Na wyjeździe #5

23 stycznia 2014 12:18 / 1 osobie podoba się ten post
kasia63

Też książke czytałaś?:)
 
Ha!Stara madrośc ludowa ponoc mówi ,że jak ma się duże pragnienie w zimie to na mróz idzie-ja wczoraj taka Sahare miałam ,że herbate za herbatą całe popołudnie -a dziś ,prosze mrozik:):):)Sprawdziło się:)

Taaak, też :)
23 stycznia 2014 13:42
Serce polecam się na przyszłość
Ja ostatnio do wpół do drugiej utonęłam w książce, tak ze dwa razy a rano oczy jak u pijaka
23 stycznia 2014 14:20 / 3 osobom podoba się ten post
Kiedyś na kolędzie ksiądz taki mało gadatliwy był, to chciałam zagaić i mówię "Ksiądz to u nas nowy chyba jest?" On na to "No już 5 lat będzie" .... no i nie wyszło zagajenie:)
A na serio myślałam, że nowy. Tylko nie pomyślałam, że ostatnio w kościele byłam kilka lat temu.
23 stycznia 2014 14:23 / 2 osobom podoba się ten post
No, siadłam i mam trochę czasu na odpoczynek. Od poniedziałku zaczął się mikro-horror, teraz to już jest maxi-horror. Nawet nie wiem z której strony temat ugryźć... Ostatnio był taki dość nawet młody lekarz (dwa tygodnie zaraz będzie), zmienił lekko dawkowanie leków, jedne zabrał, inne dodał i babcia się rzeczywiście uspokoiła. Nie powtórzyły się już sytuacje z wywijaniem rąk, szturchaniem itp. Nawet krzyczeć przestała i zachowywała się jakby mnie w końcu zaczęła nie tylko tolerować, ale nawet lubić.
W sobotę bardzo mało piła, cięzko było "wmusić" w nią kazdy łyk czegokolwiek do picia. Herbata, kawa, napoje, soki owocowe, tabletki musujące z wit., nawet dziadek piwo jej przyniósł... I nic - kilka łyków i "weg". Myślę - "jeden dzień nic się nie stanie, trudno, niech nie pije na siłę bo tylko odchoruje, jutro jej dam tyle ile trzeba". W niedzielę znów nie chciała pić, z jedzeniem nie było problemu, ale pampers coraz mniej pełny i już mnie to ruszyło. Godzinę siedziałam przy niej i jeden kubek po łyczku wmusiłam - jak po południu się zbierałam do kościoła to pałeczkę przejeli chłopaki (synowie). Wieczorem usłyszłam że wypiła jeszcze tylko jeden kawy i nic więcej. Poniedziałek nic nie lepszy, też mało co, zupę nawet zjadła ale z popijaniem gorzej. Rano we wtorek po nocy pampers SUCHY! No więc walczymy o picie, niestety bez efektu - jak się wlało do buzi to wypluwała. Synuś ulubieniec przyszedł na opatrunek nóg i obcinanie paznokci, zdałam relację na tyle ile umiałam, wziął do serca, zaczął sam namawiać, prosić, przekonywać, grozić - kuku... Narysowała kółko na czole i zapadła się w swój świat. Oczywiście nie zrobiła ani łyka. Wieczorem poł kubeczka udało mi się podstępem w nią wlać.
