Na wyjeździe #17

09 grudnia 2014 15:30 / 2 osobom podoba się ten post
Lili

Cóż, moim zdaniem nie masz do końca racji :) Jeśli ktoś przez całe albo większość swojego życia miał jakieś nawyki (żywieniowe, ruch fizyczny itp) to na starość nikt nie będzie go w stanie przenicować na wylot. Zakazywanie czy nakazywanie przyjmowania nielubianych napojów, pożywienia przyniosą skutek odwrotny do zamierzonego. Tak jak Mleczko napisała - jak już nie ma zdrowia takiego jak kiedyś, a w umysle szaleje demencja czy inne choroby to zmuszanie mija się z celem nawet wzaiąwszy pod uwagę to że ulubione coś jest mniej zdrowe... 

Owszem, masz racje, ale moj post dotyczyl rozmowy (pisania), a nie jednej wypowiedzi. Nie mam zamiaru nikogo zmuszac do zmiany nawykow, ale mialam kiedys podopieczna, ktora po 5 min, czy 10-ciu zapominala, ze jadla, wiec jadla bardzo duzo w tedy gdy mnie nie bylo w poblizu. PDP choruje na nerki i ma 3 razy tygodniowo dializy, wiec nabierala w szybkim tempie kilagramy. Lekarz lapal sie za glowe, bo ta nadwaga byla istotna w dlugosci podawanych dializ, 2, 3 a nawet do 4 godzin co wplywal niekorzystnie na jej zdrowie. Lekarz kazal jej schudnac, ale jak to zrobic jak ona jadla i jadla. Jak zaczelam ja pilnowac, to bardzo sie denerwowala i w nocy szla jesc, wiec rodzina pdp wstawila do garazu druga lodowke (pdp o tym nie wiedziala), w ktorej mozna bylo trzymac jedzenie, a w kuchni stala lodowka niestety pusta, aby aby... I jak myslisz, mialam przymknac oczy i udawac, ze nic nie widze, bo lubi pojesc wiecej? Ot, nawyk....
 
 
09 grudnia 2014 15:31
fado

Dziadek też zostanie tak pochowany, jak Twoja Oma, skarlet. Zaplanował sobie to juz przed 17 laty. Nie zyczył sobie żadnej ceremonii z księdzem w roli głównej. Był zagorzałym przeciwnikiem kościoła. Babcia natomiast jest i była pobożną ewangeliczką. Dziadek jednak to szanował. Był mądrym i oczytanym facetem. Dzięki pracy dużo podróżował. Kiedy powiedziałam mojemu mężowi, że tak pochowają dziadka, stwierdził, że wymyślił sobie już kiedyś taki sposób, bo z kościołem niewiele mamy oboje wspólnego. Niewiem jeszcze kiedy zostaną spalone zwłoki i kiedy rodzina prochy dziadka rozsypie gdzieś w lesie. Wiecie może, czy u nas w ogóle dozwolony jest taki pochówek? Palenie zwłok , oczywiscie tak, ale rozsypanie prochów w lesie, prędzej zakopanie pod drzewem w urnie.

Wydaje mi sie ze u nas chyba jest niedozwolony taki pochowek.Palenie zwlok tak---ale pochowek chyba tylko na cmentarzu.Chociaz to troche nielogiczne bo jesli osoba niewierzaca chce byc skremowana to gdzie mialaby byc pochowana.Chociaz osoby niewierzace chowane w tradycyjny sposob tez sa chowane na cmentarzach.Moze ktos wie lepiej ---niech sie wypowie.
09 grudnia 2014 15:34
Napiszę ile kosztuje taki pochówek, jak zajrzę do ulotki, z zakładu pogrzebowego. Był tam cennik, zaponiałam wziąć to ze sobą na przerwę. Jestem sama ciekawa.
09 grudnia 2014 15:39 / 4 osobom podoba się ten post
Są jeszcze tacy, którzy wierzą w Boga, ale nie znajdują dla siebie właściwego i przekonującego dla nich kościoła. To agnostycy i być może dziadek był właśnie taką osobą. Ktoś kto jest przeciw kościelnej władzy, hierarhii itp. nie oznacza, że nie dopouszcza istnienia Boga.
09 grudnia 2014 15:41
fado

Są jeszcze tacy, którzy wierzą w Boga, ale nie znajdują dla siebie właściwego i przekonującego dla nich kościoła. To agnostycy i być może dziadek był właśnie taką osobą. Ktoś kto jest przeciw kościelnej władzy, hierarhii itp. nie oznacza, że nie dopouszcza istnienia Boga.

