W domu :) #3

10 grudnia 2014 15:42 / 5 osobom podoba się ten post
Malgi

Wycięli mi kawałek stopy i wsadzili w środek śrubkę tytanową chyba.
Dziękuję za życzenia :-)

A jak sie czujesz ? zaraz zadzwonie do skupu surowcow wtornych i zapytam w jakiej cenie jest tytan.Bedziesz drogocenną opiekunką:):)   Pozdrawiam - trzymaj się.
10 grudnia 2014 16:36 / 8 osobom podoba się ten post
mleczko47

A jak sie czujesz ? zaraz zadzwonie do skupu surowcow wtornych i zapytam w jakiej cenie jest tytan.Bedziesz drogocenną opiekunką:):)   Pozdrawiam - trzymaj się.

Drogocenna to ja zawsze byłam!!! ;-) Tylko niektóre firmy nie doceniały, jaki skarb był w ich zasięgu ;-)
Platyna jest dużo droższa niż tytan, ale mi nie chcieli platyny na NFZ wsadzić ;-)
Czuję się jak po zabiegu - przez pierwsze 2 tygodnie nie da się wcale kuśtykać, potem jak zdejmą szwy zacznę się leczyć lampą Zeptera i po mału pewnie bedę próbować chodzić? Na razie wyleguję się z nogą w górze i łykam przeciwbólówki, żeby jakoś funkcjonować.
10 grudnia 2014 16:44 / 3 osobom podoba się ten post
Malgi

Drogocenna to ja zawsze byłam!!! ;-) Tylko niektóre firmy nie doceniały, jaki skarb był w ich zasięgu ;-)
Platyna jest dużo droższa niż tytan, ale mi nie chcieli platyny na NFZ wsadzić ;-)
Czuję się jak po zabiegu - przez pierwsze 2 tygodnie nie da się wcale kuśtykać, potem jak zdejmą szwy zacznę się leczyć lampą Zeptera i po mału pewnie bedę próbować chodzić? Na razie wyleguję się z nogą w górze i łykam przeciwbólówki, żeby jakoś funkcjonować.

Zycze ja Tobie szybkiego powrotu do zdrowia i pelnej funkcjonalnosci;-);-);-);-);-)
10 grudnia 2014 17:01 / 4 osobom podoba się ten post
Malgi

Drogocenna to ja zawsze byłam!!! ;-) Tylko niektóre firmy nie doceniały, jaki skarb był w ich zasięgu ;-)
Platyna jest dużo droższa niż tytan, ale mi nie chcieli platyny na NFZ wsadzić ;-)
Czuję się jak po zabiegu - przez pierwsze 2 tygodnie nie da się wcale kuśtykać, potem jak zdejmą szwy zacznę się leczyć lampą Zeptera i po mału pewnie bedę próbować chodzić? Na razie wyleguję się z nogą w górze i łykam przeciwbólówki, żeby jakoś funkcjonować.

Wylegujesz się, a kto karpia złapie czy odłowi :) i grzyby jeszcze rosną:) Wracaj do zdrowia.
10 grudnia 2014 19:52 / 8 osobom podoba się ten post
mleczko47

Wylegujesz się, a kto karpia złapie czy odłowi :) i grzyby jeszcze rosną:) Wracaj do zdrowia.

Karp już w zamrażarce czeka, podobnie jak filety z dorszy własnoręcznie przez zięcia złowionych. A grzyby mi w ogrodzie na pniach rosną - to mój ANIOŁ pozbiera ;-)
11 grudnia 2014 21:10 / 1 osobie podoba się ten post
mleczko47

Jak juz masz umowy to mozesz uchylić.........  ?

Czekam na propozycję na piśmie, bo na telefon to trudno ustalać . Nie jest strasznie jak może ktoś sobie pozwolic na pracę bez skladek ZUS.
12 grudnia 2014 08:06 / 2 osobom podoba się ten post
Ja worek cementu. Na pewno się przyda ......;)))))
12 grudnia 2014 09:22 / 3 osobom podoba się ten post
12 grudnia 2014 09:30 / 1 osobie podoba się ten post
Symbol ??? Abys w domu siedziala i nie "włoczyla" sie po obcych landach ha ha
12 grudnia 2014 09:31 / 1 osobie podoba się ten post
Malgi

Wycięli mi kawałek stopy i wsadzili w środek śrubkę tytanową chyba.
Dziękuję za życzenia :-)

O to teraz bedziesz mogla taaaaaaaakieggggo kopa zasadzic ha ha
Kuruj sie i wracaj do zdrowia
12 grudnia 2014 14:50 / 18 osobom podoba się ten post
Ja w końcu skończyłam się rozpakowywać i pochowałam walizkę na długi czas .
W Niemczech oprócz odrobiny chemii i kilku ciuszków kupiłam np. ser, ten z takich śmierdzących.
Po przyjeździe włożyłam go do lodówki i chociaż był zawinięty w złotko, to cała lodówka mi śmierdziała. Rafał powiedział, że nie będzie tego jeść, ja nawet nie mogłam się zbliżyć do lodówki, w końcu w ramach podziękowania dla sąsiada, który zajmował się mieszkaniem, bo Rafała też przez jakiś czas nie było, zrobiłam paczuszkę ze słodyczami dla jego dzieci, kawą, herbatką dla niego i żony i postanowiłam dorzucić wspomniany ser....
Sąsiad wcześniej powiedział, że lubi takie sery....
Jakie było moje zdziwienie, gdy wstałam następnego dnia, a w lodówce śmierdzi jeszcze gorzej....
Okazało się, że zamiast sera, który jak wspomniałam, był owinięty w złotko, dałam sąsiadowi .... niezjedzoną kanapkę z podróży...
Ja się kiedyś zastrzelę....
12 grudnia 2014 14:53 / 4 osobom podoba się ten post
Annika

