Na wyjeździe #25

11 czerwca 2015 18:28 / 6 osobom podoba się ten post
amelka

Napisalam to w kontekscie wypowiedzi innej Kolezanki, ktorej przyjaciel odszedl nagle w Meksyku. To musialo byc traumatyczne przezycie.
Jesli naprawde chcialabys cos fajnego zrobic dla swojej mamy, to bys to zrobila.
Mialas na to dosc duzo czasu.
Chodzi chyba w Twojej wypowiedzi o uspokojenie wlasnego sumienia.

Nie, nie chodzi mi uspokojenie sumienia tylko żal. Nie rozumiesz mnie Amelko. Masz rację, miałam czas ale coś innego zawsze było ważniejsze. To co chciałam zrobić było związane z finansami, a z tym różnie u mnie bywało. Na pierwszym miejscu byli synowie, ich wykształcenie itd. Jeśli chcesz coś zrozumieć to zrozumiesz, jeśli nie to interpretuj sobie jak chcesz.
11 czerwca 2015 18:35 / 12 osobom podoba się ten post
Alina

Nie, nie chodzi mi uspokojenie sumienia tylko żal. Nie rozumiesz mnie Amelko. Masz rację, miałam czas ale coś innego zawsze było ważniejsze. To co chciałam zrobić było związane z finansami, a z tym różnie u mnie bywało. Na pierwszym miejscu byli synowie, ich wykształcenie itd. Jeśli chcesz coś zrozumieć to zrozumiesz, jeśli nie to interpretuj sobie jak chcesz.

Masz rację. Po prostu mimo, że widzimy że nasi rodzice się starzeją to jednak wciąż wydaje nam się, że bedą z nami zawsze. Przecież odchodzą rodzice "innych". A nasi będą zawsze. Przyjmujemy więc, ze mamy dużo czasu, że zrobimy coś "kiedyś". A potem jest żal, że czasu brakło. Że tyle pilnych spraw okazało się nieważnymi, a to co miało być "zawsze" - przeminęło. I chyba dlatego później tak nam żal straconych chwil, niezrobionych rzeczy i niewypowiedzianych słów.
Dlatego warto czasami zadzwonić do domu choćby po to, żeby zdążyć powiedzieć "kocham" tym którzy są "zawsze". Zawsze za krótko z nami.
11 czerwca 2015 19:05 / 5 osobom podoba się ten post
Ja też mam do siebie żal,że nie poświęciłam wiecej czasu mojej baci ,która mnie wychowywała.Takie poczucie długo mnie gryzło i często nachodzi mnie tęsknota do bólu,ale jak kiedyś tak usiadłam i szczerze spojrzałam na sytuację to tak naprawdę byłam przy niej zawsze.Mimo własnej rodziny i obowiazków;biegalam 3 razy dziennie,a czasem 4 z malutkimi wtedy dziećmi.Moja babcia nigdy nie czuła się opuszczona,a czasem nawet widziałam ,że męczyły ją nasze ciągłe przesiadywania.Czasu się nie cofnie.To co obiecałam jej przed śmiercią;zrobiłam dokładnie po,tak jak sobie życzyła.Pisze to ,bo może to my wbijamy sobie do głowy czasem niepotrzebnie winę.Tak jest,że zakładając rodziny ,mając dzieci;to one stają sie najważniejsze,bo masz obowiazek im dostarczyć tego co w danej chwili potrzebują.Wiele bym dała żeby cofnąć czas, przedłużyć własne dzieciństwo,wydłużyć dobę.Nie da się,ale cieszę się z każdej chwili jaką miałam ja i moje dzieci z babcią...
11 czerwca 2015 19:12 / 1 osobie podoba się ten post


Zdjecie zrobione na wyjeżdzie więc i topik odpowiedni.
Jest to południe DE.Lubie takie podwórka tajemnicze donice,z ktorych nie wiadomo co wyrosnie a póżniej cieszy oczy gospodarzy i przechodniów.

