Na wyjeździe #25

14 czerwca 2015 20:53 / 1 osobie podoba się ten post
agama

No ja dziękuję za takie ''wolne'' Przerwa jak zwykle.Potem co chwile ktoś przyjeżdżał.I za kazdym razem kawa i ciasto,potem mycie.Ufff. Jeszcze wizyta trwa i obawiam się,że to jeszcze nie koniec.:-(
Mają dziesięcioro dzieci a tutaj dzisiaj jest Dzień Matki. Dotychczas przyjęłam siedmioro:swiety:
Posiedziec z nimi ciezko pomimo tego,że naprawde są mili ale przeszkadza bariera jezykowa:-(

Z tego co ja wiem to w Niemczech Dzień Matki obchodzą w drugą niedzielę maja .............
14 czerwca 2015 20:56 / 1 osobie podoba się ten post
W Luksemburgu w druga niedziele czerwca......
14 czerwca 2015 20:59 / 1 osobie podoba się ten post
agama

W Luksemburgu w druga niedziele czerwca......

ooo, co kraj to obyczaj, dzięki że napisałaś....
14 czerwca 2015 21:39 / 19 osobom podoba się ten post
Wogóle nie wiem co się dzieje na forum,nie mam nawet kiedy poczytać. Nie wiem kogo usunęli,kto usunął się sam,jeszcze tak nie było żebym była kompletnie nie w temacie,ale moze to i lepiej....
Dziwię się,jak człowiek potrafi się przystosować do warunków. Przed ponad dwa tygodnie nie mogłam się zaklimatyzować,wpadałam z jednego doła w drugi,nie mogłam ponownie usnąć,kiedy pdp wybudził mnie w nocy. Spałam po 3 godziny na dobę,a jednak...zostanę do końca kontraktu i chyba nawet przedłuże,a na pewno wrócę w to miejsce.
Sztella pomimo,że ciężka można się wiele nauczyć,rodzina rekompensuje mnie i mojej wspólopiekunce wszystkie niedogodności. Mamy auto do dyspozycji,rodzina stara się nas czasem odciązyć w obowiązkach,ale najmilsze jest to,że potrafią podziękować .
Z koleżanką nie wchodzimy sobie w drogę,dzięki czemu nasza współpraca układa się dobrze,nie ma tarć ani nieporozumień,uzupełniamy się i nie zabiegamy o wzgledy rodziny. Kazda robi to co niej nalezy.Prawdę mówiąc nie spodziewałam się takiej harmonii i jestem miło rozczarowana.
Rodzina traktuje nas równo,nie wyróżnia żadnej z nas i chwali tak samo .
Chciałabym tu wracac długo,ale przeraża mnie perspektywa spędzenia miesięcy na odludziu,do najbliższego Aldika jest 8 km...porażka jakaś,i pomyśleć ,że turyści płacą krocie za miejsce w pensjonacie w tych okolicach....
Mój pdp już na tyle oswoił się ze mną,że w nocy przesypia 6 godzin,dzięki czemu jakoś się trzymam.
Cieszę się,ze zdecydowałam się na tą sztelę i nie odrzuciłam jej na samym początku. Czasem pozory na prawde mogą mylić.
14 czerwca 2015 22:32 / 9 osobom podoba się ten post
Wczoraj w moim obecnym miejscu pracy odwiedziła mnie rodzina mojej pierwszej,nieżyjącej już podopiecznej.
Wielokrotnie zresztą pisałam,jak dobry kontakt mamy do tej pory.

Wybraliśmy się razem na zakupy do Holandii (po kawę np).
Planują weekend w Monachium,żeby tam też się spotkac   No i może w końcu przyjadą do Polski.

