Też książke czytałaś?:)
Ha!Stara madrośc ludowa ponoc mówi ,że jak ma się duże pragnienie w zimie to na mróz idzie-ja wczoraj taka Sahare miałam ,że herbate za herbatą całe popołudnie -a dziś ,prosze mrozik:):):)Sprawdziło się:)
Też książke czytałaś?:)
Ha!Stara madrośc ludowa ponoc mówi ,że jak ma się duże pragnienie w zimie to na mróz idzie-ja wczoraj taka Sahare miałam ,że herbate za herbatą całe popołudnie -a dziś ,prosze mrozik:):):)Sprawdziło się:)
Powiedz mi Andrejko kochana, czy Ty się z tym zgadzasz? Bo może ja powinnam przestawić swoje myślenie... Tu nie chodzi o przywiązanie do PDP, tylko o elementarne poczucie człowieczeństwa.
Nie jest wazne, czy my sie z tym zgadzamy, czy nie. Wazne jest to, ze Twoja PDP ma meza, syna, lekarza, ktorzy wiedza, znaja sytuacje. Skoro taka podjeto decyzje - masz tylko jedno wyjscie - uszanowac i starac sie umilic swojej PDP przejscie na druga strone. Byc moze faktycznie nadszedl juz jej czas, lekarz, z ktorym rozmawiala Andrea wyjasnil to dosadnie. W przypadku, kiedy rodzina i lekarz PDP znaja sytuacje i nie chca zmieniac biegu rzeczy - my nie mamy nic do powiedzenia.
Nie udzielam sie andrejko... ale czytam...
Ostatnie dwa tygodnie w szpitalu spedzilam... nabieram sil... do dalszej walki...
Jestem pozytywnie nastawiona... a to w kazdej chorobie najwazniejsze...
Do wszystkich Opiekunek... dbajcie o siebie... uczulam na zakladanie jednorazowych rekawiczek przy higienicznych czynnosciach z pdp... i nie tylko!!!!
andrejko moj skype jest taki jaki byl... zmienialam komputer i moze stad Cie wyrzucilo... wlacz prosze swojego skype... sprobuje sie z Toba polaczyc... zapomnialam bowiem... jakie mam haslo....
Moderze prosze wybaczyc ta prywatna korespondencje... koncentracja mi szwankuje...
Co do smierci.... stracilam rodzicow i siostre... oczywiscie ze nie pogodzilam sie z ich smiercia do tej pory... ale zaakceptowalam. Zaakceptowalam m.in. prosbe mojej mamy... bym nie zmuszala jej... na sile do jedzenia czy picia... walczyla z rakiem... nie miala sil dalej zyc... Dlaczego mialabym na wbrew jej woli przywracac ja do zycia... z siostra i ojcem bylo podobnie...
Lili jestes mloda kobieta... z wiekiem przyjdzie czas na uklon w strone.... spokojnej, niezakloconej niczyim niepokojem i rozpacza... smierci!
Nie udzielam sie andrejko... ale czytam...
Ostatnie dwa tygodnie w szpitalu spedzilam... nabieram sil... do dalszej walki...
Jestem pozytywnie nastawiona... a to w kazdej chorobie najwazniejsze...
Do wszystkich Opiekunek... dbajcie o siebie... uczulam na zakladanie jednorazowych rekawiczek przy higienicznych czynnosciach z pdp... i nie tylko!!!!
andrejko moj skype jest taki jaki byl... zmienialam komputer i moze stad Cie wyrzucilo... wlacz prosze swojego skype... sprobuje sie z Toba polaczyc... zapomnialam bowiem... jakie mam haslo....
Moderze prosze wybaczyc ta prywatna korespondencje... koncentracja mi szwankuje...
Co do smierci.... stracilam rodzicow i siostre... oczywiscie ze nie pogodzilam sie z ich smiercia do tej pory... ale zaakceptowalam. Zaakceptowalam m.in. prosbe mojej mamy... bym nie zmuszala jej... na sile do jedzenia czy picia... walczyla z rakiem... nie miala sil dalej zyc... Dlaczego mialabym na wbrew jej woli przywracac ja do zycia... z siostra i ojcem bylo podobnie...
Lili jestes mloda kobieta... z wiekiem przyjdzie czas na uklon w strone.... spokojnej, niezakloconej niczyim niepokojem i rozpacza... smierci!
Powiedz mi Andrejko kochana, czy Ty się z tym zgadzasz? Bo może ja powinnam przestawić swoje myślenie... Tu nie chodzi o przywiązanie do PDP, tylko o elementarne poczucie człowieczeństwa.
Jak Was czytam - Ciebie, Andrejkę i na pewno wiele innych dziewczyn, które podzielają Wasze zdanie - to wszystko wydaje się takie proste, rzeczywiste i oczywiste. Pewnie gdzieś tam głęboko na dnie duszy też tak myślę, ale ja pomagałam przychodzić na świat ludziom i stanowczo za krótko pracowałam przy ludziach starszych - (opieka nad nimi jest inna) i dlatego tak się bronię przed tą myślą. I nie chodziło mi o to żeby zmieniać ich (rodziny) decyzję, bo na to nie mam wpływu ani bym tego zrobić w tym przypadku nie mogła. To Oni są do decydowania, a ja jedynie do pomocy. Tylko jakoś trudno mi było tak na chłodno do tego podejść.
Dzięki dziewczyny za te słowa. Może właśnie to mi było potrzebne żeby spokojnie stać obok gdy będzie trzeba, a nie miotać się wokół samej siebie...
Nie, to nigdy nie jest, przynajmniej dla mnie - proste. Ale nasz zawod wymaga "staniecia z boku" w takiej sytuacji. A ze w duszy smutek - przeciez w jakis sposob zzywamy sie z PDP, to normalne, ale i ich smierc jest wpisana w nasza prace. Ze sie tak wyraze - spokojne podejscie - pomaga nam zachowac wlasna psychike w rownowadze.
Calkiem inna jest sytuacja, kiedy PDP nie ma rodziny, lekarz sie nie zajmuje dostatecznie starannie, ale to inna sytuacja.
Kikuniu ja mam pytanie. Zdarzyło mi się zapomnieć o rękawiczkach i chciałabym wiedzieć jakie badania zrobić sobie w PL czy ewentualnie się jakimś świństwem nie zaraziłam ?