Własnie wgrywam zdjecia poniewaz dzisiejsze popołudnie przeznaczyłam na objazd mojej*wsi.Przy segregowaniu napatoczyło mi własnie to -kot znajomy - lubi sie pokazać.

Gdyby nie praca w opiece wielu rzeczy bym nie wiedziała i nie widziała.A i nie poznałabym tylu zyczliwych ludzi
11 czerwca 2015 19:12 / 1 osobie podoba się ten post


Zdjecie zrobione na wyjeżdzie więc i topik odpowiedni.
Jest to południe DE.Lubie takie podwórka tajemnicze donice,z ktorych nie wiadomo co wyrosnie a póżniej cieszy oczy gospodarzy i przechodniów.

Własnie wgrywam zdjecia poniewaz dzisiejsze popołudnie przeznaczyłam na objazd mojej*wsi.Przy segregowaniu napatoczyło mi własnie to -kot znajomy - lubi sie pokazać.

Gdyby nie praca w opiece wielu rzeczy bym nie wiedziała i nie widziała.A i nie poznałabym tylu zyczliwych ludzi
11 czerwca 2015 19:20 / 4 osobom podoba się ten post
Fakt.Wielu ludzi bym nie poznała i nadal tkwiła bym w przeświadczeniu i przekonaniu ,że ,,nasi sąsiedzi,,to zło,bo tak nam do głowy wbijano.Tu po prostu są ludzie tacy jak u nas;jedni dobrzy inni okropni..Dużo się nauczyłam ,dużo widziałam,a przede wszystkim tą pracę zawdzięczam tylko sobie,która daje mi niezależność ,nie tylko finansową ;)
11 czerwca 2015 19:25 / 9 osobom podoba się ten post
amelka

Napisalam to w kontekscie wypowiedzi innej Kolezanki, ktorej przyjaciel odszedl nagle w Meksyku. To musialo byc traumatyczne przezycie.
Jesli naprawde chcialabys cos fajnego zrobic dla swojej mamy, to bys to zrobila.
Mialas na to dosc duzo czasu.
Chodzi chyba w Twojej wypowiedzi o uspokojenie wlasnego sumienia.

Witam sie z Wami.
Pierwszy raz po długiej przerwie weszłam na forum i przeczytałam Twoja wypowiedż-naturalnie cofnęłam sie i przeczytałam,co napisała Binor i Alina.
Jak moze wiesz,niedawno zjechałam pochować męża mojego,wiec temat jakby bardzo mnie dotyka.
I jakoś nie odbieram wypowiedzi Aliny jako chęc uspokojenia sumienia własnego.
Tego po prostu nie da sie zrobić.
Wszystko,co odkładamy na potem,wszystko,co wydaje nam sie takie oczywiste-w konfrontacji ze smiercia nabiera innego znaczenia jakby.
Żyjemy z kimś,kochamy,dzielimy radosci i smutki,bawia nas te same dowcipy,spieramy sie w innych sprawach-ot,żyjemy razem,wydaje sie,że wiemy o sobie wszystko,że ta druga osoba wie,że kochamy,jesteśmy obok zawsze,że tęsknimy,myślimy....a potem przychodzi śmierć i to,co wydawało sie takie oczywiste-już takie nie jest.A wydawało sie nam,że mamy czas na życie,na wszystko.
Piszę na swoim przykładzie.
Mąż kochał mnie straszecznie mocno,wiedziałam o tym zawsze i pewna byłam,że i On wie jaka jest siła mojego uczucia.Ale On odszedł-a mnie dopadły watpliwości-czy wiedział?,czy nie zwatpił-bo przez naszą pracę na wyjeżdzie-rozstania sa czymś nieodłącznym.On nie znosił ich za dobrze.
Pewnie odpowiesz mi,że jesli kochalismy sie prawdziwie-to wiedział.Też tak myśli kawałek mnie-ale drugi kawałek pyta-czy rzeczywiscie?
I tak jak Alina,żałuję,że czegoś nie powiedziałam,że czegos nie zrobiłam-bo pewna byłam,że mam czas,że zestarzejemy sie razem.Nie wyszło.
Na płycie nagrobnej kazałam wyryć jedno słowo-DLACZEGO?
Do dzisiaj nie wiem,dlaczego sie poddał,dlaczego nie naprawił telefonu,dlaczego nie szukał pomocy u lekarza-i wiele innych dlaczego mnie gnębi.
To jest kolejna śmierć,która mnie dotyka,a każda z nich uczy mnie,że nie warto niczego odkładac na potem,że nie ma znaczenia wiekszego mieć,bo o wiele wazniejsze jest być.
Powoli uczę sie,że trzeba dalej zyć-już inaczej.I tak jak Alina-żałuję pewnych rzeczy,ale natychmiast mówie sobie,że to już nie ważne,bo czasu nie cofnę.Trzeba patrzyć przed siebie,oglądanie sie do tyłu nic nie da.Ale boli ta świadomość.


