Kończy mi się ostatni weekend w domku. Siedzę sobie przy "babskim" piwku i tak sobie myślę, że nie wiem czy bardziej mi się chce, czy nie chce jechać :-). Chyba najbardziej pasowałoby tu określenie "nie chcem ale muszem", bo pieniążki szybko się kończą, a rachunki opłacić trzeba. W środę wyjazd, tylko na zastępstwo, z nowej firmy, większej niż poprzednia, ale ja jakoś nie za bardzo lubię zmiany. Wygodna jestem. Wszystko okaże się "w praniu". To tylko 3 tygodnie, więc do przeżycia.
