Dzis przychodzi Gwiazdor, Mikolaj 6 grudnia
Dzis przychodzi Gwiazdor, Mikolaj 6 grudnia
Gwiazdor to był komunista.Ja wole Mikołaja,bo on daje a nie zabiera:):)
Gwiazdor – postać rozdająca prezenty w Wigilię Bożego Narodzenia występująca w Poznańskiem, na Ziemi Lubuskiej, Kujawach oraz na Warmii (a konkretnie tych ich części, które były pod zaborem pruskim), Kaszub i Kociewia.
Wywodzi się z dawnych grup kolędników, zaś nazwa od noszonej przez nich gwiazdy. Była to postać ubrana w baranicę i futrzaną czapę, z twarzą ukrytą pod maską lub umazanąsadzą. Gwiazdor nosił ze sobą wór z podarkami i rózgę. Odpytywał on dzieci z pacierza, znał dobre i złe uczynki i w zależności od wyniku wręczał prezent lub bił rózgą. Obecnie postać Gwiazdora upodobniła się do św. Mikołaja, zaś z dawnych atrybutów pozostała mu rózga, którą wymierza karę niegrzecznym dzieciom. Nadal jednak częsty jest zwyczaj obchodzenia domów przez osoby przebrane za Gwiazdora, które za opłatą wręczają prezenty i pytają domowników, przeważnie dzieci, o zachowanie w ciągu roku, znajomość modlitw, wierszy, bądź kolęd. Współcześnie na skutek migracji oraz wpływu mass-mediów i działalności centrów handlowych, część mieszkańców Wielkopolski i Kaszub porzuciło tradycję Gwiazdora na rzecz św. Mikołaja, nadal jednak w tych regionach znacznie popularniejszy jest Gwiazdor.

A wczoraj gadałam z bratową, która byla z małymi u swoich rodziców. 5letnia Julka dostała prezenty od Gwiazdora (u nas jest Gwiazdor) i tak powiedziała: "Mikołaj to wiem, ale jak wygdląda Gwiazdor? ma gwiazdki?" :)
Dziś znowu kupa prezentów od Gwiazdora i na jej urodziny.
No właśnie! Jak wygląda Gwiazdor? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam!
:D
Właśnie rozmawiałam ze zmienniczką. Wyzywa na tamto miejsce. Mówi, że trzeba cały czas udawać, że się robi i siedzieć cały czas z nimi, mówi, ze nigdy już nie wróci. Ja robiłam to co do mnie należało i byłam u siebie w pokoju, oczywiście przy otwartych drzwiach. Zmienniczka miała problem z ząbkiem, bo koronka jej wypadła i zadzwoniła do firmy. Firma przy okazji porozmawiała też z Babcią, bo Dziadek nie może mówić. I co firma się dowiedziała o mnie? - że wstawałam o 8, a to nie jest prawda, bo o 6 byłam już na nogach, że nic nie robiłam - chyba jeszcze nigdy nie narobiłam się tyle, co przy tej Babci i to w zasadzie bez należnej mi przerwy (cały czas do dyspozycji, bo albo pompa piszczy, albo coś chcą).
Zadzwoniłam do syna Babci dzisiaj i porozmawiałam z nim. Powiedziałam o tych nowinkach. Powiedziałam, że jest mi obojętnie, gdzie będę pracować, ale nie życzę sobie takich kłamstw na mój temat. Pracuję już dość długo jako opiekunka i nigdy jeszcze nie zdarzyło się się coś takiego, że była jakakolwiek skarga na mój temat i nie chcę, aby ktoś tak kłamliwie mi coś zarzucał. Syn zna prawdę , bo widział wszystko. Powiedział, że zadzwoni do firmy albo wyśle do niej maila ze sprostowaniem i będzie nalegał, abym tutaj wróciła. Jak powiedziałam, że mi na tym nie zależy, bo ja pracę będę miała, to powiedział, że zrobi wszystko, abym wróciła, bo mieli spokój jak ja byłam. Wszystko było załatwione, z lekarką i z Pflege, to rozumiałyśmy się bez słów.
Tyle, że mi w ogóle na tym nie zależy, chcę tylko, aby firma znała prawdę.
Mąż zrobił mi na Gwiazdkę prezent - dostałam kota :-). To w zasadzie taki nasz wspólny prezent. Znaleźliśmy ogłoszenie w internecie, że jest kotka Frania do odebrania, ma 4,5 msc. Pojechaliśmy tam wczoraj, wcześniej zakupując cały "osprzęt". Ta mała kotka okazała się większa od swojej mamy, no i okazało się też, że jest o 2 msc starsza. Ale była taka słodka. Powiedziałam mężowi, aby dał jej właścicielce - ok 10 letniej dziewczynce 20 zł za kotka :-). Jej mama kazała oddać nam pieniążki, ale powiedziałam, ze jak nie weźmie, to kotek nie będzie się nam dobrze "chował". Dziewczynka bardzo się ucieszyła. Kotka dowieźliśmy do domku. Na miejscu okazało się, ze to nie Frania, tylko prawdopodobnie Franek :-) ale pewni nie jesteśmy, więc musimy poczekać na wizytę u weterynarza.
Obok w bloku sąsiad ma również kota i też mieszka na parterze jak my. Ma taką długa smycz i spuszcza kotkę na szelkach z okna i kotek sobie na długość tej smyczy biega po trawie. Mąż powiedział, ze też tak będzie robił. Kupiliśmy więc 5 metrową smycz. Oczywiście nasz kotek ma kuwetkę z żwirkiem, ale mąż wypróbował takiego spacerku, bo kotek przez większość dnia nie chciał się załatwić do kuwetki, chociaż wiele razy go tam wkładałam :-). Powiedziałam Rafałowi, że pewnie nie jest nauczony, bo "pochodzi" z domu z ogródkiem. Za moją więc radą, Rafał wziął kota na smycz i wyszedł z nim przed blok, aby kotek załatwił się w warunkach zbliżonych do dotychczasowych :-), aby mu to ułatwić, rozciągnął smyczkę na całe 5 metrów i .... ani się nie obejrzał, a kot znalazł się na drzewie ....., z którego bał się zejść, a później już nie mógł, bo smycz zaplątała się w gałęzie. O 24.20 mąż właził na drzewo i ściągał kota. Boże, mam nadzieję, że wszyscy byli na Pasterce i nikt z sąsiadów tego nie widział :-), bo pewnie dzisiaj to będzie już na FB...
Poszliśmy później do łóżka i po jakiś 2 minutach od położenia się, słyszymy jak nasza Frania lub Franek grzebie w kuwetce.... Oj, złośliwa bestia ....
Trzeba najpierw samemu nasiusiac do tej kuwety
i kotek by wiedział, oco tak naprawdę chodzi...
co?