mleczko,to bardziej zlozony problem jest.dlatego napisalam,ze kto nie byl ofiara przemocy nigdy tych mechanizmow nie zrozumie....tyjestes mocna psychicznie a ona mysle,ze nie...
mleczko,to bardziej zlozony problem jest.dlatego napisalam,ze kto nie byl ofiara przemocy nigdy tych mechanizmow nie zrozumie....tyjestes mocna psychicznie a ona mysle,ze nie...
Tak aniu52 zrozumiałam Twoj wpis - nie wiem czy była ofiara przemocy zakładam,że nie.Z wpisow Basi wynika,że chorobliwie potrzebuje akceptacji i pewnie w tym problem.Ja, wydaje mi sie jestem bardzo mocna psychicznie zawsze licze na siebie i sie nie zawiodłam, bo czlowiek sam sobie powinien być przyjacielem.A w drugiej kolejnosci liczyc na kogoś.
O ile Twoja wypowiedź to nie skrót myślowy, to nie zgadzam się z Tobą, że ktoś się ofiarą rodzi. Moim zdaniem ktoś się ofiarą staje, bo, jak pisała Ania52, dochodzi to zmian w psychice-zazwyczaj trwałych, ale nikt się z tymi zmianami nie rodzi przecież (pomijam psychopatów). Co do pomocy, to moim zdaniem, można pomóc tym którzy chcą pomóc sobie. Ale często ofiary przemocy są w tak silnym stanie wyparcia i zaprzeczania, że istnieje problem, że kompletnie nie są go świadome-wiem, brzmi nieprawdopodbnie. I moim zdaniem dobrze jest im o tym mówić, ale na siłę pomóc nie można. Tak jak trwająca miesiącami czy latami krzywda zostawiła swój trwały ślad, tak konsekwntne uświadamaianie w końcu dotrze do takiej osoby albo...osoba by się nie skonfrontować z prawdą zerwie kontakt z tymi, którzy jej o tej prawdzie mówią :(.
Zgadzam się natomiast, że duża część osoób, która zaprzecza, że jest problem, potrzebuje co jakiś czas rozładować gromadzące się w skutek zaprzeczania napięcie. I ja, tak jak Ty, sądzę, ze dzieje się to kosztem osoby, która wysłuchuje, bo osoba, która się wyżala, chce tylko odreagować, a nie odreagować I ZNALEZĆ ROZWIĄZANIE problemu.
Basia napisala ze t kobieta byla ofiara przemocy w domu...dlatego ma takie a nie inne zachowania...a potrzeba akceptacji to jeden ze syndromow ofiary....
To był skrót myslowy, a Twój post znakomicie wyjaśnił sedno tej sprawy. Znakomicie. To co napisałaś, to cała prawda o osobach ,,urodzonych,, na ofiarę.
Napisałam urozonych, bo z pewnymi predyspozycjami człowiek się rodzi po prostu. Przyzwolenie na złe traktowanie, na przemoc to po prostu cecha charakteru. Są osoby, które bronią się przed tym natychmiast, a są takie, które latami daja przyzwolenie na złe traktowanie. Te ostatnie stają się bezwolnymi istotami, nie potrafiącymi się obronić i poszukującymi akceptacji za wszelką cenę. Stąd pewnie to ,,ćwierkanie ,, Basi koleżanki i na pewno nie jest to spowodowane brakami językowymi. Takiej osobie pomoże tylko chyba długoletnia terapia, bo ma tak zanizone poczucie własnej wartości, że sama nie udzwignie podnoszenia się z tego.
Mam to szczescie w zyciu, że nigdy nie byłam i mam nadzieję, że nie będę ofiarą przemocy, ani fizycznej, ani psychicznej. Mam natomiast kilka znajomych, które przechodziły przez takie piekło. To coś strasznego, a najgorsze jest własnie to, że cięzko im pomóc, bo one i tak wiedzą swoje, mają nadzieję, mają złudzenia i znacznie zaburzone postrzeganie rzeczywistosci w jakiej się znalazły.
Jako przykład podam historię mojej kolezanki.
Pobita przez partnera dzwoni do mnie w srodku nocy. Lecę na ratunek, instaluję w hotelu, rano załatwiam po znajomosci wizyte u psychiatry ( na psychologa za późno), jadę po nią w południe, żeby do specjalisty zawieźć, a ona otwiera mi drzwi w neglizu, sprawca pobicia i partner zarazem, siedzi sobie wygodnie w fotelu, przejęty losem swojej kobiety, ta cwierka od progu, ze za chwilke będzie gotowa, ale on z nami pojedzie tez, więc ja w sekundzie jednej, trafiona gromem wściekłosci na jej hm....głupotę, zostawiam namiary na lekarza, godzine spotkania i z ulga opuszczam towarzystwo.
To jest własnie znamienity przykład jak można/nie można pomóc osobom które tej pomocy tak na prawdę nie chcą. Finał taki tego był, ze ja przez kilka dni chodziłam zdruzgotana, miałam problemy ze snem, bo próbowałam zrozumieć, dlaczego tak postapiła, a ona cała szcześliwa i ćwierkająca wróciła w ramiona psychopaty.
To był skrót myslowy, a Twój post znakomicie wyjaśnił sedno tej sprawy. Znakomicie. To co napisałaś, to cała prawda o osobach ,,urodzonych,, na ofiarę.