No i dzisiaj przyszedł lekarz domowy - starszy facet (zastanowiło mnie to że inny niz ostatnio i okazało się że tamten był tylko na zastępstwie za tego). Wszedł pan doktor i wybaczcie ale do tej pory szlag mnie trafia na samo wspomnienie konowała... Przywitał się z dziadkiem, ze mną, babcię poklepał po ramieniu no i słucha co mu tam referuję. Brakowało mi słów czasami to dziadek mi pomagał, sam też dopowiedział, a ja mówię że babcia się odwadnia, jeść nawet je, ale nie chce pić, pluje wszystkim co ma mokrego w buzi i jest tak słaba że nie jest w stanie ustać bez dwóch osób trzymających / we wtorek wieczorem juz dzwoniłam po jednego z synów bo nie daliśmy z dziadkiem rady przetransportować babci z fotela na łóżko i tak jest do tej pory - ani centymetra sama nóg nie przesunie/. Ona swoje waży, to nie jest jakaś filigranowa kobietka. Mówię że pampers za każdym razem suchy, ewentualnie odrobina brunatnawego moczu się pojawia i zaczyna się ostry problem z nerkami. Zapada się w sobie, traci świadomość i nie jest to tylko objaw ALZ. Skóra sucha, usta suche, oczy zapadnięte lekko, do tego doszła zwiekszona ospałość. A ten bałwan zapytał czy je tabletki, wziął jej rękę, zmierzył puls, ciśnienie i...........wychodzi.
Idziemy za nim do korytarza i pytam - co dalej z frau B. A on na to: "Kiedyś Frau B. musi umrzeć"..........
No kurrrrrrrr....wa!!! Aż mi się w d...e zagotowało, stwierdziłam że "tak, prawda, ale to wcale nie musi być już dzisiaj" i zapytałam czy cos zleci, po mojemu nawodnienie glukozą i elektrolitami powinno pomóc. On nie widzi potrzeby, dawać jej dużo pić. I poszedł.
No słuchajcie, bo ja tu czegoś nie rozumiem, nie nadążam za światem... Mnie uczono życie ratować za wszelka cenę a nie biernie patrzeć jak ktoś odchodzi choć może wcale jeszcze nie musi tylko dlatego że jest stary i chory. To co, nie opłaca sie mu pomóc? Powiedziałam dziadkowi że moim zdaniem należy wezwać karetke i przetransportować ją do szpitala, ale to oni muszą zrobić, ja bym to zrobiła gdyby rodziny nie było na miejscu. Czekamy teraz na syna który ma wszystko załatwić, ciekawa jestem co z tego dalej bedzie. Jak to zostanie tak jak jewst, a babcia nie zacznie nabierać chęci do picia to za tydzień może być po sprawie...
Mam straszny niesmak w gębie i nawet nie wiem dlaczego... W końcu to nie moja wina ani nie moja decyzja tylko tego pseudo-lekarza... Ech.....
23 stycznia 2014 14:28
Jak bylam z moim pdp u lekarza to ten mu powiedzial "w starym aucie stary silnik'...dziadek sie skarżył na serce...
23 stycznia 2014 14:48 / 1 osobie podoba się ten post
Powiedz mi Andrejko kochana, czy Ty się z tym zgadzasz? Bo może ja powinnam przestawić swoje myślenie... Tu nie chodzi o przywiązanie do PDP, tylko o elementarne poczucie człowieczeństwa.
23 stycznia 2014 14:53 / 6 osobom podoba się ten post
Lili

