W domu :) #3

14 grudnia 2014 12:02 / 9 osobom podoba się ten post
Dziewczynki i chłopaczki moje kochane,,,witam was w niedziele!!! Wyspałam się a jakże właśnie wstałam.....o jejku jak mi dobrze...wczoraj miałam ogromny hałas w domu bo się wszyscy moi ,których kocham zlecieli także nawet nie miałam czasu odespać fatalnej drogi Sindbadem,ale cóz radość to rzecz najważniejsza...moje wnuki ukochane nie odstepowały mnie na krok,one bez babci są smutne,to sa ich słowa a maja 9 i 7 lat,więc chyba wiedzą co mówią..i vice versa...życzę Wam szybko mijającego czasu i spokojności,,,narazie się żegnam ....papatki
14 grudnia 2014 12:12 / 4 osobom podoba się ten post
Annika

Ja w końcu skończyłam się rozpakowywać i pochowałam walizkę na długi czas :-).
W Niemczech oprócz odrobiny chemii i kilku ciuszków kupiłam np. ser, ten z takich śmierdzących.
Po przyjeździe włożyłam go do lodówki i chociaż był zawinięty w złotko, to cała lodówka mi śmierdziała. Rafał powiedział, że nie będzie tego jeść, ja nawet nie mogłam się zbliżyć do lodówki, w końcu w ramach podziękowania dla sąsiada, który zajmował się mieszkaniem, bo Rafała też przez jakiś czas nie było, zrobiłam paczuszkę ze słodyczami dla jego dzieci, kawą, herbatką dla niego i żony i postanowiłam dorzucić wspomniany ser....
Sąsiad wcześniej powiedział, że lubi takie sery....
Jakie było moje zdziwienie, gdy wstałam następnego dnia, a w lodówce śmierdzi jeszcze gorzej....
Okazało się, że zamiast sera, który jak wspomniałam, był owinięty w złotko, dałam sąsiadowi .... niezjedzoną kanapkę z podróży...
Ja się kiedyś zastrzelę....

Annika, 
w moich hitach m-ca masz pierwsze miejsce haaa....ha...
 
:):):):):):)
14 grudnia 2014 12:44 / 1 osobie podoba się ten post
scarlet

Annika, 
w moich hitach m-ca masz pierwsze miejsce haaa....ha...
 
:):):):):):)

I w moich, też
Ja smieje sie jeszcze teraz...
Nic mnie tak nie rozbawiło jak ta opowieśc.
14 grudnia 2014 12:47 / 1 osobie podoba się ten post
Annika !!!!! Normalnie sie uryczałam !!!! Dobre !!!
15 grudnia 2014 17:37 / 3 osobom podoba się ten post
Potrzebuję Bednarskiego do pomocy. Otóż,  dzisiaj otrzymałam telefon od corki mojej byłej pdp z Wiednia z propozycja podjęcia pracy.Wprawdzie kasa ciut mniejsza ale Wieden .................przeciez to mowi samo za siebie.Matko, nie wiem co mam robić. Muszę wszystko przemyśleć .Decyzje muszę podjąć w przeciagu paru dni,Znam tych ludzi pracowałam dośc długo u nich uważam,że byle czego by mi nie załatwili.
 
Musze przespać to: jechac, nie jechać,jechać,nie jechać................................................
15 grudnia 2014 18:23 / 10 osobom podoba się ten post
Dobry wieczór!
Witam juz z Polski.
'Sindbad'' sie nie przewrócił
Numerek satysfakcjonujacy:))))
Tego mi było trzeba:)
15 grudnia 2014 18:59 / 1 osobie podoba się ten post
agama

Dobry wieczór!
Witam juz z Polski.
'Sindbad'' sie nie przewrócił
Numerek satysfakcjonujacy:))))
Tego mi było trzeba:)

Milego urlopu-wszystkiego dobrego-:))))))))))
15 grudnia 2014 19:29 / 3 osobom podoba się ten post
ivetta

