Witajcie pięknie, u mnie jutro obiad na kolację, bo szkoda jeść w czasie, kiedy najlepsza pogoda na marszobiegi

. Tak więc jutro wszystko na opak u nas. Po powrocie z kościoła koło godziny 11.15 szybko się przebieramy w stosowne stroje i wyruszamy w teren. Myślę, że sobie dosyć długo pochodzimy, bo ma być naprawdę ciepło. Po przyjściu do domu 15 minut odpoczynku i koło 13.45 kawa i ciasto. Tym razem ciasto również dla mnie, bo jutro przecież niedziela, czyli mój jedyny "ciastowy" dzień w tygodniu, na co wszyscy moi Pdp zawsze się cieszą, że choć w niedzielę mogą uraczyć mnie ciachem. Później moja przerwa i tak koło 16.45 zejdę ze swojej "górki" i wezmę się za obiad. Też będzie świąteczny, bo poświęcę na jego przygotowanie godzinę z małym haczykiem, a w tygodniu staram się nie przekraczać 40 minut. Do stołu mam zamiar prosić o 18-ej i choć nie lubię tak późno się objadać, to tutaj nie za bardzo mi to przeszkadza, bo od poniedziałku kolejne truchtanie i plan dnia już całkiem normalny. Za kilka dni Wam napiszę o planowanej wycieczce do wód

. Pozdrawiam.