Powiedz mi Andrejko kochana, czy Ty się z tym zgadzasz? Bo może ja powinnam przestawić swoje myślenie... Tu nie chodzi o przywiązanie do PDP, tylko o elementarne poczucie człowieczeństwa.

Nie jest wazne, czy my sie z tym zgadzamy, czy nie. Wazne jest to, ze Twoja PDP ma meza, syna, lekarza, ktorzy wiedza, znaja sytuacje. Skoro taka podjeto decyzje - masz tylko jedno wyjscie - uszanowac i starac sie umilic swojej PDP przejscie na druga strone. Byc moze faktycznie nadszedl juz jej czas, lekarz, z ktorym rozmawiala Andrea wyjasnil to dosadnie. W przypadku, kiedy rodzina i lekarz PDP znaja sytuacje i nie chca zmieniac biegu rzeczy - my nie mamy nic do powiedzenia.
23 stycznia 2014 15:29 / 3 osobom podoba się ten post
 Nie udzielam sie andrejko... ale czytam...
Ostatnie dwa tygodnie w szpitalu spedzilam... nabieram sil... do dalszej walki...
Jestem pozytywnie nastawiona... a to w kazdej chorobie najwazniejsze...  
 
Do wszystkich Opiekunek... dbajcie o siebie... uczulam na zakladanie jednorazowych rekawiczek przy higienicznych czynnosciach z pdp... i nie tylko!!!!
 
  andrejko moj skype jest taki jaki byl... zmienialam komputer i moze stad Cie wyrzucilo... wlacz prosze swojego skype... sprobuje sie z Toba polaczyc... zapomnialam bowiem... jakie mam haslo....
Moderze prosze wybaczyc ta prywatna korespondencje... koncentracja mi szwankuje...
Co do smierci.... stracilam rodzicow i siostre... oczywiscie ze nie pogodzilam sie z ich smiercia do tej pory... ale zaakceptowalam. Zaakceptowalam m.in. prosbe mojej mamy... bym nie zmuszala jej... na sile do jedzenia czy picia... walczyla z rakiem... nie miala sil dalej zyc... Dlaczego mialabym na wbrew jej woli przywracac ja do zycia... z siostra i ojcem bylo podobnie...
Lili jestes mloda kobieta... z wiekiem przyjdzie czas na uklon w strone.... spokojnej, niezakloconej niczyim niepokojem i rozpacza... smierci!
 
    
23 stycznia 2014 15:37 / 4 osobom podoba się ten post
emilia

Nie jest wazne, czy my sie z tym zgadzamy, czy nie. Wazne jest to, ze Twoja PDP ma meza, syna, lekarza, ktorzy wiedza, znaja sytuacje. Skoro taka podjeto decyzje - masz tylko jedno wyjscie - uszanowac i starac sie umilic swojej PDP przejscie na druga strone. Byc moze faktycznie nadszedl juz jej czas, lekarz, z ktorym rozmawiala Andrea wyjasnil to dosadnie. W przypadku, kiedy rodzina i lekarz PDP znaja sytuacje i nie chca zmieniac biegu rzeczy - my nie mamy nic do powiedzenia.

Jak Was czytam - Ciebie, Andrejkę i na pewno wiele innych dziewczyn, które podzielają Wasze zdanie -  to wszystko wydaje się takie proste, rzeczywiste i oczywiste. Pewnie gdzieś tam głęboko na dnie duszy też tak myślę, ale ja pomagałam przychodzić na świat ludziom i stanowczo za krótko pracowałam przy ludziach starszych - (opieka nad nimi jest inna) i dlatego tak się bronię przed tą myślą. I nie chodziło mi o to żeby zmieniać ich (rodziny) decyzję, bo na to nie mam wpływu ani bym tego zrobić w tym przypadku nie mogła. To Oni są do decydowania, a ja jedynie do pomocy. Tylko jakoś trudno mi było tak na chłodno do tego podejść.
 
Dzięki dziewczyny za te słowa. Może właśnie to mi było potrzebne żeby spokojnie stać obok gdy będzie trzeba, a nie miotać się wokół samej siebie...
23 stycznia 2014 15:45 / 2 osobom podoba się ten post
kika1

 Nie udzielam sie andrejko... ale czytam...
Ostatnie dwa tygodnie w szpitalu spedzilam... nabieram sil... do dalszej walki...
Jestem pozytywnie nastawiona... a to w kazdej chorobie najwazniejsze...  
 
