Mam problem

21 października 2015 21:11 / 1 osobie podoba się ten post
Marta

No ja też nie kuleję.Powiedziałabym nawet że całkiem ładnie się prezentuję :lol3:

Ha, ha, ha, ja też jestem niczego sobie .............. z wyglądu jestem ok.
A dylematów wewnętrznych mam też coraz mniej. 
Śmiem twierdzić, że prawie wcale.
21 października 2015 21:41 / 3 osobom podoba się ten post
kasia63

A gdzie jest napisane ,że rodzice to istoty idealne???Ja tam nie byłam żadną matką kulejącą!:)Nigdy nawet bym tak o sobie nie pomyślała!   I  Tobie też zabraniam!Wszyscy rodzice  popełniają jakieś błędy-z pojawieniem się dziecka na świecie nikt nam nie daje instrukcji obsługi dziecka od 0 do 18lat:)I mamy do tych błędów prawo,niezależnie od tego czy wychowujemy je w pełnej czy niepełnej rodzinie.Nie ma idealnych rodziców i idealnych dzieci tez nie ma.Ale jeśli tylko potrafimy ze sobą rozmawiać o wszystkim ,jeśli nasze dziecko ,niezależnie od tego ile ma lat wciąż chce z nami rozmawiać i o pierdach i o rzeczach ważnych to znaczy coś fajnego się nam w życiu udało:):):):)I tego się trzymajmy:)

Kasia jak masz się tak ok, to gratki składam.
Piszę do tych co jednak w duchu nie mają się ok, choć zrobiły wszystko co mogły.
Wychodzi to w relacjach z dorosłymi dzieciakami.
Ty nie masz na to czasu bo jesteś "młodą mężatką".
21 października 2015 22:01 / 1 osobie podoba się ten post
21 października 2015 22:02 / 5 osobom podoba się ten post
Gosiap

Kasia jak masz się tak ok, to gratki składam.
Piszę do tych co jednak w duchu nie mają się ok, choć zrobiły wszystko co mogły.
Wychodzi to w relacjach z dorosłymi dzieciakami.
Ty nie masz na to czasu bo jesteś "młodą mężatką".

Napisałam to po to właśnie ,żeby te co się w duchu nie mają ok, przestały tak o sobie myśleć czy nawet się obwiniać.Czasem jest tak,że mimo tego że robisz co możesz, nie jest dobrze.Nie znaczy to jednak ,że o ten stan matka ma się obwiniać - nie ma wpływu na to,to co ze swoim życiem,relacjami robi dorosłe przecież dziecko.
A ja już nie jestem "młoda mężatka":) 8 lat ,to już nawet okres karencji sie skończył:):):)Hi hi hi
21 października 2015 22:32 / 3 osobom podoba się ten post
Gosiap

Moja córka nie obwiniała mnie za śmierć taty!!! Nigdy!!!
Ale wiesz jaki deficyt mają córki wychowane bez taty????
Boję się napisać ale jesteś kumata więc znajdz sobie w sieci,
jaką role pełni ojcie w rozwoju dziecka, a zwłaszcza dziewczynki...........

Po przeczytaniu Waszych wpisów w wieku 50+ dowiedziałam się, że pochodzę z dysfunkcyjej rodziny choć wcześniej nawet do głowy by mi nie przyszło tak o sobie myśleć mimo, że swojego ojca nigdy nie poznałam. Mama rozwiodła się z nim tuż bo moim przyjściu na świat. Pozbawiła go praw rodzicielskich tak, że nigdy go nie spotkałam. Jako nastolatka czy też dorosła kobieta  nie wpadłam na pomysł aby go odnaleźć. Zaufałam matce, że skoro tak postąpiła to musiała mieć ważny powód. Dysfunkcja w mojej rodzinie jest obecna od pokoleń. Babcia uciekła z domu w wieku 16 lat do Poznania ponieważ ojciec po śmierci matki po prostu ją katował. Babcia wychowywała moją mamę sama, moja mama mnie, a ja swoich synów. Można by powiedzieć, że dysfunkcja przechodzi w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie..... wcale nie jest to zabawne. 
21 października 2015 22:42 / 3 osobom podoba się ten post
To nie ja to życie wymyśliło.
21 października 2015 22:47 / 2 osobom podoba się ten post
Marta

To ja tez poproszę bo tez jestem sama z dwójką ;-)

21 października 2015 22:57 / 6 osobom podoba się ten post
Gosiap

Moja córka nie obwiniała mnie za śmierć taty!!! Nigdy!!!
Ale wiesz jaki deficyt mają córki wychowane bez taty????
Boję się napisać ale jesteś kumata więc znajdz sobie w sieci,
jaką role pełni ojcie w rozwoju dziecka, a zwłaszcza dziewczynki...........