Ot... prawda
09 grudnia 2014 15:46
fado

Są jeszcze tacy, którzy wierzą w Boga, ale nie znajdują dla siebie właściwego i przekonującego dla nich kościoła. To agnostycy i być może dziadek był właśnie taką osobą. Ktoś kto jest przeciw kościelnej władzy, hierarhii itp. nie oznacza, że nie dopouszcza istnienia Boga.

Mój ostatni pdp był właściwie wierzący(wyznawca kościoła ewangelickiego) - dobry człowiek - ale nie odczuwał potrzeby chodzenia do kościoła:)
09 grudnia 2014 15:48 / 6 osobom podoba się ten post
W swojej karierze opiekunki, byłam na dwóch pogrzebach w Niemczech , przy czym pierwszy, to był pogrzeb mojego podopiecznego. Nie życzył sobie ani księdza, ani ceremonii, ani normalnego grobu. To się i nich nazywa Gruene Wiese, w sensie, że pochówek na łące (cmentarnej) . Najpierw pożegnaliśmy go w krematorium, czyli ja i najbliższa rodzina, a wyglądało to tak, że trumna do pieca wjeżdzała przy ulubionej muzyce zmarłego, a my w drugim pomieszczeniu za szklaną scianą odprowadzaliśmy ją spojrzeniami.Następnie rozeszliśmy się do domów, aby po 6 godzinach znów przybyc na cmentarz . Urna stałą juz w domu pogrzebowym, czy tez kosciółku jak kto woli, prcownik koscioła przypominający strojem kominiarza powiozł szczątki takim małym wózeczkiem na kawałek trawki i tam urna pozostała( pewnie pózniej ją zasypał) Zdziwienie moje było ogromne, bo pierwszy raz coś takiego widziałam, ani tabliczki, ani tak zwanego pokropku, prawnuki pomachały do nieba rączkami z okrzykiem pa pa Opa i to wszystko. Wieczorem odbyła się konsolacja, gdzie zaproszeni byli przyjaciele i rodzina podopiecznego. A w miedzy czasie, juz po odprowadzeniu urny na te łączkę, udalismy się na Flohmarkt. Jesli chodzi o kwiaty, to każdy z uczestników ( 9 osób plus małe dzieci) pogrzebu miał jedną rózyczkę.

Nastepny taki pogrzeb miałam juz tutaj, zmarł przyjaciel domu i rodziny. Była uroczystość w domu pogrzebowym, mistrz ceremoni czytał okolicznosciowe wiersze. Wspomnienia o zmarłym wygłosiła córka. Ludzi było bardzo dużo bo to znana postac była w naszym miasteczku, kwiatów mało , nawet bardzo mało. Wieńca nie stwierdziłam. Urna również została pogrzebana w części cmentarza na zielonej łączce.
Tak sobie myslę, że w dzisiejszych czasach to wcale nie jest zły pomysł. Rodziny sa zazwyczaj rozjechane po świecie, dzieci mieszkają zagranicą, kto się ma grobami opiekować? I jeszcze jedno, pewnie się to nie spodoba niektórym, ale ja uwazam, że mistrz ceremonii wypada duzo lepiej na pogrzebach niż ksiądz, no i kosztuje mniej. Ja w Boga wierze, ale w księdza nie i jak pomyślę z jaką łąską odprawia pogrzeby i za jak dużą ,,cołaska,,wybierając przy tym tych bardziej godnych, bo niegodnych pochowac nie chce, to ja wolę spocząć na zielonej łące, bez towarzystwa księdza.
Zresztą będzie mi juz wtedy, zasadniczo wszystko jedno.
09 grudnia 2014 15:49
scarlet

Pokażę wam gdzie moja Oma będzie pochowana.
 
