Na wyjeździe #17

12 grudnia 2014 23:34 / 1 osobie podoba się ten post
emilia

"Ta pierwsza śmierć jest szczególnie bolesna."
Nie zawsze, ale cos w tym jest. Moze do pierwszego PDP, ktory "mi" zmarl nie zdazylam sie przywiazac, teraz zdazylam ... Moze dlatego jest mi trudniej, ze jestem tu dlugo, ze teraz musze stanowic podpore dla meza PDP i martwie sie, co bedzie, jak w niedziele wyjade. Niby wiedzialam, co sie stanie, wiedzialam, ze to zaawansowany AL, w ostatnich dniach, kiedy Monika byla jeszcze w domu spalam w ubraniu, zeby jakby co, to szybko na dol zejsc, ale jednak nie potrafie podejsc do tego tak calkiem profesjonalnie, chyba dla mnie to nie "tylko praca".
Jestem tylko wdzieczna mezowi PDP, ze zdecydowal sie na przeniesienie zony na te ostatnie (tylko 3 dni), do specjalnego domu opieki, gdyby pozegnala sie z zyciem tu, w domu, bylo by bardzo ciezko ...

W sierpniu tak miałam, umieranie było w domu.
Trudno mi było jak cholera,
nie miałam tam internetu, nie było sie jak odgadać.
Ach ............... może kiedyś to opowiem.
Wrażliwam ..............
 
 
12 grudnia 2014 23:36 / 1 osobie podoba się ten post
agamor

dziewczyny czy mi się coś pomyliło? może to już wieczór i mam zwidy, ale był tu taki temat założony przez slonik? tak co jest opiekunką we Włoszech, jest jeszcze? znikł? jakoś nie mogę znaleźć, coś się dzieje?

Czytalam go właśnie, jak znikł mi przy przełłączaniu na drugą stronę...
 
Metafizyka jest niepojęta...
 
PS. Podejrzewam, ze to był jakis podszyw kogoś z forum i Wielki Brat zareagował...
12 grudnia 2014 23:40 / 1 osobie podoba się ten post
scarlet

Czytalam go właśnie, jak znikł mi przy przełłączaniu na drugą stronę...
 
Metafizyka jest niepojęta...
 
PS. Podejrzewam, ze to był jakis podszyw kogoś z forum i Wielki Brat zareagował...

matko bosko, ale święta to jeszcze, niespodzianki 24 XII
no nie doczyta człowiek i już nie ma, nawet nie wiadomo było o co chodzi,a  cholercia musiałam przerwać bo mąż mi sie wtrynił ::)))))DDD 
12 grudnia 2014 23:46 / 1 osobie podoba się ten post
Gosiap

W sierpniu tak miałam, umieranie było w domu.
Trudno mi było jak cholera,
nie miałam tam internetu, nie było sie jak odgadać.
Ach ............... może kiedyś to opowiem.
Wrażliwam ..............
 
 

Gosiu,
przytulam Cię..
Dla mnie bez neta nie ma tej pracy..
 
Sama w to nie wierzę, ale teraz mam neta ze sticka o2, 
jest płacony z konta Opy automatem,
mówiłam mu że musi wypowiedzieć umowę,  
 a On na to, ze dopóki żyje to niech to 20 E leci...
 
12 grudnia 2014 23:50
agamor

dziewczyny czy mi się coś pomyliło? może to już wieczór i mam zwidy, ale był tu taki temat założony przez slonik? tak co jest opiekunką we Włoszech, jest jeszcze? znikł? jakoś nie mogę znaleźć, coś się dzieje?

Foczka i Lawenda coś o słoniku gadały. Dostawały zaproszenia do przyjaciół, takie posty były gdzieś dzisiaj 
12 grudnia 2014 23:57 / 1 osobie podoba się ten post
scarlet

Gosiu,
przytulam Cię..
Dla mnie bez neta nie ma tej pracy..
 
Sama w to nie wierzę, ale teraz mam neta ze sticka o2, 
jest płacony z konta Opy automatem,
mówiłam mu że musi wypowiedzieć umowę,  
 a On na to, ze dopóki żyje to niech to 20 E leci...
 

Scarlet to było dobre miejsce ale w takich górkach, że żaden internet nie miał zasięgu.
Teraz, zaryłam nosem w to forum i widzę, jak jest łatwiej.
Dlatego już się nie zgodziłam na stellę bez netu. Tu mam stacjonarny.
Ale swojego Aldika też mam w torbie w razie W, nie wykorzystałam go na poprzedniej stelli.
Nie szło i już.
13 grudnia 2014 00:02 / 3 osobom podoba się ten post
scarlet

Dziękuję Emilio i Salazar,
wiem że popełniłam podstawowy błąd w naszej pracy: nie przewiązywać się, to tylo praca........  
 
  Ale to było moje pierwsze miejsce i w dodatku tak wspaniali ludzie...
 
  Każdy jest tylko człowiekiem i też mamy swoje emocje...
 
PS. Ja też spalam /usiłowalam// w ubraniu, jak było wiadomo, ze ostanie godziny...

Scarlet, to nie był błąd. Przywiązujemy się, zżywamy, doświadczamy dobroci, odwdzięczamy się nią i w pewnym momencie zauważamy, że to nie jest tylko i wyłącznie praca. Nie zawsze tak jest, ale się zdarza. I, wg mnie, to dobrze, że się zdarza, i dobrze, że boli. Musimy tego bólu doświadczyć i go przeżyć.. Mam nadzieję, że wiecie, co mam na myśli.
Emilio, masz rację, nie musi chodzić o pierwszego pdp. W moim przypadku tak było, w przypadku Scarlet też. Pewnie to nie reguła, ale jak się dobrze trafi za pierwszym razem i zostanie gdzieś długo, to potem w ten sposób się myśli. Ja na pewno tak myślałam, bo potem już nigdy nie przeżywałam tak śmierci pdp. Potem to była praca, w którą wkalkulowana jest śmierć.. Wykonywana solidnie, ale bez takiego zaangażowania emocjonalnego, jak za pierwszym razem, gdy się naprawdę zżyłam i "przynależałam".
Hmmm, zebrało mi się na wynurzenia po nocy :/.
 
