Wyłowione z sieci 1

08 października 2013 16:54
Gosia 1234

Jaka religia by nie była, dzieci nikt nie moze krzywdzić. Ani własne a tym bardziej cudze. Przeniesienie winy na rodziców i dom to absurd. Ten człowiek nie powinien piastować tego stanowiska jezeli matakie poglady. Papież Jan Paweł II w grobie sie pewnie przewraca.

Dokładnie Gosiu , PAPIEŻ sie pewnie w grobie przewraca
12 października 2013 18:52 / 1 osobie podoba się ten post
Jak można od ludzi nieprzygotowanych wymagać zajmowanie się obłożnie chorym u siebie w domu...nie wiem ? Rodzina nigdy nie wyłączy się z emocji, nie jest w stanie oceny... wini się za brak umiejętności, albo wini pacjenta...Moja ciotka była ordynatorem szpitala, póżniej wyjechała na zagraniczny kontrakt, ale w Polsce mieszkały jej córki.. Jedna skończyła medycynę i specjalizowała się w anestezjologii gdy wykryto u niej raka mózgu ... Ciotka przesiedziała przy niej 9 m-cy, ale na terenie szpitala.... Właściwie pełniła całodobową opiekę.., ale też mogła w każdej chwili wyjść... Pózniej sama (może dwa lata po córce) zmarła na raka wątroby..., ale o jej chorobie już nikt nie wiedział do końca... nikogo z rodziny nie obciążyła koniecznością opieki nad sobą...A ja podejrzewam, że jej rak był spowodowany potworną traumą ... Wuj mojego męża zmarł na Parkinsona...u siebie w domu... opiekowała się nim żona, od której nic nie słyszał tylko to, że bóg go pokarał za to, że kiedyś zwoził siano w niedzielę... Proponowanie takiej opieki w domu pochodzi od państwa, które nie jest wydolne do zapewnienia fachowej opieki i dlatego zwala to na chorego bliskich... Nie jestem za tym aby chory był w jakimś ośrodku kiedy jeszcze jest zdolny do samodzielnego funkcjonowanie z chorobą, ale jak już przestanie móc samodzielnie funkcjonować powinien mieć zagwarantowaną opiekę osób do tego przeszkolonych i posiadających wszelkie narzędzia ulżenia cierpiącemu..W Polsce na razie mało kogo stać na wynajęcie opiekunki... Jak będzie nas stać to takie rozważania będą na miejscu...))))
12 października 2013 19:09 / 2 osobom podoba się ten post
Nowadanuta: podpisuje sie pod tym czterema konczynami. Trzy lata udreki z lezaca, chora na raka kosci mama, bez zadnej pomocy ze strony jakichkolwiek organizacji. "Pomoc" polegala tylko na badaniu raz w tygodniu poziomu cukru (cukrzyca typu II), ile nas to kosztowalo zdrowia - nie da sie opowiedziec, wszyscy na tym ucierpielismy. Wczesniej 5 lat byla jeszcze chodzaca, choc w innym zupelnie swiecie, pilnowanie niczym tu na wyjazdach, zadnej mozliwosci ustalenia lekow, miala chore serce, raka, cukrzyce i AL (teraz to wiem...). Najbardziej, przykro to mowic, ucierpielismy my, osoby najblizsze. Jak bylo wyjasnic malemu dziecku z AZS-em, ze babcia ma nie dotykac, nie zawsze mozna bylo upilnowac czystosci rak. Dolaczylo sie do AZS zakazenie bakteria coli. Nigdy wiecej - zebym nie wiem, jak bardzo bedzie to trudna decyzja - ja nie chce byc w domu w takiej sytuacji.
12 października 2013 22:08
magmab

co o tym artykule sądzicie???: http://biznes.interia.pl/podatki/news/wsparcie-w-zwiazku-partnerskim-oznacza-darowizne-z,1956089

Jestem w takim związku juz 6 lat i często mam przelewane środki na moje konto, tzn , że fiskus mnie dopadnie.No w tym kraju to się mozna tylko psychicznej choroby dorobić.
12 października 2013 22:27
aniananowo

Jestem w takim związku juz 6 lat i często mam przelewane środki na moje konto, tzn , że fiskus mnie dopadnie.No w tym kraju to się mozna tylko psychicznej choroby dorobić.

Aniananowo! Oby ci się udało jakoś na wydatki wspólne rozkurzyć te środki!!!!!
12 października 2013 22:31 / 1 osobie podoba się ten post
Amelcia kochanie,
juz kiedyś ustaliłyśmy, 
że ortografi i gramatyki się nie czepiamy.
Nieraz piszemy we wzburzeniu i z niemieckiej klawiatury, 
różnie to bywa.
Ważna jest treść i przekaz.
12 października 2013 22:44
MeryKy

Aniananowo! Oby ci się udało jakoś na wydatki wspólne rozkurzyć te środki!!!!!