Po przyjezdzie odpoczęłam ,ochłonęłam ,wiec napisze o mojej podróży do domu.
Szukałam jakiegoś przejazdu i wcale nie było łatwo,bo albo nie jechali tam gdzie mieszkam ,albo nie przez ta miejscowość co pracowałam.Wreszcie znalazłam Busa ,który jechał z Holandii na południe Polski.W rozmowie telefonicznej pan b.miły ,wszystko pięknie,cena 75E za przejazd ,więc zamówiłam.Miał przyjechać między 21-22godz.Przyjechał o 23godz 30min.Zapakowałam się do małego ,ciasnego,9 osobowego busika w którym wyczułam opary alkoholu.Za mną siedział duży pies z właścicielem.Ujechaliśmy kilkanaście km ,a tu głos,,będę rzygał''.O 3godz 30 min dojechaliśmy do jakiegoś parkingu w okolicach Berlina.Kierowca oznajmił,że ok 5godz przyjadą busy i będzie przesiadka.Siedziałam koło drzwi ,więc co chwilę musiałam wychodzić ,bo ktoś chciał wyjść.Minęło trzy godziny i trzydzieści minut i zaczęły przyjeżdżać busy.Zaczęła się sprzeczka , bo nie tylko ja ,ale jeszcze inne osoby twierdziły ,że mamy płacić 75E , a kierowcy szli w uparte ,że 80E.Nie byliśmy w stanie tego udowodnić,więc zapłaciliśmy.Około 7godziny rano wyruszyliśmy już większym busem po przesiadce.Kierowca marudny -cwaniak,ale co tam myśl o domu wszystko przygłuszyła.Gdy minęliśmy Śląsk kierowca zaczął prawie że zmuszać mnie ,żebym zadzwoniła do kogoś ,by po mnie wyjechał 80km przed miejscem docelowym ,bo stwierdził ,że z jedną osoba to mu się nie opłaci jechać .Ja zamawiałam bus z adresu pod adres i zagroziłam Policją ,jeżeli mnie nie odwiezie.Tak strasznie marudził ,ale pojechał.Naprawdę szczęśliwa byłam jak przekroczyłam próg domu.
Wiem ,że dużo osób z tego forum jeżdzi małymi busikami i pytam ,czy też takie przygody macie.Ja zawsze jezdziłam dużymi autokarami ,albo samochodami z Bla Bla Car i takich ,,cudów ''nie było .To był mój pierwszy raz i myślę ,że ostatni.

Jakbym czytała opis swojej podrózy z przed kilku lat: pies, odór alkoholu, chamski i sklęty kierowca, jakieś przesiadki w nocy i do teko koszmarny upał. Podróż 24 godz. zakończono 75 km od mojego miejsca docelowego. Nie popuściłam wtedy i przyjechał właściciel swoim autem i odwiózł mnie do domu. Od tamtego czasu wystrzegałam sie busików jak mogłam. Raz jeszcze musiałam szybko dostać sie z mojej " baniochy"( w moim środowisku nazywamy tam dziurę, zabita deskami, czyli wiadomo) na inną "baniochę" i tez pojechałam busikiem. Kierowca kulturka, z fajnym poczuciem chumoru, w busiku dyscyplinka i podróż super.Myślę, że komfort jazdy w duzym stopniu zależy od kierowcy. Kierowców jednak zatrudniają właściciele firm i jest jak jest.
16 grudnia 2014 13:47 / 4 osobom podoba się ten post
Zamiast odpoczywać to zmagam się ze swoim charakterem.Jestem z pod zodiakalnego  "Bliźniaka" i podjecie decyzji sprawia mi wiele problemow a i tak pozniej nie jestem zadowolona.Dzisiaj zmęczyłam ok 20 km rowerem ,jadąc rozważałam za i przeciew,porownywałam i gdybałam odnosnie zmiany Stelli.Mam jeszcze parę dni na podjęcie ostatecznej decyzji.Ale ja znam siebie - bedę sie teraz męczyć.Pogoda wiosenna kwiaty cebulowe juz w pełni wzrostu na wierzbie "kotki" a i leszczyna juz prezentuje napęczniałe pąki liścienne.Nie wiem czy to Boże Narodzenie idzie wielkimi  krokami czy to Wielkanoc.
16 grudnia 2014 13:51 / 2 osobom podoba się ten post
mleczko47

