"Moja" Babcia ma jakiś wstręt do wychodzenia na świeże powietrze. Za nic się Jej nie da zmusić, no chyba że do fryzjera. Jeździmy tam w każdą sobotę. Znalazłam jednak na Nią sposób :-). Babcia bardzo nie lubi kotów, a ja uwielbiam. Przychodzi tutaj taki jeden śliczny biało-rudy :-). W ogródeczku , tuż przed kuchennym oknem, jest takie małe oczko wodne i tam kąpią się ptaszki. Siłą faktu, kot to wyczuwa i też tam przychodzi z nadzieją, ze jakiegoś upoluje, a jak się nie uda, to przynajmniej się wody napije. Zaprzyjaźniłam się z tym kotem, podrzucam mu różne smaczne kąski (tak aby Babcia nie widziała, bo Dziadek wie, bo mnie przyłapał :-) ). I wtedy wystarczy moje hasło : "kot w ogródku", a Babcia w pogoń za kotem . Zrobi sobie taką przebieżkę, to tylko na dobre Jej wyjdzie :-).Dziadek pomysł podchwycił i teraz sam Babci pokazuje, że kot jest i ciągnie Ją w stronę okna, a później chwila spokoju od Babci:-)