11 czerwca 2015 19:33 / 4 osobom podoba się ten post
... tak wlasnie jest , ze w pogoni za lepszym zyciem, zapominamy o tym, ze ono sie kiedys skonczy i czesto w najmniej spodziewanym momencie. Masz racje , ze tak wlsciwie to powinnismy czuc , ze jestesmy , a nie ze cos wiecej mamy. Duzo sil i odwagi Ci zycze
11 czerwca 2015 20:23 / 5 osobom podoba się ten post
Nie będę cytować Impali ponieważ post jest długi i dostanę po łapkach od naszej kochanej Barbabasi ale lepiej nie potrafiłabym opisać tego co chciałam wyrazić. Bardzo Ci współczuję Impalo. Nie ma nic gorszego gdy umiera osoba, którą kochamy. Wobec śmierci wszyscy jesteśmy bezradni. Nic nie można zrobić. Moja mama umarła na raka. Tak długo jak było można opiekowałam się nią w domu. W dniu jej śmierci zawiozłam ją do szpitala. Gdy wychodziłam z sali, na której leżała stojąc w drzwiach powiedziałam do "Do jutra". Powtórzyła bezgłośnie za mną" Do jutra", uśmiechnęła się i pokiwała ręką. Więcej jej nie zobaczyłam. Do tej pory nie mogę się pogodzić z jej śmiercią.
11 czerwca 2015 20:24 / 6 osobom podoba się ten post
Może żle zostane odebrana za to co teraz napiszę,ale takie właśnie jest życie,aby do czegoś dążyć,czymś i czemuś się poświęcić.Jeden robi karierę,drugi buduje dom,trzeci wyjeżdza do pracy ,aby innym domownikom żyło się lepiej.Wszyscy zdajemy sobię sprawę ,że żyć wiecznie nie będziemy i na śmierć nigdy nie będziemy gotowi,bo zawsze nas zaskakuje,nawet wtedy kiedy znamy opinię lekarzy.Nie można jednak siedzieć w fotelu bujanym,przymać sie za ręce i na nią czekać.Samym byciem ze sobą nie zbudujemy,,domu,,dla naszych dzieci,nie nakarmimy siebie.Śmierć to jeden z etapów życia,który zatrzymuje nas na chwilę,abyśmy obrali inny kierunek już bez tej ukochanej osoby.WSZYSTKO JEST PO COŚ I ŚMIERĆ JEST PO COŚ!
11 czerwca 2015 20:28 / 2 osobom podoba się ten post
Alina

Nie, nie chodzi mi uspokojenie sumienia tylko żal. Nie rozumiesz mnie Amelko. Masz rację, miałam czas ale coś innego zawsze było ważniejsze. To co chciałam zrobić było związane z finansami, a z tym różnie u mnie bywało. Na pierwszym miejscu byli synowie, ich wykształcenie itd. Jeśli chcesz coś zrozumieć to zrozumiesz, jeśli nie to interpretuj sobie jak chcesz.

