Mam taką sytuację w nowym miejscu, że dwa pierwsze dni miałam skróconą o godzinę przerwę, ale rozumiem to, bo to nowe miejsce, chciałam się wdrożyć itd. Dziś miałam mieć pełną długość, a po obiedzie pdp mówi, że w trakcie mojej przerwy przychodzi lekarz i mam być i koniec. Przyszła po mnie koleżanka-opiekunka, czekała na mnie chwilę w salonie i wtedy pdp mówi do niej, że nigdy już nie weźmie młodej opiekunki, niedobrze gotuję (do czasu sprawy z przerwą wszystko smakowało)i chcę iść na przerwę, a nic nie zrobiłam- a co chodzi z tym "nic" nie wiadomo. Wróciłam więc wcześniej, patrzę a tu syn pdp, mówię, że zejdę jak tylko przyjdzie lekarz, na co syn, że nie trzeba, ale mam zamiar tak czy siak zejść. Zdaniem opiekunki, którą zmieniałam, wiem, że rodzina liczy, że skoro jestem młodsza to dam sobą łatwiej manipulować, ona też miała problemy z przerwami, a jako jedyna wróciła do pdp, bo inne opiekuni przyjechały tylko raz i nie wróciły. Najbardziej martwi mnie to, że wiem, że pdp nie podoba się to, że nie chciałam się zgodzić się na 3 raz z rzędu na skrócenie mi przerwy ("Musisz być trochę elastyczna" usłyszałam), ale ponieważ nie może się o to do mnie oficjalnie przyczepić, to zaczyna zmyślać: nagle przestaje mu smakować moje jedzenie i nic nie robię. Synowi powiedziałam jak mnie teraz zapytał, że wszystko o.k., ale boję się sytuacji kiedy pdp lub rodzina będą dzwonić do agencji podając nieprawidłowe informacje- że to przez gotowanie czy nic nierobienie, podczas gdy chodzi o moje przerwy. Dodam, że przez calutki czas jestem bardzo grzeczna, miła, uśmiechnięta, mówię bardzo spokojnie i pogodnie choć po dzisiejszej sytuacji mam w środku kluchę. Jak wy to widzicie?