Napisałam urozonych, bo z pewnymi predyspozycjami człowiek się rodzi po prostu. Przyzwolenie na złe traktowanie, na przemoc to po prostu cecha charakteru. Są osoby, które bronią się przed tym natychmiast, a są takie, które latami daja przyzwolenie na złe traktowanie. Te ostatnie stają się bezwolnymi istotami, nie potrafiącymi się obronić i poszukującymi akceptacji za wszelką cenę. Stąd pewnie to ,,ćwierkanie ,, Basi koleżanki i na pewno nie jest to spowodowane brakami językowymi. Takiej osobie pomoże tylko chyba długoletnia terapia, bo ma tak zanizone poczucie własnej wartości, że sama nie udzwignie podnoszenia się z tego.
Mam to szczescie w zyciu, że nigdy nie byłam i mam nadzieję, że nie będę ofiarą przemocy, ani fizycznej, ani psychicznej. Mam natomiast kilka znajomych, które przechodziły przez takie piekło. To coś strasznego, a najgorsze jest własnie to, że cięzko im pomóc, bo one i tak wiedzą swoje, mają nadzieję, mają złudzenia i znacznie zaburzone postrzeganie rzeczywistosci w jakiej się znalazły.
Jako przykład podam historię mojej kolezanki.
Pobita przez partnera dzwoni do mnie w srodku nocy. Lecę na ratunek, instaluję w hotelu, rano załatwiam po znajomosci wizyte u psychiatry ( na psychologa za późno), jadę po nią w południe, żeby do specjalisty zawieźć, a ona otwiera mi drzwi w neglizu, sprawca pobicia i partner zarazem, siedzi sobie wygodnie w fotelu, przejęty losem swojej kobiety, ta cwierka od progu, ze za chwilke będzie gotowa, ale on z nami pojedzie tez, więc ja w sekundzie jednej, trafiona gromem wściekłosci na jej hm....głupotę, zostawiam namiary na lekarza, godzine spotkania i z ulga opuszczam towarzystwo.
To jest własnie znamienity przykład jak można/nie można pomóc osobom które tej pomocy tak na prawdę nie chcą. Finał taki tego był, ze ja przez kilka dni chodziłam zdruzgotana, miałam problemy ze snem, bo próbowałam zrozumieć, dlaczego tak postapiła, a ona cała szcześliwa i ćwierkająca wróciła w ramiona psychopaty.
twoje ostatnie zdanie uwazam za mocno krzywdzace dla takich sponiewieranych osob...nikt nie lubi byc bity..
twoje ostatnie zdanie uwazam za mocno krzywdzace dla takich sponiewieranych osob...nikt nie lubi byc bity..
nie bede juz cytowac postow bo dlugo.fajnie dziewczyny,ze nie bylyscie ofiarsmi przemocy,ze nie zaznalyscie upokorzen,bolu zadanego przez kata,ze nie mialyscie porozbijanej glowy,podbitych oczu,ze nie musialyscie uciekac z domu w srodku nocy bo kat pijany wrocil do domu i sprawiedliwosc wymierzac zaczal...,ze nie zylyscie w ustawicznym strachu przed kolejnym dniem....ale nie fajnie,ze oceniacvie drugich,ze lubia byc bite,ze tylko jecza....latwo mowic jak nie bylo sie w sytuacji ofiary....pozazdroscic tylko tak silnej psychiki i w ogole sily ze "ja bym sobie nie dala".tylko dlaczego niejedna tak piszaca nieraz skarzy sie jak to jej zle tu w de,jak topdp daja jej "popalic",pewno to lubia to o co halo...
Aniu,kazda z nas pisze ze swojego zycia i p-ktu widzenia to nie znaczy nie wpółczujemy tym poniewieranym.Przykro,że tak to odebrałaś .Mamy XXI wiek i czas sie dostosować do norm.Nie trzeba zyć i mieszkac z katem pod jednym dachem w myśl "co Bog złączył............"Pora wstać,otrzepać się i zrobić swoje.
nie bede juz cytowac postow bo dlugo.fajnie dziewczyny,ze nie bylyscie ofiarsmi przemocy,ze nie zaznalyscie upokorzen,bolu zadanego przez kata,ze nie mialyscie porozbijanej glowy,podbitych oczu,ze nie musialyscie uciekac z domu w srodku nocy bo kat pijany wrocil do domu i sprawiedliwosc wymierzac zaczal...,ze nie zylyscie w ustawicznym strachu przed kolejnym dniem....ale nie fajnie,ze oceniacvie drugich,ze lubia byc bite,ze tylko jecza....latwo mowic jak nie bylo sie w sytuacji ofiary....pozazdroscic tylko tak silnej psychiki i w ogole sily ze "ja bym sobie nie dala".tylko dlaczego niejedna tak piszaca nieraz skarzy sie jak to jej zle tu w de,jak topdp daja jej "popalic",pewno to lubia to o co halo...
nie bede juz cytowac postow bo dlugo.fajnie dziewczyny,ze nie bylyscie ofiarsmi przemocy,ze nie zaznalyscie upokorzen,bolu zadanego przez kata,ze nie mialyscie porozbijanej glowy,podbitych oczu,ze nie musialyscie uciekac z domu w srodku nocy bo kat pijany wrocil do domu i sprawiedliwosc wymierzac zaczal...,ze nie zylyscie w ustawicznym strachu przed kolejnym dniem....ale nie fajnie,ze oceniacvie drugich,ze lubia byc bite,ze tylko jecza....latwo mowic jak nie bylo sie w sytuacji ofiary....pozazdroscic tylko tak silnej psychiki i w ogole sily ze "ja bym sobie nie dala".tylko dlaczego niejedna tak piszaca nieraz skarzy sie jak to jej zle tu w de,jak topdp daja jej "popalic",pewno to lubia to o co halo...
twoje ostatnie zdanie uwazam za mocno krzywdzace dla takich sponiewieranych osob...nikt nie lubi byc bity..