Gdzie baba nie może tam laptopa weźmie...
Dyskusja trwała długo ale potem ulubieniec przyszedł do mnie na górę pogadać, niestety - specjalistyczne słownictwo czasem mnie jeszcze ogranicza, zwłaszcza jak H. się zapomni i w bayrischu gada... Tak próbujemy i próbujemy, a przy lapku siedzimy... wkurzyłam się i włączyłam google tłumacz. Wiem że nie jest dokładny, ale zawsze mogłam się podeprzeć danym słowem czy zwrotem; a dzisiejszy stres trochę mnie otępił i zaczynałam zapominać podstawowe rzeczy :))) No a jak H. zobaczył stronkę to był zachwycony - nie znał jej wcześniej. I tym sposobem przesiedzieliśmy prawie do tej pory i dowiedziałam się wszystkiego. Był zaskoczony moją reakcją bo myślał że dziadek mi to wcześniej powiedział.
Otóż gdy babcia jeszcze była bardziej sprawna umysłowo, zrobiła zapis(?) deklarację że jakby co, to ona nie chce by ją na siłę trzymać na tym świecie, żeby maszyna za nią jadła, piła, oddychała czy pompowała krew. Więc to wszystko jest niejako za jej zgodą i wolą, choć im jest z tym ciężko - w pewnym stopniu się do tego ustosunkowują... Dlatego żaden szpital nie wchodzi w grę.
Jak się tego dowiedziałam to zrobiło mi się jakby nieco lżej na duszy.