Do wszystkich Opiekunek... dbajcie o siebie... uczulam na zakladanie jednorazowych rekawiczek przy higienicznych czynnosciach z pdp... i nie tylko!!!!
 
  andrejko moj skype jest taki jaki byl... zmienialam komputer i moze stad Cie wyrzucilo... wlacz prosze swojego skype... sprobuje sie z Toba polaczyc... zapomnialam bowiem... jakie mam haslo....
Moderze prosze wybaczyc ta prywatna korespondencje... koncentracja mi szwankuje...
Co do smierci.... stracilam rodzicow i siostre... oczywiscie ze nie pogodzilam sie z ich smiercia do tej pory... ale zaakceptowalam. Zaakceptowalam m.in. prosbe mojej mamy... bym nie zmuszala jej... na sile do jedzenia czy picia... walczyla z rakiem... nie miala sil dalej zyc... Dlaczego mialabym na wbrew jej woli przywracac ja do zycia... z siostra i ojcem bylo podobnie...
Lili jestes mloda kobieta... z wiekiem przyjdzie czas na uklon w strone.... spokojnej, niezakloconej niczyim niepokojem i rozpacza... smierci!
 
    

 Nie miałam okazji rozmawiać z moimi poprzedniczkami(od 08.2013 było ich 8) więc  nie wiem czy to prawda.Pdp zwrócił mi uwagę, że żadna z pań nie myła go w rękawiczkach a ja nawet do mycia mu zębów zakładam.Powiedziałam,że w Polsce obowiązują takie same zasady pielęgnacji jakie stosują panny z pflege, które przychodzą 3xtydz.Im słowa nie powie.Grzecznie leży czy siedzi a one wszystko robia też w rękawiczkach.
23 stycznia 2014 15:46
kika1

 Nie udzielam sie andrejko... ale czytam...
Ostatnie dwa tygodnie w szpitalu spedzilam... nabieram sil... do dalszej walki...
Jestem pozytywnie nastawiona... a to w kazdej chorobie najwazniejsze...  
 
Do wszystkich Opiekunek... dbajcie o siebie... uczulam na zakladanie jednorazowych rekawiczek przy higienicznych czynnosciach z pdp... i nie tylko!!!!
 
  andrejko moj skype jest taki jaki byl... zmienialam komputer i moze stad Cie wyrzucilo... wlacz prosze swojego skype... sprobuje sie z Toba polaczyc... zapomnialam bowiem... jakie mam haslo....
Moderze prosze wybaczyc ta prywatna korespondencje... koncentracja mi szwankuje...
Co do smierci.... stracilam rodzicow i siostre... oczywiscie ze nie pogodzilam sie z ich smiercia do tej pory... ale zaakceptowalam. Zaakceptowalam m.in. prosbe mojej mamy... bym nie zmuszala jej... na sile do jedzenia czy picia... walczyla z rakiem... nie miala sil dalej zyc... Dlaczego mialabym na wbrew jej woli przywracac ja do zycia... z siostra i ojcem bylo podobnie...
Lili jestes mloda kobieta... z wiekiem przyjdzie czas na uklon w strone.... spokojnej, niezakloconej niczyim niepokojem i rozpacza... smierci!
 
    

Kikuniu ja mam pytanie. Zdarzyło mi się zapomnieć o rękawiczkach i chciałabym wiedzieć jakie badania zrobić sobie w PL czy ewentualnie się jakimś świństwem nie zaraziłam ?
23 stycznia 2014 15:47 / 1 osobie podoba się ten post
Lili

Powiedz mi Andrejko kochana, czy Ty się z tym zgadzasz? Bo może ja powinnam przestawić swoje myślenie... Tu nie chodzi o przywiązanie do PDP, tylko o elementarne poczucie człowieczeństwa.

Lili - a czy oni tu to w ogóle znają takie pojęcie......Nie wiem co Ci poradzić ,bo nic chyba nie zrobisz jesli syn czegoś nie załatwi....A tak to raz dwa mocznica i po zawodach....Przydalby sie Furosemid,to by pogoniło siusianie.
23 stycznia 2014 16:08 / 2 osobom podoba się ten post
Lili

Jak Was czytam - Ciebie, Andrejkę i na pewno wiele innych dziewczyn, które podzielają Wasze zdanie -  to wszystko wydaje się takie proste, rzeczywiste i oczywiste. Pewnie gdzieś tam głęboko na dnie duszy też tak myślę, ale ja pomagałam przychodzić na świat ludziom i stanowczo za krótko pracowałam przy ludziach starszych - (opieka nad nimi jest inna) i dlatego tak się bronię przed tą myślą. I nie chodziło mi o to żeby zmieniać ich (rodziny) decyzję, bo na to nie mam wpływu ani bym tego zrobić w tym przypadku nie mogła. To Oni są do decydowania, a ja jedynie do pomocy. Tylko jakoś trudno mi było tak na chłodno do tego podejść.
 