Bardzo się cieszę,że do nich trafiłam. Dzięki nim moje początki na niemieckiej ziemii były do przeżycia
15 czerwca 2015 10:09 / 6 osobom podoba się ten post
Basiaiam- wspaniale poczytać o takich rodzinach jak twoja rodzina pierwszej pdp:):) To bardzo budujące:)
Ivanillko kochana- dobrze, że piszesz, bo tak zamilkłaś i nie wiedziałam czy i jak sobie radzisz:). Twój pdp jest bardzo sympatyczny, więc miło przeczytać mi, że pomimo wyzwań z spaniem decydujesz się tam zostać. Po złym czasie u tamtej baby, masz teraz okres na dobre stelle- oby trwał jak najdłużej:):), najlepiej żeby już na zawsze:):)
Ja tymaczasem dowiedzuałam się, że mam zjechać dzień wcześniej- a zmienniczka przyjedzie dzień później, rodzina ewidentnie nie chce dopuścić do spotkania między nami, bo wtedy zmienniczka też upomni się o należne jej wolne popołudnie raz w tygodniu i odmówi odkurzania całego domu co drugi dzień. Ja mam już nowe miejsce, które na mnie czeka i cieszę się, że jadę, bo mój pdp robi się coraz bardziej bezczelny- dziś zaczął na mnie krzyczeć, że nie odebrałam od razu telefonu- wrzeszczy już po odebraniu rozmowy, a dzwoniła agencja akurat...odpowiedziałam spokojnie, że byłam w zupełnie innym pomieszczeniu i musiałam dojść, ale żadna kasa nie jest warta tego, żeby pozwolić zupełnie zdrowej na umyśle osobie robić z siebie popychadło- na prawdę się cieszę na wcześniejszy wyjazd z tąd. Co dzień jestem u tej innej opiekunki w odwiedzinach i często jest tam też rodzina tamtego starszego pana- czuć różnicę i tyle, tamci ludzie nie są na pokaz i nie ma jakiś wyśrubowanych oczekiwań, opiekunka robi co do niej należy i nikt nad nią nie wisi, a tu gdzie jestem co dzień mam kontrolę, cieszę się, ze z tąd jadę, oby w lepsze miejsce...
15 czerwca 2015 13:13 / 7 osobom podoba się ten post
slonecznie

Mój pdp bardzo chwali moją kuchnię, więc pobyt tutaj ma przynajmniej ten plus, że obrastam w piórka, jeśli chodzi o moje zdolności kulinarne:).

Słonecznie , cytuję Twój najkrótszy post - ale odnoszę się do tych długich.... Słonko , wrzucaj na luuuuz , już jedną nogę masz za progiem... A jeśli chodzi o przerwy... przez pierwsze dwa tygodnie wstawałam o 5.15 ( o 6 - 6.15 przychodzi pielęgniarka do kobitki - więc muszę przygotować wszystko do mycia itd) szłam spać o 22, styrana jak osioł , bez żadnej przerwy ( posiłek byle jaki w biegu nieomal ) . To nawet miało jedną dobrą stronę - byłam tak padnięta ,że na nic innego nie miałam sił . Teraz mam pod tym względem  zdecydowanie lepiej , wstaję grzecznie o 5,15 , ale nie ma już takiego syfu , że strach czegokolwiek dotknąć , więc nie jeżdżę na szmatach i szczotach , facet jest w szpitalu , więc nie gania mnie -" podaj, podgrzej , wynieś , przynieś" -  i ogólnie : roboty mniej , czasu więcej ,ale za to  wszystkie kalendarze stłamszone i sponiewierane a ja ....  ech , szkoda słów :(   ale niedługo już ... za 3 tygodnie i 3 dni zrobię tak :Znalezione obrazy dla zapytania kot na miotle



