wisienkaZgodnie z obietnicą piszę co u mnie.
Jestem od połowy pażdziernika pod holenderską granicą. Do opieki pan trochę młodszy ode mnie. sparaliżowany od urodzenia. Czucie ma, ale poruszać może tylko prawą dłonia. Dom przystosowany do jego potrzeb. Wszelkie udogodnienia, wózek elektryczny. 2 x dziennie jest Caritas , myje, ubiera, sadza na wóżek, wieczorem na odwrót. Ja im przy tym musze trochę pomóc. Ja jemu musze praktycznie we wszystkim pomagac, a włąsciwie moje ręce zastępują jego.
Do tego w domu mieszka jego matka. Też jeżdzi na wózku, bo się strasznie roztyłą i nogi już jej nie noszą. Jej do pomocy przychodzi inna kobieta. Ja jej tylko ok 22 pomagam połozyc się do łóżka.
Wstaję o 5.45, szybki prysznic itp. ok 6.15 ide do kuchni , robię kawę dla wszystkich, jem sama sniadanie,dalej wszystko szczegółowo wg harmonogramu z zegarkiem w ręku. Po zjedzeniu obiadu (pdp karmie) i posprzątaniu po obiedzie mam równe 2 godziny przerwy. Potem troszkę swobodniej, ale za duzo czasu na siedzenie bezczynnie raczej nie mam. I tak do ok. 20.30, jak z pomocą Caritasu PDP jest połozony do łóżka. Wtedy ide do swojego pokoju. Ok. 22 mamusia dzoni po mnie, zeby pomóc jej położyć się. Wtedy jeszcze krotko do PDP, zobaczyć w czym pomóc. Wtedy wreszcie mogę isc spać. I faktycznie czym prędzej ląduję w łóżku, bo ok.godz. 3. dzwonek, PDP potrzebuje mojej pomocy.po ok. 20 minutach jestem z powrotem w łóżku.
Tak wygląda mniej więcej mój dzień.
Brakuje mi trochę snu.
Ale najgorsze jest to , ze mamuśka sie do wszystkiego czepia.
Ale na dzis wystarczy.
Miłego dnia
Najgorzej jest jak ktos z rodziny sie czepia, dlatego chyba lepiej mieszkac samemu z pdp. Ale jak od polowy pazdziernika jestes to chyba juz nie duzo ci zostalo;)