdy jakiś plan faktycznie bierze w łeb nie jest to dla mnie cios. W większości wypadków mam plan asekuracyjny. Takie postępowanie zapewnia spokój ducha bo wiem, że sobie poradzę w życiu. Tylko zdrowie może mnie znokautować, reszta jest do ogarnięcia.
05 listopada 2014 12:19 / 6 osobom podoba się ten post
Alina

To nie do końca jest tak. Jeśli coś planuję to staram się mieć wariant A i B, a nawet C. Jeśli uda się wariant A to super, jeśli nie to przrchodzę do realizacji wariantu B. Skoro i ten  nie wypali to jeszcze mam w zanadzrzu C. Staram się walczyć do końca. Poddaję się dopiero gdy dochodzę do wniosku, że wszystkie dostępne środki wyczerpałam. Dlatego nie wiem czy jestem typową pesymistką, nazwałabym to rozwagą. Dzięki takiemu podejściu  do wielu spraw mam spokój ducha bo zawczasu przewiduję różnego rodzaju niepowodzenia. Gdy jakiś plan faktycznie bierze w łeb nie jest to dla mnie cios. W większości wypadków mam plan asekuracyjny. Takie postępowanie zapewnia spokój ducha bo wiem, że sobie poradzę w życiu. Tylko zdrowie może mnie znokautować, reszta jest do ogarnięcia.

Alinko tak pieknie to ujelas,ze chcialabym ci dam 100 plusikow-najbardziej wartosciowe zdanie to cyt,,Tylko zdrowie może mnie znokautować, reszta jest do ogarnięcia.,,;-;-;-;-;-;-;-
05 listopada 2014 17:25 / 2 osobom podoba się ten post
Alina

To nie do końca jest tak. Jeśli coś planuję to staram się mieć wariant A i B, a nawet C. Jeśli uda się wariant A to super, jeśli nie to przrchodzę do realizacji wariantu B. Skoro i ten  nie wypali to jeszcze mam w zanadzrzu C. Staram się walczyć do końca. Poddaję się dopiero gdy dochodzę do wniosku, że wszystkie dostępne środki wyczerpałam. Dlatego nie wiem czy jestem typową pesymistką, nazwałabym to rozwagą. Dzięki takiemu podejściu  do wielu spraw mam spokój ducha bo zawczasu przewiduję różnego rodzaju niepowodzenia. Gdy jakiś plan faktycznie bierze w łeb nie jest to dla mnie cios. W większości wypadków mam plan asekuracyjny. Takie postępowanie zapewnia spokój ducha bo wiem, że sobie poradzę w życiu. Tylko zdrowie może mnie znokautować, reszta jest do ogarnięcia.

To u Ciebie wszystko przebiega " książkowo". Ta aluzja do Ciebie, to była w związku z tym, co napisałaś odnośnie reakcji Twojego syna, po rozmowie z Tobą. Ja też w stosunku do dzieci jestem trochę przewrażliwiona. Teraz , na wyjazdach trochę mniej o nich wiem i mniej przeżywam. One też nie wciągają mnie we wszystkie sprawy, bo wiedzą jak moja główka póżniej "pracuje".To już są dorosłe dzieci, ale długo były tylko ze mną i stąd ta nadopiekuńczość i nadwrażliwość.
Jeszcze w odniesieniu do Twojej wypowiedzi, to też przyznam, że radzę sobie nieżle, zakładam rózne plany,realizuję, ale jak przychodzi choroba, to jestem " rozłożona na łopatki", wpadam w panikę i nie potrafię myśleć logicznie.
05 listopada 2014 18:45 / 2 osobom podoba się ten post
Hmmm.....jeśli chodzi o mojego syna to miałam rację. Sprawa dotyczyła kupna mieszkania, okazja, dość zagmatwana sprawa, z długami i prawie już- jak się później okazało- egzekucją komorniczą w tle. W ostatniej chwili udało się sprawie łeb ukręcić. Komornik dostał pismo ale nie wszczął jeszcze postępowania. Taki fuks zdarza się raz na milion. Gdy syn do mnie zadzwonił by podzielić się nowiną i dowiedzieć się co ja o tym sądzę powiedziałam, że tam może być już komornik. Mój syn zareagował jak zareagował. Komornik był ale sprawa nie była jeszcze przegrana. Trudności sporo ale kroczek po kroczku sprawa zmierza w kierunku szczęśliwego zakończenia.
05 listopada 2014 18:45 / 1 osobie podoba się ten post
05 listopada 2014 19:02 / 3 osobom podoba się ten post
margaritka59

To u Ciebie wszystko przebiega " książkowo". Ta aluzja do Ciebie, to była w związku z tym, co napisałaś odnośnie reakcji Twojego syna, po rozmowie z Tobą. Ja też w stosunku do dzieci jestem trochę przewrażliwiona. Teraz , na wyjazdach trochę mniej o nich wiem i mniej przeżywam. One też nie wciągają mnie we wszystkie sprawy, bo wiedzą jak moja główka póżniej "pracuje".To już są dorosłe dzieci, ale długo były tylko ze mną i stąd ta nadopiekuńczość i nadwrażliwość.
Jeszcze w odniesieniu do Twojej wypowiedzi, to też przyznam, że radzę sobie nieżle, zakładam rózne plany,realizuję, ale jak przychodzi choroba, to jestem " rozłożona na łopatki", wpadam w panikę i nie potrafię myśleć logicznie.