 
13 grudnia 2014 00:08
Ooo! Już było czapkowanie, widzę :D
13 grudnia 2014 00:18
salazar

Scarlet, to nie był błąd. Przywiązujemy się, zżywamy, doświadczamy dobroci, odwdzięczamy się nią i w pewnym momencie zauważamy, że to nie jest tylko i wyłącznie praca. Nie zawsze tak jest, ale się zdarza. I, wg mnie, to dobrze, że się zdarza, i dobrze, że boli. Musimy tego bólu doświadczyć i go przeżyć.. Mam nadzieję, że wiecie, co mam na myśli.
Emilio, masz rację, nie musi chodzić o pierwszego pdp. W moim przypadku tak było, w przypadku Scarlet też. Pewnie to nie reguła, ale jak się dobrze trafi za pierwszym razem i zostanie gdzieś długo, to potem w ten sposób się myśli. Ja na pewno tak myślałam, bo potem już nigdy nie przeżywałam tak śmierci pdp. Potem to była praca, w którą wkalkulowana jest śmierć.. Wykonywana solidnie, ale bez takiego zaangażowania emocjonalnego, jak za pierwszym razem, gdy się naprawdę zżyłam i "przynależałam".
Hmmm, zebrało mi się na wynurzenia po nocy :/.
 
 

Ja też postanowiłam, 
żadnego przewiązania...
 
Choć jeśli los postawi przede mną znowu taką Irmelin, 
nie wiem jak to będzie....
13 grudnia 2014 00:26 / 2 osobom podoba się ten post
Za kazdym razem jest bardzo ciezko,odchodzi czlowiek czy zmalo sie go krotko czy dlugo serce boli,czlowiek jest tak umeczony gorzej jak po fizycznej harowce
13 grudnia 2014 00:29 / 1 osobie podoba się ten post
salazar

Scarlet, to nie był błąd. Przywiązujemy się, zżywamy, doświadczamy dobroci, odwdzięczamy się nią i w pewnym momencie zauważamy, że to nie jest tylko i wyłącznie praca. Nie zawsze tak jest, ale się zdarza. I, wg mnie, to dobrze, że się zdarza, i dobrze, że boli. Musimy tego bólu doświadczyć i go przeżyć.. Mam nadzieję, że wiecie, co mam na myśli.
Emilio, masz rację, nie musi chodzić o pierwszego pdp. W moim przypadku tak było, w przypadku Scarlet też. Pewnie to nie reguła, ale jak się dobrze trafi za pierwszym razem i zostanie gdzieś długo, to potem w ten sposób się myśli. Ja na pewno tak myślałam, bo potem już nigdy nie przeżywałam tak śmierci pdp. Potem to była praca, w którą wkalkulowana jest śmierć.. Wykonywana solidnie, ale bez takiego zaangażowania emocjonalnego, jak za pierwszym razem, gdy się naprawdę zżyłam i "przynależałam".
Hmmm, zebrało mi się na wynurzenia po nocy :/.
 
 

Pięknie to ujęłaś Salazar "przynależałam".
Ja z mojego 1 miejsca uciekałam az sie za mna kurzyło. Odbębniłam swoje i w nogi.
To było 2 miejsce, ponad rok z przerwami na urlopy.
PDP była przez cały czas trudna dla wszystkich ale też się z nią zżyłam
 i rodzina była wspaniała, wspierali mnie i nieba mi uchylali,
fantastyczne chwile tam przeżyłam.
 
13 grudnia 2014 00:33 / 2 osobom podoba się ten post
scarlet

Ja też postanowiłam, 
żadnego przewiązania...
 
Choć jeśli los postawi przede mną znowu taką Irmelin, 
nie wiem jak to będzie....

Scarlet ja mam teraz taką PDP i rodzine na piątkę z plusem.
 
 
 
13 grudnia 2014 01:06 / 3 osobom podoba się ten post
giunta

Ooo! Już było czapkowanie, widzę :D

Kochanie, dla Cebie, zebyś nie była gorsza ha.ha..  
13 grudnia 2014 01:17 / 2 osobom podoba się ten post
Gosiap

Pięknie to ujęłaś Salazar "przynależałam".
Ja z mojego 1 miejsca uciekałam az sie za mna kurzyło. Odbębniłam swoje i w nogi.
To było 2 miejsce, ponad rok z przerwami na urlopy.
PDP była przez cały czas trudna dla wszystkich ale też się z nią zżyłam
 i rodzina była wspaniała, wspierali mnie i nieba mi uchylali,
fantastyczne chwile tam przeżyłam.
 

A mój Opa też cały czas powtarza, ze wie jakie trudne były te ostanie m-ce....
codziennie dziękuje Bogu, że to ja byłam teraz w tych ostatnich 2 m-cach, a  nie zmienniczka...
 
A o wynagrodzeniu za ten czas napisze w sobotę przed wyjazdem
bo boje się ze mój synuś mnie podczytuje, 
a chcę zrobić niespodziankę wszystkim w domu...
 
 
13 grudnia 2014 07:24 / 1 osobie podoba się ten post
scarlet

Kochanie, dla Cebie, zebyś nie była gorsza ha.ha..  

A jakie seksowne gatki! Dzięki! :)