"Ta pierwsza śmierć jest szczególnie bolesna."
Nie zawsze, ale cos w tym jest. Moze do pierwszego PDP, ktory "mi" zmarl nie zdazylam sie przywiazac, teraz zdazylam ... Moze dlatego jest mi trudniej, ze jestem tu dlugo, ze teraz musze stanowic podpore dla meza PDP i martwie sie, co bedzie, jak w niedziele wyjade. Niby wiedzialam, co sie stanie, wiedzialam, ze to zaawansowany AL, w ostatnich dniach, kiedy Monika byla jeszcze w domu spalam w ubraniu, zeby jakby co, to szybko na dol zejsc, ale jednak nie potrafie podejsc do tego tak calkiem profesjonalnie, chyba dla mnie to nie "tylko praca".
Jestem tylko wdzieczna mezowi PDP, ze zdecydowal sie na przeniesienie zony na te ostatnie (tylko 3 dni), do specjalnego domu opieki, gdyby pozegnala sie z zyciem tu, w domu, bylo by bardzo ciezko ...