Dzięki dziewczyny za te słowa. Może właśnie to mi było potrzebne żeby spokojnie stać obok gdy będzie trzeba, a nie miotać się wokół samej siebie...

Nie, to nigdy nie jest, przynajmniej dla mnie - proste. Ale nasz zawod wymaga "staniecia z boku" w takiej sytuacji. A ze w duszy smutek - przeciez w jakis sposob zzywamy sie z PDP, to normalne, ale i ich smierc jest wpisana w nasza prace. Ze sie tak wyraze - spokojne podejscie - pomaga nam zachowac wlasna psychike w rownowadze.
Calkiem inna jest sytuacja, kiedy PDP nie ma rodziny, lekarz sie nie zajmuje dostatecznie starannie, ale to inna sytuacja.
23 stycznia 2014 16:20 / 3 osobom podoba się ten post
emilia

Nie, to nigdy nie jest, przynajmniej dla mnie - proste. Ale nasz zawod wymaga "staniecia z boku" w takiej sytuacji. A ze w duszy smutek - przeciez w jakis sposob zzywamy sie z PDP, to normalne, ale i ich smierc jest wpisana w nasza prace. Ze sie tak wyraze - spokojne podejscie - pomaga nam zachowac wlasna psychike w rownowadze.
Calkiem inna jest sytuacja, kiedy PDP nie ma rodziny, lekarz sie nie zajmuje dostatecznie starannie, ale to inna sytuacja.

Wiesz Emilia ,to nawet nie o to chodzi czy się dr zajmuje czy nie zajmuje ,tylko o to ich podejście.....U nas ,co by nie mówic jednak jest inaczej-ratuje sie życie zawsze i ja się nie spotkałam z sytuacją żeby lekarz polski czy rodzina pacjenta tak olewali pacjenta jak to ma tu miejsce-bo stary to niech umiera,po co kroplówka,po co pomoc ,musi w końcu umrzec....Dlatego dla nas to bywa takie trudne do zaakceptowania i ja bym tu nie o smutku mówila -raczej o wsciekłości z bezsilnosci....A i tak nic nie możemy zrbic jak tylko z boku stać ,tak jak napisałaś....
Ale jak juz kiedys pisałam, ta niemiecka mentalnosc nie do pojęcia na nasze słowiańskie głowy....
23 stycznia 2014 16:22 / 1 osobie podoba się ten post
judora

Kikuniu ja mam pytanie. Zdarzyło mi się zapomnieć o rękawiczkach i chciałabym wiedzieć jakie badania zrobić sobie w PL czy ewentualnie się jakimś świństwem nie zaraziłam ?

Zeby sprawdzic czy skazona jestes np. MRSA trzeba pobrac wymaz... najczesciej z nosa... jamy ustnej... lub jatrzacej sie niezidentyfikowanej rany...
Zwykle badanie krwi nic nie wykaze.... chyba ze... nastapil w wyniku MRSA najazd na konkretny organ...
Trzymac sie daleko od odchodow... to one najczesciej sa przyczyna naszych gastryczno-jelitowych problemow... nawet bardzo powaznych...
Tak wiec.... jesli pdp wraca ze szpitala w otoczeniu zamaskowanych osob... zadac odziezy ochronnej... tzn. jednorazowych kitli, maseczek i rekawiczek... i naturalnie plynow dezynfekujacych...
 
Pozdrawiam Cie Judora.... milo sie Cie czyta....