Cmentarz leśny, na którym nie ma pomników, wykupuje się drzewo pod którym zakopuje się urnę,
i tylko maleńka tabliczka na drzewie z datami i nazwiskiem i mały kamień z piaskowca.
Cmentarz pięknie położony w górzystym terenie, wszystko tak jak natura stworzyła.
Urnę też Oma będzie miała z pieńka brzozowego,
taka była Jej ostatnia wola. Pogrzeb 19.12 w południe.
 
http://www.bestattungen-neumann.de/aktuelles/artikel/2010/07/08/neuer-waldfriedhof-in-ebermannstadt/

Cudnie !!! Ja tez tak bym chciala byc pochowana,ze tez u nas nie ma czegos takiego !!!!
09 grudnia 2014 15:54
babuszka

Wydaje mi sie ze u nas chyba jest niedozwolony taki pochowek.Palenie zwlok tak---ale pochowek chyba tylko na cmentarzu.Chociaz to troche nielogiczne bo jesli osoba niewierzaca chce byc skremowana to gdzie mialaby byc pochowana.Chociaz osoby niewierzace chowane w tradycyjny sposob tez sa chowane na cmentarzach.Moze ktos wie lepiej ---niech sie wypowie.

Cmentarz to tylko miejsce pochówku,jesli jest przynalezny do jakiejs parafii to co innego,ale na zwykłym tzw.miejskim cmentarzu odbywaja sie przeciez pochówki osób różnych wyznan i osób nieiwerzacych -pogrzeby swieckie.taki miał m.in.zmarły ostatnio aktor-Stanislaw Mikulski.Jeśli chodzi o urny to ustawa ta dotyczaca pogrzebów jest stara i niedoprecyzowana-kiedys spalarni nie było przecież.A co nie jest zabronione kategorycznie niby jest dozwolone....
09 grudnia 2014 16:03 / 6 osobom podoba się ten post
doda1961

W swojej karierze opiekunki, byłam na dwóch pogrzebach w Niemczech , przy czym pierwszy, to był pogrzeb mojego podopiecznego. Nie życzył sobie ani księdza, ani ceremonii, ani normalnego grobu. To się i nich nazywa Gruene Wiese, w sensie, że pochówek na łące (cmentarnej) . Najpierw pożegnaliśmy go w krematorium, czyli ja i najbliższa rodzina, a wyglądało to tak, że trumna do pieca wjeżdzała przy ulubionej muzyce zmarłego, a my w drugim pomieszczeniu za szklaną scianą odprowadzaliśmy ją spojrzeniami.Następnie rozeszliśmy się do domów, aby po 6 godzinach znów przybyc na cmentarz . Urna stałą juz w domu pogrzebowym, czy tez kosciółku jak kto woli, prcownik koscioła przypominający strojem kominiarza powiozł szczątki takim małym wózeczkiem na kawałek trawki i tam urna pozostała( pewnie pózniej ją zasypał) Zdziwienie moje było ogromne, bo pierwszy raz coś takiego widziałam, ani tabliczki, ani tak zwanego pokropku, prawnuki pomachały do nieba rączkami z okrzykiem pa pa Opa i to wszystko. Wieczorem odbyła się konsolacja, gdzie zaproszeni byli przyjaciele i rodzina podopiecznego. A w miedzy czasie, juz po odprowadzeniu urny na te łączkę, udalismy się na Flohmarkt. Jesli chodzi o kwiaty, to każdy z uczestników ( 9 osób plus małe dzieci) pogrzebu miał jedną rózyczkę.

Nastepny taki pogrzeb miałam juz tutaj, zmarł przyjaciel domu i rodziny. Była uroczystość w domu pogrzebowym, mistrz ceremoni czytał okolicznosciowe wiersze. Wspomnienia o zmarłym wygłosiła córka. Ludzi było bardzo dużo bo to znana postac była w naszym miasteczku, kwiatów mało , nawet bardzo mało. Wieńca nie stwierdziłam. Urna również została pogrzebana w części cmentarza na zielonej łączce.
Tak sobie myslę, że w dzisiejszych czasach to wcale nie jest zły pomysł. Rodziny sa zazwyczaj rozjechane po świecie, dzieci mieszkają zagranicą, kto się ma grobami opiekować? I jeszcze jedno, pewnie się to nie spodoba niektórym, ale ja uwazam, że mistrz ceremonii wypada duzo lepiej na pogrzebach niż ksiądz, no i kosztuje mniej. Ja w Boga wierze, ale w księdza nie i jak pomyślę z jaką łąską odprawia pogrzeby i za jak dużą ,,cołaska,,wybierając przy tym tych bardziej godnych, bo niegodnych pochowac nie chce, to ja wolę spocząć na zielonej łące, bez towarzystwa księdza.
Zresztą będzie mi juz wtedy, zasadniczo wszystko jedno.

