W domu :) #3

27 grudnia 2014 14:19 / 2 osobom podoba się ten post
Byłam w mieście. u nas się mówi "idę do miasta".
Pustki straszne.
Sklepy pozamykane, nieliczne czynne. Ludzi wymiotło normalnie.
Wrócilam z trofeami: gin i tonik :D
27 grudnia 2014 14:25
A cytrynkę masz do tego????
27 grudnia 2014 15:36
Impala

A cytrynkę masz do tego????

no ba!
:D
27 grudnia 2014 15:37 / 1 osobie podoba się ten post
amelka

O Lena, fajnie, że jesteś.
Pozdrowienia :-))

Dawno Cie nie widziałam!
Czytam ze zęby Ci nie dają spokoju?
27 grudnia 2014 15:37
lena.siedem

no ba!
:D

dawaj troche,wspomoz zdolowana kolezanke....o suchym pysku siedze i wq...na na caly swiat
27 grudnia 2014 15:43 / 1 osobie podoba się ten post
Ależ prosze bardzo!
gin Stocka mam i Kinleya tonic. Wystarczy! :)))))))))
27 grudnia 2014 15:52 / 1 osobie podoba się ten post
lena.siedem

Ależ prosze bardzo!
gin Stocka mam i Kinleya tonic. Wystarczy! :)))))))))

w zupelnosci.zyczliwa z ciebie kolezanka
27 grudnia 2014 16:25 / 2 osobom podoba się ten post
lena.siedem

Byłam w mieście. u nas się mówi "idę do miasta".
Pustki straszne.
Sklepy pozamykane, nieliczne czynne. Ludzi wymiotło normalnie.
Wrócilam z trofeami: gin i tonik :D

U mnie tez się mówi "ide do miasta" . ;)
27 grudnia 2014 16:44 / 1 osobie podoba się ten post
U mnie też się mówi-idę do miasta-iak idę np. coś kupić,czy przejść się
Ale jak się mówiło-idę w miasto-znaczy się rajd po knajpach będzie (tylko już się tak nie mowi,bo knajp ci u nas nie ma)
27 grudnia 2014 17:17 / 1 osobie podoba się ten post
U nas tak samo :)
W ogóle nie wiem skad się to wzięło, bo od kiedy pamiętam tak mówili tu wszyscy.
Ziemie odzyskane. Tu tygiel ludności powojennej napływowej z Polski, Prus i kresów. Więc oni musieli przynieśc to ze sobą.
27 grudnia 2014 17:21 / 1 osobie podoba się ten post
U mnie tak samo "do miasta".A jak mówiłyście idąc na podwórko?Ja -"idę na dwór",koleżanka "na pole".
27 grudnia 2014 17:24 / 2 osobom podoba się ten post
kasia63

U mnie tak samo "do miasta".A jak mówiłyście idąc na podwórko?Ja -"idę na dwór",koleżanka "na pole".

na dwór mówiłam.
ale częsciej: na trzepak :D
27 grudnia 2014 17:31 / 5 osobom podoba się ten post
Mam dola na maksa,jak patrze na swoja spakowana torbe ,ten ostatni dzien w domu to dla  mnie horror ,nie cierpie takiego dnia ,jutro kierunek Niemcy,pozdrawiam jeszcze tych co ciesza sie domowym ogniskiem,jutro juz niestety po drugiej stronie,..zal wyjezdzac z domu i zostawiec wszystko i wszystkich.
27 grudnia 2014 17:38 / 3 osobom podoba się ten post
magdzie

Mam dola na maksa,jak patrze na swoja spakowana torbe ,ten ostatni dzien w domu to dla  mnie horror ,nie cierpie takiego dnia ,jutro kierunek Niemcy,pozdrawiam jeszcze tych co ciesza sie domowym ogniskiem,jutro juz niestety po drugiej stronie,..zal wyjezdzac z domu i zostawiec wszystko i wszystkich.

Za to w Święta w domu byłaś a my biedne żuczki nie:(
Magdzie -kto lubi ten ostatni dzień,nikt chyba:(Na długo tym razem?
27 grudnia 2014 17:42 / 7 osobom podoba się ten post
Witajcie,u mnie zima na całego całe - 4 st i trochę śniegu. Wybrałyśmy się dziś z corką do centrum handlowego po drobiazgi do nowo wynajętego mieszkania w Warszawie blizej uczelni,bo z poprzedniego musiała godznę dojezdzać. Pojechałam przed świętami po moje dziewczyny do tego mieszknia i prawie zawału dostałam. Moja córka postanowiła tam remont mały zrobić bo właściciel jej pozwolił i jak się dorwała to przewrociła wszytsko do góry nogami. Sajgonu większego nie widzailam jak żyję,szafki w kuchni zdjęte,świeża farba na wszystkich ścianach,sufity jej zostały do pomalowania ,zdemontowane łózko,a materac położyła na....paletach bo teraz tak modnie .... sajgon niesamowity,a ja myślałam ,że zemdleję jak to wszystko zobaczyłam.
No i okazało się,że potrzebne kilka garczków,pojemniczki na drobazgi,czajnik elektryczny, koszyczki,pierdółeczki.
Zabiera mi ekspres do kawy,mikrofalówkę,toster a nawet sendwich bo tam tego nie ma a jej by się przydało,bo mamy i tak przeceż w domu nie ma no to co ma się kurzyć he,he Oj mówię wam,nie znałam własnego dziecka. Całe szczęście,że właściciel jest luzakiem,zadzwoniłam do niego i mu opowiedziałam o tajfunie w jego mieszkaniu ,a on się z tego tylko śmiał.
Miałyśmy tam spędzić Sylwestra ,ale w takich okolicznościach to jednak zostaniemy w domu ,a zawiozę moje dziewczyny 1-go do Warszawy.