W domu :) #3

25 grudnia 2014 12:55
teresadd

Ja też całe wieki na Wigilie robię karpie w galarecie.Bez galarety nie ma świąt.I robieę tak jak Mleczko. Ale dodaję żelatyny bo zawsze 
się boję że mi się nie zetnie.Moją zrobię jutro ,mam 6 głów  to może obędzie się bez żelatyny.Annika nie bój się nie otrujesz się rybą w galarecie.

U mnie są swięta bez galarety(rodzina specjalnie nie przepada za nią).
25 grudnia 2014 13:01
Kotki to mają fajnie
 Ja lubie
25 grudnia 2014 13:30 / 3 osobom podoba się ten post
Dzien Bozego Narodzenia wszyscy sobie składaja zyczenia zdrowia szczescia pomyslnosci,i na Nowy Rok pomyslnosci dzis zycze wam lepszczego jutra lepszego Nowego Roku!!Zeby nietrzeba było opuszczac rodzin w te szczegolne Swieta!!Miłego jeszcze dnia wam zycze!!!
25 grudnia 2014 13:44 / 6 osobom podoba się ten post
Byłam w kościele. I poczułam się lepiej .Bo w De z tym różnie bywa.Wesołych Świąt życzę wszystkim.
25 grudnia 2014 13:51 / 4 osobom podoba się ten post
Annika

Mąż zrobił mi na Gwiazdkę prezent - dostałam kota :-). To w zasadzie taki nasz wspólny prezent. Znaleźliśmy ogłoszenie w internecie, że jest kotka Frania do odebrania, ma 4,5 msc. Pojechaliśmy tam wczoraj, wcześniej zakupując cały "osprzęt". Ta mała kotka okazała się większa od swojej mamy, no i okazało się też, że jest o 2 msc starsza. Ale była taka słodka. Powiedziałam mężowi, aby dał jej właścicielce - ok 10 letniej dziewczynce 20 zł za kotka :-). Jej mama kazała oddać nam pieniążki, ale powiedziałam, ze jak nie weźmie, to kotek nie będzie się nam dobrze "chował". Dziewczynka bardzo się ucieszyła. Kotka dowieźliśmy do domku. Na miejscu okazało się, ze to nie Frania, tylko prawdopodobnie Franek :-) ale pewni nie jesteśmy, więc musimy poczekać na wizytę u weterynarza.
Obok w bloku sąsiad ma również kota i też mieszka na parterze jak my. Ma taką długa smycz i spuszcza kotkę na szelkach z okna i kotek sobie na długość tej smyczy biega po trawie. Mąż powiedział, ze też tak będzie robił. Kupiliśmy więc 5 metrową smycz. Oczywiście nasz kotek ma kuwetkę z żwirkiem, ale mąż wypróbował takiego spacerku, bo kotek przez większość dnia nie chciał się załatwić do kuwetki, chociaż wiele razy go tam wkładałam :-). Powiedziałam Rafałowi, że pewnie nie jest nauczony, bo "pochodzi" z domu z ogródkiem. Za moją więc radą, Rafał wziął kota na smycz i wyszedł z nim przed blok, aby kotek załatwił się w warunkach zbliżonych do dotychczasowych :-), aby mu to ułatwić, rozciągnął smyczkę na całe 5 metrów i .... ani się nie obejrzał, a kot znalazł się na drzewie ....., z którego bał się zejść, a później już nie mógł, bo smycz zaplątała się w gałęzie. O 24.20 mąż właził na drzewo i ściągał kota. Boże, mam nadzieję, że wszyscy byli na Pasterce i nikt z sąsiadów tego nie widział :-), bo pewnie dzisiaj to będzie już na FB...
Poszliśmy później do łóżka i po jakiś 2 minutach od położenia się, słyszymy jak nasza Frania lub Franek grzebie w kuwetce.... Oj, złośliwa bestia ....

Moja koleżanka miała sytuację identyczną. Tylko nie miała męża i nie mial kto na drzewo za kotkiem wejść. Obdzwaniała znajomych, żeby ktoś pomógł i jeden kolega pomógł-zadzwonił po straż pożarną. Jak przyjechali to kotka zdjęli z drzewa ale poprosili żeby tak nie robić bo następnym razem wystawią rachunek. Ja uciekłam bo też nie chciałam byc na FB, cały tłum się przyglądał po co straż...............
25 grudnia 2014 17:08 / 1 osobie podoba się ten post
Annika

Mąż zrobił mi na Gwiazdkę prezent - dostałam kota :-). To w zasadzie taki nasz wspólny prezent. Znaleźliśmy ogłoszenie w internecie, że jest kotka Frania do odebrania, ma 4,5 msc. Pojechaliśmy tam wczoraj, wcześniej zakupując cały "osprzęt". Ta mała kotka okazała się większa od swojej mamy, no i okazało się też, że jest o 2 msc starsza. Ale była taka słodka. Powiedziałam mężowi, aby dał jej właścicielce - ok 10 letniej dziewczynce 20 zł za kotka :-). Jej mama kazała oddać nam pieniążki, ale powiedziałam, ze jak nie weźmie, to kotek nie będzie się nam dobrze "chował". Dziewczynka bardzo się ucieszyła. Kotka dowieźliśmy do domku. Na miejscu okazało się, ze to nie Frania, tylko prawdopodobnie Franek :-) ale pewni nie jesteśmy, więc musimy poczekać na wizytę u weterynarza.
Obok w bloku sąsiad ma również kota i też mieszka na parterze jak my. Ma taką długa smycz i spuszcza kotkę na szelkach z okna i kotek sobie na długość tej smyczy biega po trawie. Mąż powiedział, ze też tak będzie robił. Kupiliśmy więc 5 metrową smycz. Oczywiście nasz kotek ma kuwetkę z żwirkiem, ale mąż wypróbował takiego spacerku, bo kotek przez większość dnia nie chciał się załatwić do kuwetki, chociaż wiele razy go tam wkładałam :-). Powiedziałam Rafałowi, że pewnie nie jest nauczony, bo "pochodzi" z domu z ogródkiem. Za moją więc radą, Rafał wziął kota na smycz i wyszedł z nim przed blok, aby kotek załatwił się w warunkach zbliżonych do dotychczasowych :-), aby mu to ułatwić, rozciągnął smyczkę na całe 5 metrów i .... ani się nie obejrzał, a kot znalazł się na drzewie ....., z którego bał się zejść, a później już nie mógł, bo smycz zaplątała się w gałęzie. O 24.20 mąż właził na drzewo i ściągał kota. Boże, mam nadzieję, że wszyscy byli na Pasterce i nikt z sąsiadów tego nie widział :-), bo pewnie dzisiaj to będzie już na FB...
Poszliśmy później do łóżka i po jakiś 2 minutach od położenia się, słyszymy jak nasza Frania lub Franek grzebie w kuwetce.... Oj, złośliwa bestia ....

A ja czekam, jeśli masz taką możliwość, na zdjęcie Franusia/Frani w odpowiednim wątku.
Witam w klubie pieskokotkowym haaa...haaa
 
Usmiech dla Pana Rafała za pomysła..
:))))))))))))))
25 grudnia 2014 18:24
scarlet

A ja czekam, jeśli masz taką możliwość, na zdjęcie Franusia/Frani w odpowiednim wątku.
Witam w klubie pieskokotkowym haaa...haaa
 
Usmiech dla Pana Rafała za pomysła..
:))))))))))))))

Chętnie, tylko muszę przeczytać jak to się robi :)
25 grudnia 2014 20:07
Wdomu czyli u mnie nad morzem śnieg:)Zaczęło padac ok południa i pada jeszcze,Długo sie nie utrzyma bo na plusie temperatura ale póki co mąż mówi ,że jest biało:)
25 grudnia 2014 21:50 / 3 osobom podoba się ten post
Sąsiedzi drą mordy.
Impreza na całego.
Własnie spiewają to:


26 grudnia 2014 01:34 / 4 osobom podoba się ten post
U mnie wczoraj tak dosypało:
 
Kilka razy prąd uciekał, nie ma zamiaru śnieg tak szybko zniknąć. Z dachu kilka lawin poleciało...
26 grudnia 2014 06:29 / 3 osobom podoba się ten post
Witam wszystkich ciepło i świątecznie :)
Podróż do domu trwała nieco dłużej z powodu pożaru innego samochodu na niemieckiej "dwójce" i po 17 godzinach wyszłam z autokaru padnięta i szczęśliwa. Od razu na zakupy i kolejne godzinki w tył. Jak już około południa dotarłam do domu to zaczęła się "praca właściwa" czyli gary mimo wszystko.
Nadmiar stresów, nerwów, przemęczenie, permanentny brak snu od miesiąca i ogólne rozbicie doprowadziły do tego że w momencie kiedy praktycznie kończyliśmy i można było siadać do stołu - ja odpłynęłam. Dosłownie. Dobrze że syn stał dwa kroki ode mnie i złapał moją głowę kilka centymetrów nad płytkami. Zanim mnie docucili to chyba dość sporo upłynęło bo wszystko zdążyło wystygnąć. Koniec końców wieczerza była lekko opóźniona.
Jak widać spanie nadal jest zaburzone i nie wiem co to za jakieś dziwne "coś" bo ja z natury śpioch byłam :)))

A co tam, ważne że jeszcze dwa dni w domu będę i jeszcze dwa dni cieszę się rodzinką :)
Miłego dnia życzę wszystkim!
26 grudnia 2014 06:49 / 4 osobom podoba się ten post
Lili

Witam wszystkich ciepło i świątecznie :)
Podróż do domu trwała nieco dłużej z powodu pożaru innego samochodu na niemieckiej "dwójce" i po 17 godzinach wyszłam z autokaru padnięta i szczęśliwa. Od razu na zakupy i kolejne godzinki w tył. Jak już około południa dotarłam do domu to zaczęła się "praca właściwa" czyli gary mimo wszystko.
Nadmiar stresów, nerwów, przemęczenie, permanentny brak snu od miesiąca i ogólne rozbicie doprowadziły do tego że w momencie kiedy praktycznie kończyliśmy i można było siadać do stołu - ja odpłynęłam. Dosłownie. Dobrze że syn stał dwa kroki ode mnie i złapał moją głowę kilka centymetrów nad płytkami. Zanim mnie docucili to chyba dość sporo upłynęło bo wszystko zdążyło wystygnąć. Koniec końców wieczerza była lekko opóźniona.
Jak widać spanie nadal jest zaburzone i nie wiem co to za jakieś dziwne "coś" bo ja z natury śpioch byłam :)))

A co tam, ważne że jeszcze dwa dni w domu będę i jeszcze dwa dni cieszę się rodzinką :)
Miłego dnia życzę wszystkim!

witaj Lili...tak lekce sobie nie waz twojego zemdlenia...do doktora a nie do de....
26 grudnia 2014 06:52 / 2 osobom podoba się ten post
Lili

Witam wszystkich ciepło i świątecznie :)
Podróż do domu trwała nieco dłużej z powodu pożaru innego samochodu na niemieckiej "dwójce" i po 17 godzinach wyszłam z autokaru padnięta i szczęśliwa. Od razu na zakupy i kolejne godzinki w tył. Jak już około południa dotarłam do domu to zaczęła się "praca właściwa" czyli gary mimo wszystko.
Nadmiar stresów, nerwów, przemęczenie, permanentny brak snu od miesiąca i ogólne rozbicie doprowadziły do tego że w momencie kiedy praktycznie kończyliśmy i można było siadać do stołu - ja odpłynęłam. Dosłownie. Dobrze że syn stał dwa kroki ode mnie i złapał moją głowę kilka centymetrów nad płytkami. Zanim mnie docucili to chyba dość sporo upłynęło bo wszystko zdążyło wystygnąć. Koniec końców wieczerza była lekko opóźniona.
Jak widać spanie nadal jest zaburzone i nie wiem co to za jakieś dziwne "coś" bo ja z natury śpioch byłam :)))

A co tam, ważne że jeszcze dwa dni w domu będę i jeszcze dwa dni cieszę się rodzinką :)
Miłego dnia życzę wszystkim!

Lili nie wygłupiaj się, marsz do doktora chociaż morfologie i podstawowe machnij .
26 grudnia 2014 06:57 / 2 osobom podoba się ten post
Lili

Witam wszystkich ciepło i świątecznie :)
Podróż do domu trwała nieco dłużej z powodu pożaru innego samochodu na niemieckiej "dwójce" i po 17 godzinach wyszłam z autokaru padnięta i szczęśliwa. Od razu na zakupy i kolejne godzinki w tył. Jak już około południa dotarłam do domu to zaczęła się "praca właściwa" czyli gary mimo wszystko.
Nadmiar stresów, nerwów, przemęczenie, permanentny brak snu od miesiąca i ogólne rozbicie doprowadziły do tego że w momencie kiedy praktycznie kończyliśmy i można było siadać do stołu - ja odpłynęłam. Dosłownie. Dobrze że syn stał dwa kroki ode mnie i złapał moją głowę kilka centymetrów nad płytkami. Zanim mnie docucili to chyba dość sporo upłynęło bo wszystko zdążyło wystygnąć. Koniec końców wieczerza była lekko opóźniona.
Jak widać spanie nadal jest zaburzone i nie wiem co to za jakieś dziwne "coś" bo ja z natury śpioch byłam :)))

A co tam, ważne że jeszcze dwa dni w domu będę i jeszcze dwa dni cieszę się rodzinką :)
Miłego dnia życzę wszystkim!

Lili omdlenia, zasłabnięcia, Nie biorą się z nikad.
Pamiętaj,,, idz do Lekarza,,,
26 grudnia 2014 09:20
Malgi

U mnie wczoraj tak dosypało:
 
Kilka razy prąd uciekał, nie ma zamiaru śnieg tak szybko zniknąć. Z dachu kilka lawin poleciało...

U mnie tez ale mniej sniegu jest. -3 stopnie.