Moja Babcia uprawia czarnowidztwo

. Dzisiaj się mnie pyta co ja tam gotuję. Jak powiedziałam, że imbir, to zrobiła oczy jak spodki i pyta się po co mi to. Mówię, że chcę schudnąć. Ona patrzy na mnie, popukała się w głowę i mówi, że to mi się na pewno nie uda..... Zołza jedna

. Powiedziałam Jej, że jak się nawet nie uda, to i nie zaszkodzi, bo to zdrowe, a przynajmniej nie będzie się mnie czepiać, że piję za mało, bo jakby nie patrzeć, to też jest płyn

. Przyznała mi rację

.
Ona naprawdę wszystko widzi czarno. Powoli się przyzwyczaiłam do tego, nie przeszkadza mi, ze średnio raz lub dwa razy w tygodniu, ( zgodnie z Jej przewidywaniami), powinno przyjść trzęsienie ziemi , lub że na 100% wykupią jej ulubioną kiełbasę, bo opiekunce nie chciało się wstać o 5

. Nie pomaga moje tłumaczenie, że sklep jest czynny od 7

.
Jednak, gdy ostatnio jak stąd wyjeżdżałam ( późnym wieczorem) i co 5 minut mi powtarzała, że nikt po mnie nie przyjedzie, bo na pewno o mnie zapomnieli i będę musiała tutaj zostać, a jak już koordynatorka przyjechała, aby mnie zawieźć do Norymbergii, to Babcia powtarzała, że i tak nie zdążymy i autobus pojedzie beze mnie - to wtedy myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok
