Na wyjeździe #5

23 stycznia 2014 16:31
nowadanuta

Sowa nie będę przytaczać swoich słów jakie wczoraj wypowiedziałam do mojej mamy przygotowującej siebie i całe mieszkanie na wizytę księdza.... Moj ojciec... chociaż człowiek niewierzący chyba z ulgą przyjął moje wyjście z tego domu bo jednak wie, że jestem do bólu szczera i bał się, że chlapnę coś do księdza... Mówił - "Danusia pamiętaj, że mieszkamy w bloku (44 rodziny), który jest cały katolicki..." Nie spodziewałam się po nim takiej zachowawczej postawy... hihihi))))

Może to tak jest ,że im bliżej starości to strach ogarnia ,że jak co do czego to ksiądz odmówi.Moja osobista Mama,która nigdy do kościola nie chodziła,księdza nie przyjmowała i nie poslała nas na religie ,kiedy w 2000 roku wyprowadziła sie na wieś,zaczęła nagle w tym wszystkim dość gorliwie uczestniczyć....do tego stopnia ,że kiedy 1sza żona mojego ojczyma zmarła,wzieli ślub koscielny......Dla mnie to dzika hipokryzja ale z drugiej strony rozumiem ich obawy...choc dla mnie nie ma znaczenia czy na pogrzebie ksiąz czy świecki celebrant.A co ludzie powiedza to juz najmniej istotne..... 
23 stycznia 2014 16:35 / 2 osobom podoba się ten post
Lili

Jak Was czytam - Ciebie, Andrejkę i na pewno wiele innych dziewczyn, które podzielają Wasze zdanie -  to wszystko wydaje się takie proste, rzeczywiste i oczywiste. Pewnie gdzieś tam głęboko na dnie duszy też tak myślę, ale ja pomagałam przychodzić na świat ludziom i stanowczo za krótko pracowałam przy ludziach starszych - (opieka nad nimi jest inna) i dlatego tak się bronię przed tą myślą. I nie chodziło mi o to żeby zmieniać ich (rodziny) decyzję, bo na to nie mam wpływu ani bym tego zrobić w tym przypadku nie mogła. To Oni są do decydowania, a ja jedynie do pomocy. Tylko jakoś trudno mi było tak na chłodno do tego podejść.
 
Dzięki dziewczyny za te słowa. Może właśnie to mi było potrzebne żeby spokojnie stać obok gdy będzie trzeba, a nie miotać się wokół samej siebie...

Na kursie (Opiekunka osób starszych) dużo wałkowaliśmy temat śmierci i odchodzenia...  Swiadome umieranie na pewno związane jest z zaprzestaniem jedzenia i picia... Ale logicznie pacjent powinien wpierw zaprzestać jesć bo samo picie pomaga mu wydalić kały., które potrafią w tym czasie tak śmierdzieć, że powodują zatrucie odorem osób współobecnych.... Tu jest odwrotnie - dlatego mam wątpliwości czy jest to odchodzenie....)))))
23 stycznia 2014 16:42 / 1 osobie podoba się ten post
kika1

Zeby sprawdzic czy skazona jestes np. MRSA trzeba pobrac wymaz... najczesciej z nosa... jamy ustnej... lub jatrzacej sie niezidentyfikowanej rany...
Zwykle badanie krwi nic nie wykaze.... chyba ze... nastapil w wyniku MRSA najazd na konkretny organ...
Trzymac sie daleko od odchodow... to one najczesciej sa przyczyna naszych gastryczno-jelitowych problemow... nawet bardzo powaznych...
Tak wiec.... jesli pdp wraca ze szpitala w otoczeniu zamaskowanych osob... zadac odziezy ochronnej... tzn. jednorazowych kitli, maseczek i rekawiczek... i naturalnie plynow dezynfekujacych...
 
Pozdrawiam Cie Judora.... milo sie Cie czyta....
 