Nie da się z Tobą nie zgodzić, zwłaszcza z ostatnim zdaniem... Jestem wierząca, wychowana w normalnej wierze i zawsze drażniła mnie przesada i ostentacja w okazywaniu swojej wiary. Ma się ją w sercu i zgodnie z nią się żyje - tak byłam uczona. Ponieważ życie trochę mnie się pokręciło to już mi nie jest tak różowo jak kiedyś, pewne zasady wiary męczą moje sumienie. Muszę nauczyć się z tym żyć. Ale czasem słuchając, oglądając innych wokół (dotyczy kleru) myślę że te moje wyrzuty nie powinny być aż takie wielkie...
Zmierzam do ostatniego zdania - gdy znajdę się po "drugiej stronie życia" z pewnością będzie mi obojętne czy odprowadzając mnie przyniosą naręcza kwiatów czy położą na grobie jedną różę; a także to gdzie i w czyim towarzystwie mnie ułożą... Prędzej mogę potrzebowac wspomnienia i szczerej modlitwy tych, którzy tu pozostaną...
09 grudnia 2014 16:05 / 1 osobie podoba się ten post
kasia63

Cmentarz to tylko miejsce pochówku,jesli jest przynalezny do jakiejs parafii to co innego,ale na zwykłym tzw.miejskim cmentarzu odbywaja sie przeciez pochówki osób różnych wyznan i osób nieiwerzacych -pogrzeby swieckie.taki miał m.in.zmarły ostatnio aktor-Stanislaw Mikulski.Jeśli chodzi o urny to ustawa ta dotyczaca pogrzebów jest stara i niedoprecyzowana-kiedys spalarni nie było przecież.A co nie jest zabronione kategorycznie niby jest dozwolone....

.....i na miejskim, komunalnym cmentarzu, grób kosztuje co najmniej połowę mniej niż na parafialnym, a zadbany jest zazwyczaj bardziej, przez służby komunalne niż te parafialne, gdzie ludzie brną jesienią w błocie, zeby dostać się do grobu bliskich.
09 grudnia 2014 16:05
Pyza

Owszem, masz racje, ale moj post dotyczyl rozmowy (pisania), a nie jednej wypowiedzi. Nie mam zamiaru nikogo zmuszac do zmiany nawykow, ale mialam kiedys podopieczna, ktora po 5 min, czy 10-ciu zapominala, ze jadla, wiec jadla bardzo duzo w tedy gdy mnie nie bylo w poblizu. PDP choruje na nerki i ma 3 razy tygodniowo dializy, wiec nabierala w szybkim tempie kilagramy. Lekarz lapal sie za glowe, bo ta nadwaga byla istotna w dlugosci podawanych dializ, 2, 3 a nawet do 4 godzin co wplywal niekorzystnie na jej zdrowie. Lekarz kazal jej schudnac, ale jak to zrobic jak ona jadla i jadla. Jak zaczelam ja pilnowac, to bardzo sie denerwowala i w nocy szla jesc, wiec rodzina pdp wstawila do garazu druga lodowke (pdp o tym nie wiedziala), w ktorej mozna bylo trzymac jedzenie, a w kuchni stala lodowka niestety pusta, aby aby... I jak myslisz, mialam przymknac oczy i udawac, ze nic nie widze, bo lubi pojesc wiecej? Ot, nawyk....
 
 

No tu faktycznie nie da się nawet polemizować. Jednak różne nawyki sprawiają różnicę we wszystkim... :)
09 grudnia 2014 16:06 / 4 osobom podoba się ten post
Cieszy mnie fakt, że dożyliśmy czasów, kiedy inny w poglądach człowiek nie budzi, jak dawniej, wrogości i nietolerancji. Niemcy, myślę, mieli więcej czasu i sposobności, by przywyknąć do obcych kultur i religii. Łatwiej pewnie akceptują osoby, które żyją i myślą inaczej. Sami też nie są tak jak my jednolici religijnie. Żyjąc w małej miejscowości, trudniej podjąć decyzję o innym niż inni pochówku. Co powiedzą na to ludzie? Tatę, czy mamę pochowamy, według jej życzenia, ale my tu zostaniemy między zbulwersowanymi sąsiadami.... Myślicie, że są takie dylematy?
09 grudnia 2014 16:18 / 3 osobom podoba się ten post
fado

