23 lipca 2014 11:16 / 1 osobie podoba się ten post
Wizyta Pani doktor:
Dzwonek do drzwi.... Otwieram. Wchodzi Pani doktor, z kartką formatu A4 jako tarczą i wymachuje mi tym przed nosem. Pokazuje mi, że jest tam napisane, że głęboką rurkę do tracheotomii powinno Pflege wymienić, bo ona nie jest od tego. (Pomyślałam sobie, że to jest widocznie poniżej możliwości pani doktor). Pyta się mnie czy to zrobili..... "Nie" - odpowiadam.
Doktorka z ciężkim westchnieniem wchodzi do pokoju. Woła Dziadka.... i zaczyna się. "Gdzie jest to i to? " "Jaka rurka jest lepsza 7 czy 8?" Upewniam się, czy to jest na pewno pytanie do mnie.....
Przygotowuję jej wszystko do zabiegu i wychodzę. Po minucie woła mnie: " Czym oczyszczamy rurkę? "Gdzie są strzykawki, bo musi odblokować kanulę. Mówię, ze mamy specjalny przedmiot - Ona chce strzykawkę.... Ok... Wychodzę.
Po minucie mnie woła. Patrzę się: Dziadek zakrwawiony, ona też, stół też i podłoga..... Doktorka mocuje się z rurką. Pyta się mnie czy mamy wazelinę. Ja nie mam. Pytam się Babci. Babcia pobiegła na górę - przynosi maść do stóp przeciwko grzybicy....... Lekarka każe mi pilnować dziadka, a sama jedzie do swojego gabinetu po wazelinę. Po kwadransie wróciła, pyta się mnie która to ta rurka, którą powinna włożyć..... Dziadek patrzy na mnie wystraszony...W końcu cud, rurka siedzi w gardle. Teraz trzeba napompować balonik... Pani wzięła strzykawkę i wpompowała powietrze ... Pyta się Dziadka czy może oddychać....., czy nie napompowała za dużo i czy się nie dusi....
Mówię jej, że do tego jest specjalny przyrząd i można nim od razu zmierzyć powietrze.... Podaję jej go, a ona do mnie, żebym to ja zrobiła.....
Całość trzeba jeszcze umocować na tasiemkach, które zapina się na rzepach. Umocowała..... ale tak, że ta "obróżka, która powinna dolegać do szyi Dziadka wisi jak korale. Dziadek patrzy na to i mruga do mnie.... Nic się nie odezwałam. Na koniec lekarka wręczyła mi skierowanie do szpitala dla Dziadka, jakby mu się pogorszyło i jakby po jej zabiegu pluł nadal krwią.... Podziękowałam. Po jej wyjściu poprawiłam Dziadkowi mocowanie rurki, założyłam kompres pod szyję, bo doktorka zapomniała. Dziadek kiwa głową, ze wszystko ok. Odchodzimy od stołu, usadzam go w fotelu i proszę, jakby się gorzej poczuł, to ma mi dać znać...
Wracam do stołu, aby posprzątać, bo zbliża się 10.30, a więc czas obiadu. Patrzę, Babcia szczęśliwa, wyzbierała tylko zakrwawione kompresy do kosza, a na ten pokrwawiony i zapluty stół.. rozłożyła talerze z zupą, sztućce, filiżanki. Smacznego.....