29 października 2013 19:30
MeryKyJa np. nie robię dużo błędów. W podstawówce i liceum dyktanda zaliczałam na 5. Za to moje dzieci się we mnie nie wrodziły i musiałam się do tego przyzwyczaić. Nie powiem, że było mi lekko. Dawniej kiedy spojrzałam do zeszytu dzieci czy ich kolegów zawsze miałam ochotę wszystko na czerwono pokreslić i wstawić dwóję. Myślałam, że powinnam zostać nauczycielką polskiego? Jednak życie uczy pokory i sądzę, że bym nie wytrzymała nerwowo sprawdzając dyktanda? :)
Wiele błędów nasuwa się na oczy w Internecie bo ludzie piszą okropnie. Teraz każdy nawet prawie analfabeta może pisać. Jako, że jestem wzrokowcem to czasem, ja która nigdy błędów nie robiłam łapię się na tym, że nie wiem jak coś napisać? Szczególnie jak na świeżo poczytałam sobie jakieś treści z błędami?
Rażą mnie strasznie błędy, ale staram się nikomu zwracać uwagi bo wiem co przeszłam ze swoimi dziećmi i nie tylko. Nawet od znajomych dzieci przychodziły do mnie po rady, nie tylko z polskiego. Trzeba się zdobyć na dystans i zrozumieć że nie jesteśmy wszyscy jednakowi. I nie każdy da radę nauczyć się pisać bez błędów. Niestety, nie wszyscy się rodzą geniuszami!
Robienie błędów ortograficznych razi mnie jednak niezmiernie u dziennikarzy. To wg mnie tragedia kiedy błędy pojawiają się w artykułach. Niestety, coraz więcej takich talentów rzuca się ostatnimi czasy w oczy. Nazywają to teraz dyslekcją! Przez nich czasem dostaję oczopląsu :)))
Dysortografią, jeśli mówimy o niemożliwości zapamiętania zasad pisowni.
A ja robię dużo błedów. Dyktanda zawsze słabiutkie, dlatego wycwaniłam się już we wczesnej szkole podstawowej, że jak nie byłam na 100% pewna, że znam poprawną pisownię, to zastępowałam słowo innym. I tak mam do dzisiaj. Często nie wiem, jak napisać, żeby się nie skompromitować. Uff! Ile to gimnastyki wymaga, ale dobrze robi szarym komórkom.