Cieszy mnie fakt, że dożyliśmy czasów, kiedy inny w poglądach człowiek nie budzi, jak dawniej, wrogości i nietolerancji. Niemcy, myślę, mieli więcej czasu i sposobności, by przywyknąć do obcych kultur i religii. Łatwiej pewnie akceptują osoby, które żyją i myślą inaczej. Sami też nie są tak jak my jednolici religijnie. Żyjąc w małej miejscowości, trudniej podjąć decyzję o innym niż inni pochówku. Co powiedzą na to ludzie? Tatę, czy mamę pochowamy, według jej życzenia, ale my tu zostaniemy między zbulwersowanymi sąsiadami.... Myślicie, że są takie dylematy?

Więcej niż myślisz...
Kiedyś w mojej miejscowości był taki własnie pogrzeb, chowali pana który w czasach "jedynego słusznego ustroju" był wszystkim czym tylko się dało, począwszy od partyjnego prowodyra wiochy a skończywszy na służbie w SB. Co za tym idzie - z kościołem było mu mocno nie po drodze, nawet na chrzest czy komunie własnych dzieci nie chodził. Przy tym wszystkim jego żona była (i jest) bardzo wierząca i do kościoła chodziła. Najpierw przychodziła okutana w chusty i co się dało, potem było widać pojedyncze siniaki; ale widać przy całej swej głupocie kochał ją nad życie bo potem przestał protestować. 
Gdy zmarł - poprosiła kogoś (nie wiem kto to był, na tym pogrzebie był mój tatuś, ja nie) żeby powiedział pare słów, jak z księdzem załatwiła nie wiem, ale nie on odprawiał ceremonię. Przy tym cmentarz parafialny, nie komunalny... Uszanowała jego wolę po jego śmierci, tak jak on uszanował jej jeszcze za życia; a ludziska obrabiali jej tyłek przez nastepnych kilka lat.
Pytam więc - Panu Bogu świeczka a diabłu ogarek? To jest to miłosierdzie dla innych? A gdzie odrobina zrozumienia i tolerancji dla odmiennego zdania? Ksiądz się zgodził, a współparafianie jej nie wybaczyli...
Ona z tego co wiem drugi raz zrobiłaby to samo. jej dzieci są mniej - więcej w moim wieku, dwójka starsza, jeden młodszy ode mnie...
09 grudnia 2014 16:22 / 5 osobom podoba się ten post
Myslę,że większość je ma, no bo przecież , co ludzie powiedzą!
W naszej kulturze, pogrzeb to prawie jak wesele w sensie pokazania się. Potem panie starsze idąc w orszaku pogrzebowym komentują, czy zmarły miał dobre dzieci, czy złe, czy trumna była droga, czy tania i ile wieńców najbliższa rodzina zakupiła. Czy grała orkiestra, czy trebacz trąbił na trąbce. Polski zaścianek, nic innego.
Mnie bardzo podobała się organizacja pogrzebu mojej zmarłej sąsiadki, która miała wspaniałą opiekę od dzieci za zycia. Jeden wieniec od rodziny , całej rodziny, czyli 2 synów, synowe, dorosłe wnuki z rodzinami i kilka wiązanek oraz pojedynczych kwiatów od pozostałych uczestników ostatniego pożegnania. Widze w tym i sens i rozsądek. Lepiej przeznaczyć pieniądze na zadbanie o grób, niż kupować morze kwiatów.
Mnie bardzo się podoba tutejszy zwyczaj. Załobnicy wręczają rodzinie zmarłego koperte z kartką kondolencyjną, gdzie napisane sa ciepłe wspomnienia o zmarłym i dodatkowo dołączone pieniądze ( najcześciej 10, 20 euro )na zadbanie o grób w przyszłości. Często chodzę tutaj na cmentarz, poniewaz spoczywa na nim babci najlepsza przyjaciółka, a babcia nie da rady juz pójść. Powiedzieć musze, że groby, jak i sam cmentarz jest bardzo zadbany. Rozczula mnie tez widok wiszących konewek do dyspozycji, w razie potrzeby podlania kwiatków. U nas taki numer by nie przeszedł. W przeciągu kilku godzin po konewkach zostałoby wspomnienie :)))))