W tym to jestem dobra, wspólnie czy osobno ale wydana zawsze ...hahaah
12 października 2013 22:48
aniananowo

W tym to jestem dobra, wspólnie czy osobno ale wydana zawsze ...hahaah

Jak nie kupisz żadnej wartościowej rzeczy z tych pieniędzy tzn. samochód, dom itp. to z pewnością rozejdzie się po kościach :))))
12 października 2013 22:49
hahaahaha, bardzo śmieszne:)))
13 października 2013 18:17 / 4 osobom podoba się ten post
Czasami pisząc cos pod wpływem impulsu robimy błędy. Nie dało sie posta juz poprawic.Nie podziekuję Ci że wywlokłaś to znowu na światło dzienne. Będzie mi poprostu wstyd po raz drugi. Przemyśl jednak sprawe czy sama jestes taka bezbłędna.
13 października 2013 18:44 / 2 osobom podoba się ten post
Gosia 1234

Czasami pisząc cos pod wpływem impulsu robimy błędy. Nie dało sie posta juz poprawic.Nie podziekuję Ci że wywlokłaś to znowu na światło dzienne. Będzie mi poprostu wstyd po raz drugi. Przemyśl jednak sprawe czy sama jestes taka bezbłędna.

Ja np. nie robię dużo błędów. W podstawówce i liceum dyktanda zaliczałam na 5. Za to moje dzieci się we mnie nie wrodziły i musiałam się do tego przyzwyczaić. Nie powiem, że było mi lekko. Dawniej kiedy spojrzałam do zeszytu dzieci czy ich kolegów zawsze miałam ochotę wszystko na czerwono pokreslić i wstawić dwóję. Myślałam, że powinnam zostać nauczycielką polskiego? Jednak życie uczy pokory i sądzę, że bym nie wytrzymała nerwowo sprawdzając dyktanda? :)
Wiele błędów nasuwa się na oczy w Internecie bo ludzie piszą okropnie. Teraz każdy nawet prawie analfabeta może pisać. Jako, że jestem wzrokowcem to czasem, ja która nigdy błędów nie robiłam łapię się na tym, że nie wiem jak coś napisać? Szczególnie jak na świeżo poczytałam sobie jakieś treści z błędami?
Rażą mnie strasznie błędy, ale staram się nikomu zwracać uwagi bo wiem co przeszłam ze swoimi dziećmi i nie tylko. Nawet od znajomych dzieci przychodziły do mnie po rady, nie tylko z polskiego. Trzeba się zdobyć na dystans i zrozumieć że nie jesteśmy wszyscy jednakowi. I nie każdy da radę nauczyć się pisać bez błędów. Niestety, nie wszyscy się rodzą geniuszami!
Robienie błędów ortograficznych razi mnie jednak niezmiernie u dziennikarzy. To wg mnie tragedia kiedy błędy pojawiają się w artykułach. Niestety, coraz więcej takich talentów rzuca się ostatnimi czasy w oczy. Nazywają to teraz dyslekcją! Przez nich czasem dostaję oczopląsu :)))
13 października 2013 19:04
MeryKy

Ja np. nie robię dużo błędów. W podstawówce i liceum dyktanda zaliczałam na 5. Za to moje dzieci się we mnie nie wrodziły i musiałam się do tego przyzwyczaić. Nie powiem, że było mi lekko. Dawniej kiedy spojrzałam do zeszytu dzieci czy ich kolegów zawsze miałam ochotę wszystko na czerwono pokreslić i wstawić dwóję. Myślałam, że powinnam zostać nauczycielką polskiego? Jednak życie uczy pokory i sądzę, że bym nie wytrzymała nerwowo sprawdzając dyktanda? :)
Wiele błędów nasuwa się na oczy w Internecie bo ludzie piszą okropnie. Teraz każdy nawet prawie analfabeta może pisać. Jako, że jestem wzrokowcem to czasem, ja która nigdy błędów nie robiłam łapię się na tym, że nie wiem jak coś napisać? Szczególnie jak na świeżo poczytałam sobie jakieś treści z błędami?
Rażą mnie strasznie błędy, ale staram się nikomu zwracać uwagi bo wiem co przeszłam ze swoimi dziećmi i nie tylko. Nawet od znajomych dzieci przychodziły do mnie po rady, nie tylko z polskiego. Trzeba się zdobyć na dystans i zrozumieć że nie jesteśmy wszyscy jednakowi. I nie każdy da radę nauczyć się pisać bez błędów. Niestety, nie wszyscy się rodzą geniuszami!
Robienie błędów ortograficznych razi mnie jednak niezmiernie u dziennikarzy. To wg mnie tragedia kiedy błędy pojawiają się w artykułach. Niestety, coraz więcej takich talentów rzuca się ostatnimi czasy w oczy. Nazywają to teraz dyslekcją! Przez nich czasem dostaję oczopląsu :)))

Sama jestem dyslektykiem, ale na koniec 8 klasy miałam piątkę z j.polskiego , a moja nauczycielka powiedziała, ze jak bede pisać to będę miała też takiego, kto moję błedy bedzie mi poprawiał... I dlatego uważam, że jeżeli redakcja przyjmuje jakiś artykuł do druku to powinna zadbać o to żeby był wydrykowany w poprawnej pisowni...Czyli jest to wina gazety...  Aha moje dzieci na szczęscie po mnie tej wady nie odziedziczyły... i jest to dla mnie ulga....))))
28 października 2013 09:48
Nie żyje Tadeusz Mazowiecki, pierwszy niekomunistyczny premier po 1945 roku. Jak podała Katolicka Agencja Informacyjna, polityk zmarł nad ranem w wieku 86 lat.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Zmarl-Tadeusz-Mazowiecki,wid,16115713,wiadomosc.html?ticaid=111902