Już była kiedyś o tym dyskusja. Ja nie czekam na to że mi ktoś powie że jest zarażony albo że zobaczę personel w maskach. Ja każdego PDP tak traktuje jakby mógł mnie czymś zarazić bo ja wróżką nie jestem. Niemieccy lekarze często wszystko olewają nawet przy uporczywych biegunkach żadnych badań nie robią. A każdy starszy człowiek który przebywał w szpitalu mógł coś podłapać.
Z poprzedniego miejsca dziewczyna którą zmieniałam dziwiła się że kiedy pdp był  w szpitalu personel tak bardzo się zabezpieczał. Ona aż tak nie uważała. No i firmy lubią takie nieuświadomione istoty którym nic nie przeszkadza. A na te co uważają i przestrzegają podstawowych zasad higieny patrzą niektóre opiekunki jak jak na dziwadła. Wiem coś o tym :))
 
23 stycznia 2014 16:42
kika1

Zeby sprawdzic czy skazona jestes np. MRSA trzeba pobrac wymaz... najczesciej z nosa... jamy ustnej... lub jatrzacej sie niezidentyfikowanej rany...
Zwykle badanie krwi nic nie wykaze.... chyba ze... nastapil w wyniku MRSA najazd na konkretny organ...
Trzymac sie daleko od odchodow... to one najczesciej sa przyczyna naszych gastryczno-jelitowych problemow... nawet bardzo powaznych...
Tak wiec.... jesli pdp wraca ze szpitala w otoczeniu zamaskowanych osob... zadac odziezy ochronnej... tzn. jednorazowych kitli, maseczek i rekawiczek... i naturalnie plynow dezynfekujacych...
 
Pozdrawiam Cie Judora.... milo sie Cie czyta....
 

Dziękuję Kika :)  Nie chciałam pytać mojego koleżki doktorka, bo bym zebrała opr. , że zapominam o podstawowych zasadach higieny.
23 stycznia 2014 16:47 / 1 osobie podoba się ten post
kasia63

Może to tak jest ,że im bliżej starości to strach ogarnia ,że jak co do czego to ksiądz odmówi.Moja osobista Mama,która nigdy do kościola nie chodziła,księdza nie przyjmowała i nie poslała nas na religie ,kiedy w 2000 roku wyprowadziła sie na wieś,zaczęła nagle w tym wszystkim dość gorliwie uczestniczyć....do tego stopnia ,że kiedy 1sza żona mojego ojczyma zmarła,wzieli ślub koscielny......Dla mnie to dzika hipokryzja ale z drugiej strony rozumiem ich obawy...choc dla mnie nie ma znaczenia czy na pogrzebie ksiąz czy świecki celebrant.A co ludzie powiedza to juz najmniej istotne..... 

Tobie Kasiu mogę odpowiedzieć szczerze - bo jesteśmy jakby tego samego wyznania.... Ciśnienie mi poszło bo zauważyłam że cała gorliwość mojej mamy związana jest z lekiem... ona boi się księdza i ... Boga?  Wiem, że sumienie ma czyste, więć skąd ten lęk...?, a we mnie gniew bo przychodzi ktoś kogo ona się boi.... Tato nigdy nie był wierzący, ale na pewno liczy się ze zdaniem innych (sąsiadów) i boi się ludzkich języków .... Ojciec tak naprawdę dopiero mnie poznaje... - nie przypyszczał, że jestem osobą niewierzącą - on myślał, że wszyscy poszliśmy w ślady mamy...))))
23 stycznia 2014 16:48
Witam serdecznie drogie Panie, nie wiem czy ktoś mnie tu jeszcze kojarzy? mam nadzieję, że tak. Zwracam się do Was z prośbą o informacje dotyczące firm, w których pracujecie. Obecnie szukam pracy. Tych firm jest tyle, że nie wiem na którą się zdecydować. Byłabym wdzięczna, gdybyście napisały mi na adres (usunięto ze względów bezpieczeństwa) jaką firmę polecacie. Nie ukrywam, że takie informacje będą mi bardzo pomocne. Pozdrawiam serdecznie! :))
23 stycznia 2014 16:48
kika1

 Nie udzielam sie andrejko... ale czytam...
Ostatnie dwa tygodnie w szpitalu spedzilam... nabieram sil... do dalszej walki...
Jestem pozytywnie nastawiona... a to w kazdej chorobie najwazniejsze...  
 
Do wszystkich Opiekunek... dbajcie o siebie... uczulam na zakladanie jednorazowych rekawiczek przy higienicznych czynnosciach z pdp... i nie tylko!!!!
 
  andrejko moj skype jest taki jaki byl... zmienialam komputer i moze stad Cie wyrzucilo... wlacz prosze swojego skype... sprobuje sie z Toba polaczyc... zapomnialam bowiem... jakie mam haslo....
Moderze prosze wybaczyc ta prywatna korespondencje... koncentracja mi szwankuje...
Co do smierci.... stracilam rodzicow i siostre... oczywiscie ze nie pogodzilam sie z ich smiercia do tej pory... ale zaakceptowalam. Zaakceptowalam m.in. prosbe mojej mamy... bym nie zmuszala jej... na sile do jedzenia czy picia... walczyla z rakiem... nie miala sil dalej zyc... Dlaczego mialabym na wbrew jej woli przywracac ja do zycia... z siostra i ojcem bylo podobnie...
Lili jestes mloda kobieta... z wiekiem przyjdzie czas na uklon w strone.... spokojnej, niezakloconej niczyim niepokojem i rozpacza... smierci!
 
