Witajcie, jestem w domku i trochę sie ogarnełam chociaż niespodzianek jak zawsze do diabła i trochę.Pierwsze dni spałam po 12 godzin...jednak organizm dużo wytrzyma ale potem upomni sie o swoje.
Dziękuje opatrzności za szczęsliwy powrót do domu , a było tak .....
Zmienniczka utknęła gdzieś w korkach na trasie, mój Bus tez zmieniał co chwilę godziny bo wszędzie korki ( koniec roku szkolnego w tej częsci niemiec).W koncu zmienniczka nie dotarła i była szybka akcja ze ściągnięciem córki babci do domu.Zobaczyła przy okazji co mama wyprawia przy zmianie opiekunek i w nocy. ( juz następnego dnia dotarły tabletki na sen dla babci). Ja szczęśliwa bo podróż miałam zapewnioną w jednym Busie do końca i wysiadka jako pierwsza. Na autostradzie o 2 w nocy przy szybkości.....rozerwała sie opona.Bus kilka sekund "tańczył" po ulicy.Ja byłam przytulona do poduszki ale potłukło nas trochę o ściany Busa. Wszyscy byli w pasach ( na szczęscie). Spałam nawet nie zdązyłam sie przestraszyć. 10 minut i już była Polizej. Stali z tyłu i oświetlali busa. Z opony zostały pasy gumy. Ja sie na tym nie znam ale kierowca powiedział ze rozdarła sie na szwie. Bus z tych nowych VW . Wymiana poszła dość sprawnie ( 7 panów ), bus został zapakowany i jak kierowca włozył kluczyki do stacyjki wszystkie światła zgasły ...... Decyzja kierowcy ...trzeba popchać , Polizej nadal stoi za nami i czeka :) .Bus wiózł tylko 1 opiekunkę -mnie, reszta to panowie. Z popchaniem żaden problem ale do ilu razy sztuka ?.....udało się za 3 . Niemiecki radiowóz jechał za nami jeszcze 10 km. Nasz kierowca zestresowany i już na postojach nie gasił silnika.
Jakoś nie wyobrazam sobie tego na zatłoczonej drodze i gdyby w busie były same kobiety. Opatrznosc jest wielka ale zapinajmy pasy.
Ach zapomniałam wsponieć jeden z mundurowych niemieckich wysiadł nam pomóc, na zakonczenie przyniósł trójkat ostrzegawczy :) z za samochodu.