Ja w końcu skończyłam się rozpakowywać i pochowałam walizkę na długi czas :-).
W Niemczech oprócz odrobiny chemii i kilku ciuszków kupiłam np. ser, ten z takich śmierdzących.
Po przyjeździe włożyłam go do lodówki i chociaż był zawinięty w złotko, to cała lodówka mi śmierdziała. Rafał powiedział, że nie będzie tego jeść, ja nawet nie mogłam się zbliżyć do lodówki, w końcu w ramach podziękowania dla sąsiada, który zajmował się mieszkaniem, bo Rafała też przez jakiś czas nie było, zrobiłam paczuszkę ze słodyczami dla jego dzieci, kawą, herbatką dla niego i żony i postanowiłam dorzucić wspomniany ser....
Sąsiad wcześniej powiedział, że lubi takie sery....
Jakie było moje zdziwienie, gdy wstałam następnego dnia, a w lodówce śmierdzi jeszcze gorzej....
Okazało się, że zamiast sera, który jak wspomniałam, był owinięty w złotko, dałam sąsiadowi .... niezjedzoną kanapkę z podróży...
Ja się kiedyś zastrzelę....

Anika moj lapek ledwo dycha ze starosci i nawet moja czula opieka nie pomaga a znow go oplulam ze smiechu,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,Dzwon do sasiadki ha,ha,ha
12 grudnia 2014 14:54 / 4 osobom podoba się ten post
Annika

Ja w końcu skończyłam się rozpakowywać i pochowałam walizkę na długi czas :-).
W Niemczech oprócz odrobiny chemii i kilku ciuszków kupiłam np. ser, ten z takich śmierdzących.
Po przyjeździe włożyłam go do lodówki i chociaż był zawinięty w złotko, to cała lodówka mi śmierdziała. Rafał powiedział, że nie będzie tego jeść, ja nawet nie mogłam się zbliżyć do lodówki, w końcu w ramach podziękowania dla sąsiada, który zajmował się mieszkaniem, bo Rafała też przez jakiś czas nie było, zrobiłam paczuszkę ze słodyczami dla jego dzieci, kawą, herbatką dla niego i żony i postanowiłam dorzucić wspomniany ser....
Sąsiad wcześniej powiedział, że lubi takie sery....
Jakie było moje zdziwienie, gdy wstałam następnego dnia, a w lodówce śmierdzi jeszcze gorzej....
Okazało się, że zamiast sera, który jak wspomniałam, był owinięty w złotko, dałam sąsiadowi .... niezjedzoną kanapkę z podróży...
Ja się kiedyś zastrzelę....

Annika,umarłam ze śmiechu hahahahah No jaka Ty urocza jesteś,naprawde hahahahahah
12 grudnia 2014 14:59 / 12 osobom podoba się ten post
Dziewczynki, ja zadzwoniłam z przeprosinami do żony sąsiada jak się zorientowałam. Sąsiadka powiedziała, że sąsiad kanapkę zjadł i była bardzo dobra (z kotletem mielonym), a później jak już dostał ten wspomniany ser, to on zadzwonił i powiedział, ze kanapka z mielonym była smaczniejsza od sera
12 grudnia 2014 19:44 / 7 osobom podoba się ten post
Po przyjezdzie odpoczęłam ,ochłonęłam ,wiec napisze o mojej podróży do domu.
Szukałam jakiegoś przejazdu i wcale nie było łatwo,bo albo nie jechali tam gdzie mieszkam ,albo nie przez ta miejscowość co pracowałam.Wreszcie znalazłam Busa ,który jechał z Holandii na południe Polski.W rozmowie telefonicznej pan b.miły ,wszystko pięknie,cena 75E za przejazd ,więc zamówiłam.Miał przyjechać między 21-22godz.Przyjechał o 23godz 30min.Zapakowałam się do małego ,ciasnego,9 osobowego busika w którym wyczułam opary alkoholu.Za mną siedział duży pies z właścicielem.Ujechaliśmy kilkanaście km ,a tu głos,,będę rzygał''.O 3godz 30 min dojechaliśmy do jakiegoś parkingu w okolicach Berlina.Kierowca oznajmił,że ok 5godz przyjadą busy i będzie przesiadka.Siedziałam koło drzwi ,więc co chwilę musiałam wychodzić ,bo ktoś chciał wyjść.Minęło trzy godziny i trzydzieści minut i zaczęły przyjeżdżać busy.Zaczęła się sprzeczka , bo nie tylko ja ,ale jeszcze inne osoby twierdziły ,że mamy płacić 75E , a kierowcy szli w uparte ,że 80E.Nie byliśmy w stanie tego udowodnić,więc zapłaciliśmy.Około 7godziny rano wyruszyliśmy już większym busem po przesiadce.Kierowca marudny -cwaniak,ale co tam myśl o domu wszystko przygłuszyła.Gdy minęliśmy Śląsk kierowca zaczął prawie że zmuszać mnie ,żebym zadzwoniła do kogoś ,by po mnie wyjechał 80km przed miejscem docelowym ,bo stwierdził ,że z jedną osoba to mu się nie opłaci jechać .Ja zamawiałam bus z adresu pod adres i zagroziłam Policją ,jeżeli mnie nie odwiezie.Tak strasznie marudził ,ale pojechał.Naprawdę szczęśliwa byłam jak przekroczyłam próg domu.
Wiem ,że dużo osób z tego forum jeżdzi małymi busikami i pytam ,czy też takie przygody macie.Ja zawsze jezdziłam dużymi autokarami ,albo samochodami z Bla Bla Car i takich ,,cudów ''nie było .To był mój pierwszy raz i myślę ,że ostatni.