    

Zmartwiłaś mnie Kika1...))))
23 stycznia 2014 16:49
W drogę! Poprzez prerie Arizony! :)
23 stycznia 2014 16:59
quedate

Witam serdecznie drogie Panie, nie wiem czy ktoś mnie tu jeszcze kojarzy? mam nadzieję, że tak. Zwracam się do Was z prośbą o informacje dotyczące firm, w których pracujecie. Obecnie szukam pracy. Tych firm jest tyle, że nie wiem na którą się zdecydować. Byłabym wdzięczna, gdybyście napisały mi na adres (usunięto ze względów bezpieczeństwa) jaką firmę polecacie. Nie ukrywam, że takie informacje będą mi bardzo pomocne. Pozdrawiam serdecznie! :))

witaj pewnie ze pamietam ja przynajmniej gdzie bylas jak Cie nnie bylo?????????
23 stycznia 2014 17:04 / 2 osobom podoba się ten post
Lili

Powiedz mi Andrejko kochana, czy Ty się z tym zgadzasz? Bo może ja powinnam przestawić swoje myślenie... Tu nie chodzi o przywiązanie do PDP, tylko o elementarne poczucie człowieczeństwa.

Lili mi tez jest przykro ,ze tak lekko podchodza do smierci. Ale to moze im z takim podejsciem latwiej dalej zyc,ja tez tu slysze,ze moja PDP jest juz b.stara(87) i jak umrze tzn.juz czas dla niej.Jak zmarl maz PDP to synowa w obecnosci syna(swojego mana) powiedziala:lepiej dla niego ,bo byl chory,lepiej dla nich ,bo nie musza sie martwic  .....i teraz Lileczko skup sie ...........i Barbarze zrobi sie nowy pokoj w sypialni-bedzie miala wiekszy......a ja (synowa) wreszcie bede miala z powrotem pokoj do prasowania!!!!!!!.......Czyli przyjmujac pod dach opiekunke musieli dac pokoik,dziadek oczy zamknal......opiekunka ma pokoik po jego sypialni....Wszystko mowila przy wlasnym mezu---niby b. kochajacy syn a zero reakcji,to,ze zona zadowolona-to i maz szczesliwy.......podejrzewam(nie twierdze),ze jak kiedys Babciunia odejdzie to szczere lzy beda nalezec do opiekunki-Polki jakakolwiek by tu nie byla,cza ja czy inna.Dla nich wazne bedzie ,ze calutki wielki dom bedzie nalezal tylko do nich.
23 stycznia 2014 17:08 / 2 osobom podoba się ten post
nowadanuta

Na kursie (Opiekunka osób starszych) dużo wałkowaliśmy temat śmierci i odchodzenia...  Swiadome umieranie na pewno związane jest z zaprzestaniem jedzenia i picia... Ale logicznie pacjent powinien wpierw zaprzestać jesć bo samo picie pomaga mu wydalić kały., które potrafią w tym czasie tak śmierdzieć, że powodują zatrucie odorem osób współobecnych.... Tu jest odwrotnie - dlatego mam wątpliwości czy jest to odchodzenie....)))))

Podobne obserwacje i ja poczynilam... najpierw odmowa jedzenia po czym picia...
Pozdrawiam serdecznie....
23 stycznia 2014 17:12 / 4 osobom podoba się ten post
kasia63

Wiesz Emilia ,to nawet nie o to chodzi czy się dr zajmuje czy nie zajmuje ,tylko o to ich podejście.....U nas ,co by nie mówic jednak jest inaczej-ratuje sie życie zawsze i ja się nie spotkałam z sytuacją żeby lekarz polski czy rodzina pacjenta tak olewali pacjenta jak to ma tu miejsce-bo stary to niech umiera,po co kroplówka,po co pomoc ,musi w końcu umrzec....Dlatego dla nas to bywa takie trudne do zaakceptowania i ja bym tu nie o smutku mówila -raczej o wsciekłości z bezsilnosci....A i tak nic nie możemy zrbic jak tylko z boku stać ,tak jak napisałaś....
Ale jak juz kiedys pisałam, ta niemiecka mentalnosc nie do pojęcia na nasze słowiańskie głowy....