Pewnie obwiniała  Pana Boga, zły los,na pewno widząc koleżanki"zaopiekowane" przez ojców czuła żal,zadawała sobie pytanie dlaczego ja.Ciebie może za to że nie związałaś sie z nikim bo wtedy miałaby choćby "przyszywanego ojca".
Nieważne.
Co drugi człowiek ma jakieś deficyty- bo mama to krzyczała,rodzice się rozwiedli,tato pił...nawet fakt że nie pozwalano w domu na obecność psa może u kogoś wywołać deficyt
Jednakże - przychodzi czas kiedy bierzemy własne życie we własne ręce i dochodzimy do wniosku że składanie wszelkich niepowodzeń na karb tych " deficytów" z dzieciństwa to zwykłe pójście na łatwiznę   ....
21 października 2015 22:57 / 3 osobom podoba się ten post
Alina

Po przeczytaniu Waszych wpisów w wieku 50+ dowiedziałam się, że pochodzę z dysfunkcyjej rodziny choć wcześniej nawet do głowy by mi nie przyszło tak o sobie myśleć mimo, że swojego ojca nigdy nie poznałam. Mama rozwiodła się z nim tuż bo moim przyjściu na świat. Pozbawiła go praw rodzicielskich tak, że nigdy go nie spotkałam. Jako nastolatka czy też dorosła kobieta  nie wpadłam na pomysł aby go odnaleźć. Zaufałam matce, że skoro tak postąpiła to musiała mieć ważny powód. Dysfunkcja w mojej rodzinie jest obecna od pokoleń. Babcia uciekła z domu w wieku 16 lat do Poznania ponieważ ojciec po śmierci matki po prostu ją katował. Babcia wychowywała moją mamę sama, moja mama mnie, a ja swoich synów. Można by powiedzieć, że dysfunkcja przechodzi w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie..... wcale nie jest to zabawne. 

Ale można to przerwać..................
Zadaję sobie pytanie, czy uda mi się mieć wpływ na losy mojego dziecka (a jednak ale mądrze)???????????
Póki co 5,5 roku po ślubie przy współczesnej młodzieży (trzydziesto paroletniej bo córka 32 a zięć 31),
to już sztuka osiągnąc taki wynik.
Cieszę sie i już.
21 października 2015 23:07
Marta

Pewnie obwiniała  Pana Boga, zły los,na pewno widząc koleżanki"zaopiekowane" przez ojców czuła żal,zadawała sobie pytanie dlaczego ja.Ciebie może za to że nie związałaś sie z nikim bo wtedy miałaby choćby "przyszywanego ojca".
Nieważne.
Co drugi człowiek ma jakieś deficyty- bo mama to krzyczała,rodzice się rozwiedli,tato pił...nawet fakt że nie pozwalano w domu na obecność psa może u kogoś wywołać deficyt
Jednakże - przychodzi czas kiedy bierzemy własne życie we własne ręce i dochodzimy do wniosku że składanie wszelkich niepowodzeń na karb tych " deficytów" z dzieciństwa to zwykłe pójście na łatwiznę   ....


Pięknie, tak własnie dorosłe dziecko powinno myślec.
A jak nie myśli to w mysleniu nalezy pomóc, nic więcej nie możemy zrobić " My - rodzice dorosłych dzieci".
 
21 października 2015 23:21 / 1 osobie podoba się ten post
kasia63

Napisałam to po to właśnie ,żeby te co się w duchu nie mają ok, przestały tak o sobie myśleć czy nawet się obwiniać.Czasem jest tak,że mimo tego że robisz co możesz, nie jest dobrze.Nie znaczy to jednak ,że o ten stan matka ma się obwiniać - nie ma wpływu na to,to co ze swoim życiem,relacjami robi dorosłe przecież dziecko.
A ja już nie jestem "młoda mężatka":) 8 lat ,to już nawet okres karencji sie skończył:):):)Hi hi hi

Kasiulka, zobacz co napisałaś.......mają przesyać o sobie tak myśleć???????????/ bo ty im tak kazałaś??????muszą najpierw zrozumieć to wszystko ............To nie jest tak,że ja  wam mówię a wy już wiecie.kużżżżwa to jest proces!!!!!! nie masz problemu, nie mów................miałam problem mówię, dzielę się tym przez co przeszłam ..................
21 października 2015 23:26
Alina

To nie ja to życie wymyśliło.

