Margolciu,ja się nigdy w nic nie angazowałam,ale doprowadzają mnie do szału te przyjęcia,w których ja muszę uczestniczyć. Mogliby się przecież bawić beze mnie,ale nieeee Iwona musi być też....
Margolciu,ja się nigdy w nic nie angazowałam,ale doprowadzają mnie do szału te przyjęcia,w których ja muszę uczestniczyć. Mogliby się przecież bawić beze mnie,ale nieeee Iwona musi być też....
Pewnie chcą być dla Ciebie mili i nie chcą, abyś czuła się wykluczona:)
No chyba, że im powiedziałaś, że nie chcesz uczestniczyć w tych imprezach, a oni i tak nalegają.
Pomyśl, że jakbyś u siebie w domu miała taką opiekunkę, to przecież też pewnie byś brała ją pod uwagę przy organizacji takich przyjęć.
No bo jak to - my się bawimy, a ona ma siedzieć sama w pokoju, albo gdzieś iść.
Pewnie tymi kategoriami myślą.
Ale ja mam tak od początku jak wyjeżdżam. Na pierwszej szteli były urodziny corek,tydzień imprez,na drugiej urodziny wnucząt i babci berlinskiej,a tu znowu będą urodziny pdp i pożniej jej corki. Ja rozumiem,że chcą byc mili,ale mnie to wkurza,bo mogliby zapytać czy chcę z nimi łazić po restauracjach czy może coś innego? A nie,chcesz czy nie masz być i już:)
Ja mam tu wielki luzik: Wstajemy z babcią kiedy chcemy,czasem nawet o 9-tej,zawsze któraś którąć obudzi :).
Potem śniadanko,ja kawa.Po śniadaniu idziemy czasem po zakupy. Potem szykuję obiadek na 12.30,wszystko co zrobię jest "fain",potem odprowadzm babcię do córki,ja mam wolne 2-3 godzinki,dziś poszłam z nimi do restauracji bo pogoda brzydka:).
Około 14-15-tej odbieram babcię i idziemy powłóczyć się po mieście,albo po górach.
Kolacja 18-19 ,jemy jak jesteśmy głodne:)
Babcia idzie około 20-tej umyć się,ja jej pomagam,tzn przypominam co ma ze szczoteczką do zębów zrobić,albo że ta stopa już jest umyta:)potem lulu,a ja mam luzik do rana :)
Najbardziej podoba mi się to,że nic nie jest ustalone sztywno,ani jedzenie na czas,ani jakieś chore kawy o 16-tej.
Póki co mam super miejsce.
Pewnie im do głowy nawet nie przyjdzie, że to, co dla nich jest świętowaniem, dla Ciebie jest obowiązkiem.
Musiałabyś im powiedzieć.
Gdzie Ty taką kobiete znalazłaś? U mnie ciągłe marudzenie, że nie smakuje, że po zjedzeniu 2 łyżek już jest "syta"... Ale sama podopieczna nie sprawia aż takich dużych problemów (jeśli wiesz o czym mówię) ;)
Też się cieszę,że babcia wymiata ładnie i zawsze jest zadowlona:).
Zupę Wichurry jadła przez dwa dni po dwa razy kazała sobie dokładac :):):)
Ja to gotuję zawsze duży gar i jemy 2 dni, a resztę zamrażam i kiedyś tam później obiad jest już gotowy.
Czekam aż mnie wybiorą . Podopieczna 86 lat bez żadenych strasznych chorób. Tylko początkowa demencja. Przychodzi do niej Pflege i jest ok. Babcia mieszka w Burgkirchen w domku dużym , a rodzina dwa domy dalej .
nianta Nie przerażaj mnie :-( Ludzie strach się bać. Mówią nam jedno, a w praniu wychodzi co innego. Coś okropnego.