08 grudnia 2014 19:11 / 4 osobom podoba się ten post
fadoIvanilia40, kto robi zakupy? Kto jest za babcię w rodzinie odpowiedzialny? Musisz pogadać o pieniądzach z kims z rodziny. Nie pozwalaj sobie, by Ci babcia wydzielała porcje jedzenia! Miałam już raz taką skąpą babcię. Zakupy robiłyśmy wspólne. Babcia zabierała przezornie tylko swój rolator z małym koszyczkiem na zakupy. Wózka nie potrzebowała. Najpierw pytałam babcię co nam potrzeba, albo czekałam na jej akceptację moich zakupów, kiedy zorientowałam się, że z tą polityka daleko nie pojadę, kupowałam wrew fochom babci to czego było mi trzeba: genug owoców i warzyw i świeżego, zamiast mrożonego jedzenia. Jakoś udało mi się ją przestawić. Nie chciałam jeść sniadań tylko na słodko, na sół zawitały moje ulubione sery. Babcia się z początku krzywiła, ale potem przywykła do tego obrzydliwego menu. Robiła mi czasem uwagi, że za dużo nakupiłyśmy, ale ani mi w głowie było cokolwiek odnosić na półkę. Jak nie będziesz stanowcza, to nic sie nie zmieni. Pisałam też już o tym, że latem byłam u rodziny, gdzie za mało dostawałam na zakupy. Po rozmowie z synem dorzucili mi jednak do wydatków, mało tego na pożegnanie, mimo, że nie byłam tak oszczędna w podziękowaniu wrzucili do koperty 50 euro. Jeśli coś nie gra, nie bójmy się o tym rozmawiać z rodziną. Nie daj się babci Ivanilia!
Zakupy robi pdp,ona decyduje co kupić i gdzie kupić,nigdy mnie nie pyta co dla mnie ale....przecież nowicjuszką nie jestem i nie patrząc na jej fochy od początku wkładam produkty,które ja lubię. Babcia,żeby podkreślić swoją wyższość wyrzuciła mi ostatnio moje pomidory ( ona nie jada) i paprykę,nawet mi o tym nie powiedziała. Zapytałam gdzie moje warzywa to powiedziała,że już wyglądały nieświeżo. Zakupy robimy w środy i soboty więc do pojutrza jestem bez warzyw. Sama mogłabym kupić ale nie odda mi pieniędzy. Włożyłam do koszyka jabłka,więc babcie nagle naszła ochota na te właśnie owoce i już zjadła wszystkie hihi.
Z córkami rozmawiałam wielkrotnie,o dawaniu mi oddzielnych pieniędzy nie ma mowy,bo pdp ma swoje pieniądze i ona za wszystko sama płaci ( nawet mojej agencji),poza tym pdp jest bardzo zamożna i trzyma swoją rodzinę w szachu,nikt nie odważy się jej zwrócić uwagi żeby przypadkiem nie zostać wydziedziczonym.
Od kilku dni zaczęłam się buntować jesli chodzi o wydzielanie pieczywa,skutek taki,że na kolację dziesiejszą z zamrażalnika wyjęte były 4 kromki chleba ( do zamrażalki ona ma tylko dostęp,bo drzwi zamykane są w spiżarni na klucz). Obiadu nie było bo wróciłyśmy póżno ze Stuttgartu,więc była kawa i 2 kromki placka drożdżowego,ja dorobiłam sobie jeszcze kanapkę i to ją tak wkurzyło,dlatego na kolację już wydzieliła.
Zastanawiam się czy warto jest się z nią szarpać,nie mogę liczyć na wsparcie rodziny,choć mi współczują i próbują łagodzić sytuację,ja mam chyba dość. Przede mną były dwie opiekunki po 2 miesiace i żadna nie wróciła,ja miałam być pierwszą ,która miała wrócić,ale chyba dam sobie spokój.