Zamiast odpoczywać to zmagam się ze swoim charakterem.Jestem z pod zodiakalnego  "Bliźniaka" i podjecie decyzji sprawia mi wiele problemow a i tak pozniej nie jestem zadowolona.Dzisiaj zmęczyłam ok 20 km rowerem ,jadąc rozważałam za i przeciew,porownywałam i gdybałam odnosnie zmiany Stelli.Mam jeszcze parę dni na podjęcie ostatecznej decyzji.Ale ja znam siebie - bedę sie teraz męczyć.Pogoda wiosenna kwiaty cebulowe juz w pełni wzrostu na wierzbie "kotki" a i leszczyna juz prezentuje napęczniałe pąki liścienne.Nie wiem czy to Boże Narodzenie idzie wielkimi  krokami czy to Wielkanoc.

Mleczko, już teraz wiem, dlaczego jesteście "DWIE" :)
16 grudnia 2014 13:57 / 2 osobom podoba się ten post
mleczko47

Potrzebuję Bednarskiego do pomocy. Otóż,  dzisiaj otrzymałam telefon od corki mojej byłej pdp z Wiednia z propozycja podjęcia pracy.Wprawdzie kasa ciut mniejsza ale Wieden .................przeciez to mowi samo za siebie.Matko, nie wiem co mam robić. Muszę wszystko przemyśleć .Decyzje muszę podjąć w przeciagu paru dni,Znam tych ludzi pracowałam dośc długo u nich uważam,że byle czego by mi nie załatwili.
 
Musze przespać to: jechac, nie jechać,jechać,nie jechać................................................

Widać że masz wielką ochotę i Wiedeń kusi. Wiesz że będzie dobrze. Jedź kobieto! Pozdrawiam Bednarski
16 grudnia 2014 14:06 / 4 osobom podoba się ten post
A ja jeszcze jade Sindbadem,potwierdzam ze jest wifi,ale nie w kazdym.Bo zaliczylam dwie przesiadki,w dwoch pierwszych nie bylo,dopiero w tym z Gliwic...
Umordowana,niewyspana ale domek juz prawie widac i to mnie trzyma przy życiu
No i hit dnia,z firmy dzwonili czy wracam do rodziny H.
Powiedzialam im -zeby wrócic tam,to najpierw musze do domu wrocić..,
No,oczywiscie,nie jarzyli,ze jeszcze w autobusie
Pozdrawam całe opiekunkowo,wytrwałosci i spokoju zycze tym co w D,a tym co w Pl,miłego wypoczynku.



16 grudnia 2014 14:07
Annika

Ja w końcu skończyłam się rozpakowywać i pochowałam walizkę na długi czas :-).
W Niemczech oprócz odrobiny chemii i kilku ciuszków kupiłam np. ser, ten z takich śmierdzących.
Po przyjeździe włożyłam go do lodówki i chociaż był zawinięty w złotko, to cała lodówka mi śmierdziała. Rafał powiedział, że nie będzie tego jeść, ja nawet nie mogłam się zbliżyć do lodówki, w końcu w ramach podziękowania dla sąsiada, który zajmował się mieszkaniem, bo Rafała też przez jakiś czas nie było, zrobiłam paczuszkę ze słodyczami dla jego dzieci, kawą, herbatką dla niego i żony i postanowiłam dorzucić wspomniany ser....
Sąsiad wcześniej powiedział, że lubi takie sery....
Jakie było moje zdziwienie, gdy wstałam następnego dnia, a w lodówce śmierdzi jeszcze gorzej....
Okazało się, że zamiast sera, który jak wspomniałam, był owinięty w złotko, dałam sąsiadowi .... niezjedzoną kanapkę z podróży...
Ja się kiedyś zastrzelę....