Mam strasznie mieszane uczucia.
Na razie wpadli dwaj synowie, trzeci nie może bo jest przy swojej żonie i przyjedzie poźniej (nie pisałam o tym tutaj, ale jedna synowa mojej PDP jest w takim stanie że nie można patrzeć na nią bez łez w oczach i ostatnio też jej się bardzo pogorszyło). Zrobiłam nam kawę i przez chwilę w czwórkę siedzielismy i rozmawialismy. Oni pytali mnie o zdanie, jak ja to widzę spojrzeniem pielęgniarki i ogólnie osoby z zewnątrz, niezwiazanej uczuciowo z PDP. No i co ja mogę im powiedzieć? Z jednej strony to co mówiła Emilka i Andrea to prawda, z drugiej strony mam poczucie swoistej ... klęski (?) że nic (?) nie można zrobić. Moje zdanie jest nieważne, to moje uczucia, i nie wiem tego na pewno, ale zdaje mi się że ja bym się uparła na nawodnienie i.v. a potem jeśli nic to nie pomoże - można dopiero "rozłożyć ręce". Tak mniej -więcej to powiedziałam, zaznaczając że to oni decydują a nie ja. Chłopaki zaczęli główkować, a ja zostawiłam ich na chwilę samych i poszłam na dyma. Jak wróciłam to oni byli w pokoju u PDP a dziadek siedział w kuchni z twarzą schowaną w dłoniach. Zawołał mnie i mówi: "Nic nie robić to tak jakbym miał się zgodzić na eutanazję, a przecież przeżyliśmy razem prawie 54 lata... A robić i patrzeć jak coraz bardziej się męczy, nie poznaje, bełkocze i jęczy z bólu (biodra i nogi) to też nieludzkie... Nie wiem co zrobić..."  
 
Dlatego o tym napisałam bo ja też mam mętlik. Niby człowiek wie że śmierć jest czymś nieuniknionym, że trzeba się na to przygotować, ale jak przyjdzie co do czego to jakoś tak... za wcześnie na to. Ale to jedno, a drugie to to, co zauważyła w moim poście Kasia63... Podejście lekarza... I chyba to własnie to mnie tak najmocniej ugryzło. Biorę sobie do serca wszystkie Wasze wypowiedzi, człowiek uczy się nie tylko sam z siebie, ale też od innych. Cieszę się że Emilka i inne "postawiły mnie do pionu" jeśli chodzi o podejście do "czasu umuierania" ale dziękuję Kasi63 za zrozumienie co targa moją duszą...
23 stycznia 2014 17:23 / 2 osobom podoba się ten post
Barbara niepowtarzalna

Lili mi tez jest przykro ,ze tak lekko podchodza do smierci. Ale to moze im z takim podejsciem latwiej dalej zyc,ja tez tu slysze,ze moja PDP jest juz b.stara(87) i jak umrze tzn.juz czas dla niej.Jak zmarl maz PDP to synowa w obecnosci syna(swojego mana) powiedziala:lepiej dla niego ,bo byl chory,lepiej dla nich ,bo nie musza sie martwic  .....i teraz Lileczko skup sie ...........i Barbarze zrobi sie nowy pokoj w sypialni-bedzie miala wiekszy......a ja (synowa) wreszcie bede miala z powrotem pokoj do prasowania!!!!!!!.......Czyli przyjmujac pod dach opiekunke musieli dac pokoik,dziadek oczy zamknal......opiekunka ma pokoik po jego sypialni....Wszystko mowila przy wlasnym mezu---niby b. kochajacy syn a zero reakcji,to,ze zona zadowolona-to i maz szczesliwy.......podejrzewam(nie twierdze),ze jak kiedys Babciunia odejdzie to szczere lzy beda nalezec do opiekunki-Polki jakakolwiek by tu nie byla,cza ja czy inna.Dla nich wazne bedzie ,ze calutki wielki dom bedzie nalezal tylko do nich.