Wyobraz sobie Alina, ze rozumiem wszystko, o czym napisalas.
I nie tylko Twoje wpisy rozumiem, ale tez i wszystkie inne, ktore czytuje ( tylko wybiorczo) -  tez rozumiem az nadto.
A ze niejednokrotnie wyczuwam podswiadomie intencje i ukryte miedzy wierszami nienapisane wprost slowa, to piszacych bardzo irytuje i zawsze, albo prawie zawsze atakowana jest moja persona.
Jednoczesnie dziekuje za pozwolenie na dowolna interpretacje wpisow.
I na koniec, to jest tak proste i zwyczajne do zrozumienia, ze nawet zastanawiac sie nie ma nad czym.
Tak, blizsza koszula cialu, jak mowi przyslowie.
11 czerwca 2015 20:30 / 2 osobom podoba się ten post
Alina

Nie będę cytować Impali ponieważ post jest długi i dostanę po łapkach od naszej kochanej Barbabasi ale lepiej nie potrafiłabym opisać tego co chciałam wyrazić. Bardzo Ci współczuję Impalo. Nie ma nic gorszego gdy umiera osoba, którą kochamy. Wobec śmierci wszyscy jesteśmy bezradni. Nic nie można zrobić. Moja mama umarła na raka. Tak długo jak było można opiekowałam się nią w domu. W dniu jej śmierci zawiozłam ją do szpitala. Gdy wychodziłam z sali, na której leżała stojąc w drzwiach powiedziałam do "Do jutra". Powtórzyła bezgłośnie za mną" Do jutra", uśmiechnęła się i pokiwała ręką. Więcej jej nie zobaczyłam. Do tej pory nie mogę się pogodzić z jej śmiercią.

Spotkasz Ja i porozmawiasz, jesli w to wierzysz.
11 czerwca 2015 20:33
amelka

Wyobraz sobie Alina, ze rozumiem wszystko, o czym napisalas.
I nie tylko Twoje wpisy rozumiem, ale tez i wszystkie inne, ktore czytuje ( tylko wybiorczo) -  tez rozumiem az nadto.
A ze niejednokrotnie wyczuwam podswiadomie intencje i ukryte miedzy wierszami nienapisane wprost slowa, to piszacych bardzo irytuje i zawsze, albo prawie zawsze atakowana jest moja persona.
Jednoczesnie dziekuje za pozwolenie na dowolna interpretacje wpisow.
I na koniec, to jest tak proste i zwyczajne do zrozumienia, ze nawet zastanawiac sie nie ma nad czym.
Tak, blizsza koszula cialu, jak mowi przyslowie.

Amelko! Nie irytuj się. Nie chcę Cię atakować bo niby dlaczego. Co masz na myśli pisząc bliższa koszula ciału? Wybacz, nie mam Twojej intuicji i nie rozumiem.
11 czerwca 2015 20:35 / 1 osobie podoba się ten post
Alina

Amelko! Nie irytuj się. Nie chcę Cię atakować bo niby dlaczego. Co masz na myśli pisząc bliższa koszula ciału? Wybacz, nie mam Twojej intuicji i nie rozumiem.

To znaczy, ze blizsze sa dla Ciebie Twoje Dzieci. Mama na drugim planie.
11 czerwca 2015 20:38 / 1 osobie podoba się ten post
Alina

Amelko! Nie irytuj się. Nie chcę Cię atakować bo niby dlaczego. Co masz na myśli pisząc bliższa koszula ciału? Wybacz, nie mam Twojej intuicji i nie rozumiem.

Nie wiem czy wolno nam takie tematy na forum poruszać ale wierzę, że człowiek nie umiera do końca. Wierzę w duchy opiekuńcze.