Już widzę minę sąsiada... hahahhah.... bezcenne
18 grudnia 2014 09:05 / 12 osobom podoba się ten post
Pogoda deszczowa brzydko,szaro-buro i nie bedzie światecznie wg prognoz pogody świeta po wodzie.W domu pracy sporo jak zwykle przed świetami.Praktycznie juz mam wszystko zrobione  dzisiaj dekorujemy dom.Czas też leci" jeszcze 16 dni i wracam na Stelle.Zostały mi jeszcze sprawy około świąteczne do załatwienia.Jutro pojade na grob mojej mamy to ok 150 km nie byłam w Swieto Zmarłych.
 
Mąż sprawia właśnie karpie jak co roku      - jest taki zwyczaj - że łuska z wigilijnego karpia noszona w portfelu zapewnia dostatek pieniędzy.Wybralam kilka sztuk takich  dorodnych,wysuszę i kazdy dostanie w wigilię w prezencie.Osobiscie nie wierzę w przesady,ale...................... trzeba jakies stare tradycje podtrzymywać bo wyzbedziemy sie reszty wspomnien z dzieciństwa.Miłego dnia wszystkim,a mleczko do roboty...... :):)
18 grudnia 2014 09:40
ivetta

Po przyjezdzie odpoczęłam ,ochłonęłam ,wiec napisze o mojej podróży do domu.
Szukałam jakiegoś przejazdu i wcale nie było łatwo,bo albo nie jechali tam gdzie mieszkam ,albo nie przez ta miejscowość co pracowałam.Wreszcie znalazłam Busa ,który jechał z Holandii na południe Polski.W rozmowie telefonicznej pan b.miły ,wszystko pięknie,cena 75E za przejazd ,więc zamówiłam.Miał przyjechać między 21-22godz.Przyjechał o 23godz 30min.Zapakowałam się do małego ,ciasnego,9 osobowego busika w którym wyczułam opary alkoholu.Za mną siedział duży pies z właścicielem.Ujechaliśmy kilkanaście km ,a tu głos,,będę rzygał''.O 3godz 30 min dojechaliśmy do jakiegoś parkingu w okolicach Berlina.Kierowca oznajmił,że ok 5godz przyjadą busy i będzie przesiadka.Siedziałam koło drzwi ,więc co chwilę musiałam wychodzić ,bo ktoś chciał wyjść.Minęło trzy godziny i trzydzieści minut i zaczęły przyjeżdżać busy.Zaczęła się sprzeczka , bo nie tylko ja ,ale jeszcze inne osoby twierdziły ,że mamy płacić 75E , a kierowcy szli w uparte ,że 80E.Nie byliśmy w stanie tego udowodnić,więc zapłaciliśmy.Około 7godziny rano wyruszyliśmy już większym busem po przesiadce.Kierowca marudny -cwaniak,ale co tam myśl o domu wszystko przygłuszyła.Gdy minęliśmy Śląsk kierowca zaczął prawie że zmuszać mnie ,żebym zadzwoniła do kogoś ,by po mnie wyjechał 80km przed miejscem docelowym ,bo stwierdził ,że z jedną osoba to mu się nie opłaci jechać .Ja zamawiałam bus z adresu pod adres i zagroziłam Policją ,jeżeli mnie nie odwiezie.Tak strasznie marudził ,ale pojechał.Naprawdę szczęśliwa byłam jak przekroczyłam próg domu.
Wiem ,że dużo osób z tego forum jeżdzi małymi busikami i pytam ,czy też takie przygody macie.Ja zawsze jezdziłam dużymi autokarami ,albo samochodami z Bla Bla Car i takich ,,cudów ''nie było .To był mój pierwszy raz i myślę ,że ostatni.

Ivetta, dałam Ci namiary na solidnego przewoźnika, to skusiłaś się chyba na tę promocję :/?
Jechałam z Monachium do Krakowa od 17 do 7 rano dnia następnego (o 17 odebrali mnie z pracy, o 7 byłam w Krakowie). Bus też dziewięcioosobowy, ale duży,wygodny (nie ma prównania z Sindbadem), pijanych nie zabierają, w środku nie wolno pić), więc wychodzi na to, że nie, na szczęście nie wszyscy mamy takie "przygody"..