Basiu, czytam i oczom nie wierzę. My to jednak jesteśmy z innego świata... Pewnie że i u nas (w Pl) są takie sytuacje że rodzina tylko czeka na śmierć starszej osoby bo spadek, bo majątek itp. Ale bije po oczach dopiero wtedy kiedy się to "przeżywa" będąc w środku takiej sytuacji, nawet tylko jako opiekunka. Dobrze że chociaż takie podejście synów do matki zostało mi oszczędzone.
Chyba naprawdę powinnam iść na ten kurs opieki nad osobą starszą, bo położnicze wykształcenie jednak idzie w przeciwnym kierunku niż cała geriatria...
Basiu, napisz do mnie maila, mój jest w profilu, bo Twojego jeszcze nie ma (nio chyba że nie chcesz sie ujawniać ;))) )
23 stycznia 2014 17:34 / 2 osobom podoba się ten post
Tali

Barbarella jest w domciu...
z tego co wiem to czeka na nowe zlecenie... 
mam nadzieję, że nie wróci na poprzednie, bo ją trochę wykończyła ta stella...
Napiszę do niej esa i spytnę co słychać...
 

Tali - szkoda,że nie mozna wystawić referencji za Twoje forumowe wpisy za pogode ducha za szczerosc i za bezinteresownosc.Same trzy literki przed nazwiskiem nie wiele mowią,ale u Ciebie znaczą wiele.Jestes po germanistyce pniesz sie w dążeniu do poprawy materialnej swojego bytu.Jesteś mądrą dziewczyną nie zgorzkniała germanistka,ktora szuka okazji zeby pokazać swoja wyższosc.Mama Twoja jest dumna z madrej i serdecznej corki.Już dawno miałam Ci to napisać.Tak trzymaj.
23 stycznia 2014 17:36 / 5 osobom podoba się ten post
Lili

Mam strasznie mieszane uczucia.
Na razie wpadli dwaj synowie, trzeci nie może bo jest przy swojej żonie i przyjedzie poźniej (nie pisałam o tym tutaj, ale jedna synowa mojej PDP jest w takim stanie że nie można patrzeć na nią bez łez w oczach i ostatnio też jej się bardzo pogorszyło). Zrobiłam nam kawę i przez chwilę w czwórkę siedzielismy i rozmawialismy. Oni pytali mnie o zdanie, jak ja to widzę spojrzeniem pielęgniarki i ogólnie osoby z zewnątrz, niezwiazanej uczuciowo z PDP. No i co ja mogę im powiedzieć? Z jednej strony to co mówiła Emilka i Andrea to prawda, z drugiej strony mam poczucie swoistej ... klęski (?) że nic (?) nie można zrobić. Moje zdanie jest nieważne, to moje uczucia, i nie wiem tego na pewno, ale zdaje mi się że ja bym się uparła na nawodnienie i.v. a potem jeśli nic to nie pomoże - można dopiero "rozłożyć ręce". Tak mniej -więcej to powiedziałam, zaznaczając że to oni decydują a nie ja. Chłopaki zaczęli główkować, a ja zostawiłam ich na chwilę samych i poszłam na dyma. Jak wróciłam to oni byli w pokoju u PDP a dziadek siedział w kuchni z twarzą schowaną w dłoniach. Zawołał mnie i mówi: "Nic nie robić to tak jakbym miał się zgodzić na eutanazję, a przecież przeżyliśmy razem prawie 54 lata... A robić i patrzeć jak coraz bardziej się męczy, nie poznaje, bełkocze i jęczy z bólu (biodra i nogi) to też nieludzkie... Nie wiem co zrobić..."  
 
Dlatego o tym napisałam bo ja też mam mętlik. Niby człowiek wie że śmierć jest czymś nieuniknionym, że trzeba się na to przygotować, ale jak przyjdzie co do czego to jakoś tak... za wcześnie na to. Ale to jedno, a drugie to to, co zauważyła w moim poście Kasia63... Podejście lekarza... I chyba to własnie to mnie tak najmocniej ugryzło. Biorę sobie do serca wszystkie Wasze wypowiedzi, człowiek uczy się nie tylko sam z siebie, ale też od innych. Cieszę się że Emilka i inne "postawiły mnie do pionu" jeśli chodzi o podejście do "czasu umuierania" ale dziękuję Kasi63 za zrozumienie co targa moją duszą...

W sumie jestes w luksusowej sytuacji. Masz rodzine i meza PDP pod reka, moglas przekazac swoje spostrzezenia. Teraz, ta nielatwa decyzja juz w ich rekach lezy, co postanowia, to bedzie. Oni tez maja w tej chwili dylemat, co robic, to jest dla wszystkich trudne. Co moge Ci powiedziec - niezaleznie co postanowia, nie bierz nic do siebie i badz dobra dusza, ale "obok".