No coż, przychodzą refleksje .........................
dlaczego mam tak a nie inaczej..........
chcę miec dobrze, to pracuje nad swoim myśleniem    
22 października 2015 00:13 / 2 osobom podoba się ten post
Alina

Po przeczytaniu Waszych wpisów w wieku 50+ dowiedziałam się, że pochodzę z dysfunkcyjej rodziny choć wcześniej nawet do głowy by mi nie przyszło tak o sobie myśleć mimo, że swojego ojca nigdy nie poznałam. Mama rozwiodła się z nim tuż bo moim przyjściu na świat. Pozbawiła go praw rodzicielskich tak, że nigdy go nie spotkałam. Jako nastolatka czy też dorosła kobieta  nie wpadłam na pomysł aby go odnaleźć. Zaufałam matce, że skoro tak postąpiła to musiała mieć ważny powód. Dysfunkcja w mojej rodzinie jest obecna od pokoleń. Babcia uciekła z domu w wieku 16 lat do Poznania ponieważ ojciec po śmierci matki po prostu ją katował. Babcia wychowywała moją mamę sama, moja mama mnie, a ja swoich synów. Można by powiedzieć, że dysfunkcja przechodzi w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie..... wcale nie jest to zabawne. 

Alinko,przykro mi to napisac, nie ja to wymyśliłam, ale córka pozbawina zbyt szybko ojca, nie ułoży sobie nigdy zycia w małżeństwie. 
W ogóle nie będzie umiała ułożyć sobie życia w partnerstwie (zapewne wyjątki są,więc podzielcie sie dziewczyny swoimi uwagami).
Ja jestem ewenement, miałam ojca do piędziesiątki.
22 października 2015 01:28
Gosiap

Alinko,przykro mi to napisac, nie ja to wymyśliłam, ale córka pozbawina zbyt szybko ojca, nie ułoży sobie nigdy zycia w małżeństwie. 
W ogóle nie będzie umiała ułożyć sobie życia w partnerstwie (zapewne wyjątki są,więc podzielcie sie dziewczyny swoimi uwagami).
Ja jestem ewenement, miałam ojca do piędziesiątki.

A ja będę miał do setki.
22 października 2015 01:38 / 5 osobom podoba się ten post
Alina

Po przeczytaniu Waszych wpisów w wieku 50+ dowiedziałam się, że pochodzę z dysfunkcyjej rodziny choć wcześniej nawet do głowy by mi nie przyszło tak o sobie myśleć mimo, że swojego ojca nigdy nie poznałam. Mama rozwiodła się z nim tuż bo moim przyjściu na świat. Pozbawiła go praw rodzicielskich tak, że nigdy go nie spotkałam. Jako nastolatka czy też dorosła kobieta  nie wpadłam na pomysł aby go odnaleźć. Zaufałam matce, że skoro tak postąpiła to musiała mieć ważny powód. Dysfunkcja w mojej rodzinie jest obecna od pokoleń. Babcia uciekła z domu w wieku 16 lat do Poznania ponieważ ojciec po śmierci matki po prostu ją katował. Babcia wychowywała moją mamę sama, moja mama mnie, a ja swoich synów. Można by powiedzieć, że dysfunkcja przechodzi w mojej rodzinie z pokolenia na pokolenie..... wcale nie jest to zabawne. 

Alino, ile to rzeczy trzeba mieć w dupie, to się w głowie nie mieści, że powtórzę. Głowa do góry, no co Ty, piękna Kobieto!!!!
Gruba krecha, odkreślić, bo już nie jest ważne co było. Ważne jest co teraz, dzisiaj i jutro. Bo najpiękniejsze są dni, których jeszcze nie znamy, ze powtórzę.
Jaka dysfunkcja? Że co? Ciesz się, że Matkę miałaś, bo są tacy, którzy wcale nigdy jej nie poznali. To dopiero wcale nie jest zabawne.