No ja też nie kuleję.Powiedziałabym nawet że całkiem ładnie się prezentuję :lol3:
No ja też nie kuleję.Powiedziałabym nawet że całkiem ładnie się prezentuję :lol3:
A gdzie jest napisane ,że rodzice to istoty idealne???Ja tam nie byłam żadną matką kulejącą!:)Nigdy nawet bym tak o sobie nie pomyślała! I Tobie też zabraniam!Wszyscy rodzice popełniają jakieś błędy-z pojawieniem się dziecka na świecie nikt nam nie daje instrukcji obsługi dziecka od 0 do 18lat:)I mamy do tych błędów prawo,niezależnie od tego czy wychowujemy je w pełnej czy niepełnej rodzinie.Nie ma idealnych rodziców i idealnych dzieci tez nie ma.Ale jeśli tylko potrafimy ze sobą rozmawiać o wszystkim ,jeśli nasze dziecko ,niezależnie od tego ile ma lat wciąż chce z nami rozmawiać i o pierdach i o rzeczach ważnych to znaczy coś fajnego się nam w życiu udało:):):):)I tego się trzymajmy:)
Kasia jak masz się tak ok, to gratki składam.
Piszę do tych co jednak w duchu nie mają się ok, choć zrobiły wszystko co mogły.
Wychodzi to w relacjach z dorosłymi dzieciakami.
Ty nie masz na to czasu bo jesteś "młodą mężatką".
Moja córka nie obwiniała mnie za śmierć taty!!! Nigdy!!!
Ale wiesz jaki deficyt mają córki wychowane bez taty????
Boję się napisać ale jesteś kumata więc znajdz sobie w sieci,
jaką role pełni ojcie w rozwoju dziecka, a zwłaszcza dziewczynki...........
To ja tez poproszę bo tez jestem sama z dwójką ;-)
Moja córka nie obwiniała mnie za śmierć taty!!! Nigdy!!!
Ale wiesz jaki deficyt mają córki wychowane bez taty????
Boję się napisać ale jesteś kumata więc znajdz sobie w sieci,
jaką role pełni ojcie w rozwoju dziecka, a zwłaszcza dziewczynki...........
Po przeczytaniu Waszych wpisów w wieku 50+ dowiedziałam się, że pochodzę z dysfunkcyjej rodziny choć wcześniej nawet do głowy by mi nie przyszło tak o sobie myśleć mimo, że swojego ojca nigdy nie poznałam. Mama rozwiodła się z nim tuż bo moim przyjściu na świat. Pozbawiła go praw rodzicielskich tak, że nigdy go nie spotkałam. Jako nastolatka czy też dorosła kobieta nie wpadłam na pomysł aby go odnaleźć. Zaufałam matce, że skoro tak postąpiła to musiała mieć ważny powód. Dysfunkcja w mojej rodzinie jest obecna od pokoleń. Babcia uciekła z domu w wieku 16 lat do Poznania ponieważ ojciec po śmierci matki po prostu ją katował. Babcia wychowywała moją mamę sama, moja mama mnie, a ja swoich synów. Można by powiedzieć, że dysfunkcja przechodzi w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie..... wcale nie jest to zabawne.
Pewnie obwiniała Pana Boga, zły los,na pewno widząc koleżanki"zaopiekowane" przez ojców czuła żal,zadawała sobie pytanie dlaczego ja.Ciebie może za to że nie związałaś sie z nikim bo wtedy miałaby choćby "przyszywanego ojca".
Nieważne.
Co drugi człowiek ma jakieś deficyty- bo mama to krzyczała,rodzice się rozwiedli,tato pił...nawet fakt że nie pozwalano w domu na obecność psa może u kogoś wywołać deficyt
Jednakże - przychodzi czas kiedy bierzemy własne życie we własne ręce i dochodzimy do wniosku że składanie wszelkich niepowodzeń na karb tych " deficytów" z dzieciństwa to zwykłe pójście na łatwiznę ....
Napisałam to po to właśnie ,żeby te co się w duchu nie mają ok, przestały tak o sobie myśleć czy nawet się obwiniać.Czasem jest tak,że mimo tego że robisz co możesz, nie jest dobrze.Nie znaczy to jednak ,że o ten stan matka ma się obwiniać - nie ma wpływu na to,to co ze swoim życiem,relacjami robi dorosłe przecież dziecko.
A ja już nie jestem "młoda mężatka":) 8 lat ,to już nawet okres karencji sie skończył:):):)Hi hi hi
To nie ja to życie wymyśliło.
Po przeczytaniu Waszych wpisów w wieku 50+ dowiedziałam się, że pochodzę z dysfunkcyjej rodziny choć wcześniej nawet do głowy by mi nie przyszło tak o sobie myśleć mimo, że swojego ojca nigdy nie poznałam. Mama rozwiodła się z nim tuż bo moim przyjściu na świat. Pozbawiła go praw rodzicielskich tak, że nigdy go nie spotkałam. Jako nastolatka czy też dorosła kobieta nie wpadłam na pomysł aby go odnaleźć. Zaufałam matce, że skoro tak postąpiła to musiała mieć ważny powód. Dysfunkcja w mojej rodzinie jest obecna od pokoleń. Babcia uciekła z domu w wieku 16 lat do Poznania ponieważ ojciec po śmierci matki po prostu ją katował. Babcia wychowywała moją mamę sama, moja mama mnie, a ja swoich synów. Można by powiedzieć, że dysfunkcja przechodzi w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie..... wcale nie jest to zabawne.
Alinko,przykro mi to napisac, nie ja to wymyśliłam, ale córka pozbawina zbyt szybko ojca, nie ułoży sobie nigdy zycia w małżeństwie.
W ogóle nie będzie umiała ułożyć sobie życia w partnerstwie (zapewne wyjątki są,więc podzielcie sie dziewczyny swoimi uwagami).
Ja jestem ewenement, miałam ojca do piędziesiątki.
Po przeczytaniu Waszych wpisów w wieku 50+ dowiedziałam się, że pochodzę z dysfunkcyjej rodziny choć wcześniej nawet do głowy by mi nie przyszło tak o sobie myśleć mimo, że swojego ojca nigdy nie poznałam. Mama rozwiodła się z nim tuż bo moim przyjściu na świat. Pozbawiła go praw rodzicielskich tak, że nigdy go nie spotkałam. Jako nastolatka czy też dorosła kobieta nie wpadłam na pomysł aby go odnaleźć. Zaufałam matce, że skoro tak postąpiła to musiała mieć ważny powód. Dysfunkcja w mojej rodzinie jest obecna od pokoleń. Babcia uciekła z domu w wieku 16 lat do Poznania ponieważ ojciec po śmierci matki po prostu ją katował. Babcia wychowywała moją mamę sama, moja mama mnie, a ja swoich synów. Można by powiedzieć, że dysfunkcja przechodzi w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie..... wcale nie jest to zabawne.