O panice na temat choroby to wolę się nie wypowiadać. Czasem się zastanawiam czy nie powinnam pójść z tym do psychologa. Z wiekiem paradoksalnie nieco się uspokoiłam ale jak dzieci były małe ile razy podejrzewałam u siebie raka, szkoda mówić. Raz nawet poszłam do szpitala onkologicznego bo byłam pewna, że guz na ręce to rak. Lekarz popatrzył na mnie i powiedział, że jak pracuje w tym zawodzie, a pracuje dwadzieścia pięć lat to takiego raka jeszcze nie widział. Miałam po prostu przerobiony nadgarstek. Teraz gdy o tym myślę to jest mi po troszę wstyd, a po trrosze chce mi się śmiać. Było to krótko po tragicznej śmierci męża i bardzo się bałam, że jak ja zachoruję to co stanie się z chłopcami. Chyba nie było wtedy ze mną zbyt dobrze. 
05 listopada 2014 19:19 / 6 osobom podoba się ten post
Alina

To nie do końca jest tak. Jeśli coś planuję to staram się mieć wariant A i B, a nawet C. Jeśli uda się wariant A to super, jeśli nie to przrchodzę do realizacji wariantu B. Skoro i ten  nie wypali to jeszcze mam w zanadzrzu C. Staram się walczyć do końca. Poddaję się dopiero gdy dochodzę do wniosku, że wszystkie dostępne środki wyczerpałam. Dlatego nie wiem czy jestem typową pesymistką, nazwałabym to rozwagą. Dzięki takiemu podejściu  do wielu spraw mam spokój ducha bo zawczasu przewiduję różnego rodzaju niepowodzenia. Gdy jakiś plan faktycznie bierze w łeb nie jest to dla mnie cios. W większości wypadków mam plan asekuracyjny. Takie postępowanie zapewnia spokój ducha bo wiem, że sobie poradzę w życiu. Tylko zdrowie może mnie znokautować, reszta jest do ogarnięcia.

Podtrzymuje Twoją opinię-poza chorobami czy nagłymi zdarzeniami losowymi dotyczącymi naszego zdrowia i zycia, na każdą inną sytuację mamy wpływ.Nawet jeśli w danym momencie wydaje nam sie ,ze problem jest nie do rozwiązania-zawsze jest metoda,lepsza,gorsza ale jest ,może nie zaraz już ,ale jak sie na spokojnie siądzie i pokombinuje to rozwiązanie samo do głowy wpada.
Weźmy za przykład te z nas ,którym kiedys zdawało się ,ze stoja pod ściana ,długi,kasy znikąd,pomocy znikąd.....aż wpadły na pomysł pracy za granicą .I rozwiazały swoje kłopoty:)
Pomysły i warianty  są,tylko nie wszyscy szybko na nie wpadają:)
05 listopada 2014 19:24 / 5 osobom podoba się ten post
kasia63

Podtrzymuje Twoją opinię-poza chorobami czy nagłymi zdarzeniami losowymi dotyczącymi naszego zdrowia i zycia, na każdą inną sytuację mamy wpływ.Nawet jeśli w danym momencie wydaje nam sie ,ze problem jest nie do rozwiązania-zawsze jest metoda,lepsza,gorsza ale jest ,może nie zaraz już ,ale jak sie na spokojnie siądzie i pokombinuje to rozwiązanie samo do głowy wpada.
Weźmy za przykład te z nas ,którym kiedys zdawało się ,ze stoja pod ściana ,długi,kasy znikąd,pomocy znikąd.....aż wpadły na pomysł pracy za granicą .I rozwiazały swoje kłopoty:)
Pomysły i warianty  są,tylko nie wszyscy szybko na nie wpadają:)

A czasem rezygnują ze strachu lub wygodnictwa. Aby zobić to co my zrobiłyśmy,my to znaczy wszystkie opiekunki potrzeba trochę samozaparcia i po prostu odwagi.
05 listopada 2014 19:28 / 2 osobom podoba się ten post
Alina

A czasem rezygnują ze strachu lub wygodnictwa. Aby zobić to co my zrobiłyśmy,my to znaczy wszystkie opiekunki potrzeba trochę samozaparcia i po prostu odwagi.

Bo to sa Alinka te ,które nawet nie wpadły jeszcze na pomysł zaplanowania jakiegokolwiek wariantu:)
05 listopada 2014 19:34 / 3 osobom podoba się ten post
Alina

Hmmm.....jeśli chodzi o mojego syna to miałam rację. Sprawa dotyczyła kupna mieszkania, okazja, dość zagmatwana sprawa, z długami i prawie już- jak się później okazało- egzekucją komorniczą w tle. W ostatniej chwili udało się sprawie łeb ukręcić. Komornik dostał pismo ale nie wszczął jeszcze postępowania. Taki fuks zdarza się raz na milion. Gdy syn do mnie zadzwonił by podzielić się nowiną i dowiedzieć się co ja o tym sądzę powiedziałam, że tam może być już komornik. Mój syn zareagował jak zareagował. Komornik był ale sprawa nie była jeszcze przegrana. Trudności sporo ale kroczek po kroczku sprawa zmierza w kierunku szczęśliwego zakończenia.

Nie mam już nic do powiedzenia. Jesteś madrą kobietą i matką. Życzę Ci tylko zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.