a Ty zrobisz to jeszcze wcześniej .....  :)  powodzenia Słonko !
15 czerwca 2015 13:52 / 18 osobom podoba się ten post
Dzisiaj był fachowiec, aby zerknąć na awarię z wodą. Okazało się, że PDP mają ogromną plamę na suficie w łazience i drugą podobną w kuchni. Czyli opiekunka ich zalała . U mnie czysto i sucho, problem jest w ścianie. Fachowiec stwierdził, ze problem istniał od dawana, tylko się uaktywnił teraz jak ktoś zamieszkał na górze. Problem będzie kosztowny do naprawienia, nie obędzie się bez rozwalania ściany w kuchni i w łazience. (aż boję się o tym myśleć). Trzeba jednak zaczekać na decyzję od ubezpieczyciela.
I tym sposobem moją prywatność i poczucie, że zamykam za sobą drzwi i mam spokój prawie jak u siebie - diabli wzięli. Nie mogę korzystać z kuchni oraz z toalety. Babcia wspomniała też coś o wannie, ale fachowiec stwierdził, że to jest inne ujęcie wody.
Za potrzebą muszę biegać do Dziadków, albo do piwnicy, bo tam też jest toaleta, jakiej jeszcze w życiu na oczy nie widziałam . Drzwi są zasuwane, można więc je przymknąć, ale nie zamknąć. Do owego przybytku prowadzą schody dość strome. Na samym szczycie znajduje się "tron". Usiąść trzeba ostrożnie wtulając się bardziej w ścianę, bo po drugiej stronie jest przepaść jakieś 75 cm w dół. Nogi trzeba ułożyć z boku tronu, bo na przodzie nie ma za bardzo na nie miejsca, bo jest stopień. Podnosząc się, trzeba to robić ostrożnie i nie zapomnieć o schodach, bo można zatrzymać się na "drzwiach". Oczywiście spłuczka jest starego typu na sznureczku, którą trzeba delikatnie pociągnąć, co by nam w ręce nie została...., a odgłos spuszczanej wody zmienia się pod koniec w głośne bulgotanie, przypominające wynurzanie się nurka z wody, po czym przy akompaniamencie drżenia wszystkich rur w ścianach następuje ponowne napełnianie zbiornika. JA CHCĘ SWOJĄ ŁAZIENKĘ!!!!!
15 czerwca 2015 14:04 / 9 osobom podoba się ten post
A mi tu dobrze i przedłużyłam pobyt o 5 dzionków. Kupię za to córci jej wymarzone Najki
15 czerwca 2015 15:08 / 1 osobie podoba się ten post
tyciek

Słonecznie , cytuję Twój najkrótszy post - ale odnoszę się do tych długich.... Słonko , wrzucaj na luuuuz , już jedną nogę masz za progiem... A jeśli chodzi o przerwy... przez pierwsze dwa tygodnie wstawałam o 5.15 ( o 6 - 6.15 przychodzi pielęgniarka do kobitki - więc muszę przygotować wszystko do mycia itd) szłam spać o 22, styrana jak osioł , bez żadnej przerwy ( posiłek byle jaki w biegu nieomal ) . To nawet miało jedną dobrą stronę - byłam tak padnięta ,że na nic innego nie miałam sił . Teraz mam pod tym względem  zdecydowanie lepiej , wstaję grzecznie o 5,15 , ale nie ma już takiego syfu , że strach czegokolwiek dotknąć , więc nie jeżdżę na szmatach i szczotach , facet jest w szpitalu , więc nie gania mnie -" podaj, podgrzej , wynieś , przynieś" -  i ogólnie : roboty mniej , czasu więcej ,ale za to  wszystkie kalendarze stłamszone i sponiewierane a ja ....  ech , szkoda słów :(   ale niedługo już ... za 3 tygodnie i 3 dni zrobię tak :Znalezione obrazy dla zapytania kot na miotle



a Ty zrobisz to jeszcze wcześniej .....  :)  powodzenia Słonko !

A czy twój kierunek to domek w PL? Czy może od razu gdzieś na wakacje fruniesz? Ach, i ten wrednawy uśmiech na pysku tego kota-miodzio!
Tyćku kochany masz rację i ja myślę tak samo- w sensie szkoda walczyć z wiatrakami, porzuciłam to zajęcie, bo wolę swoją energię zainwestować w co innego. Nie znaczy to jednak, że pewne sytuacje nie wywołują we mnie określonych emocji, bo musiałabym być głazem i być głupia, żeby nic nie czuć kiedy ktoś jawnie łamie raz za razem zasady co do przerwy na które się umówiliśmy. I po to o tym tu piszę, żeby mnie nie cisnęło od środka. Dziś kolejny taki motyw, to 20 minut które spędziłam do południa na górze (wszystko ogarnięte, trochę czasu do gotowania obiadu zostało), w tym 5 w wc, i od razu pukanie do moich drzwi i komentarz: "Nie możesz tu cały czas siedzieć (w sensie: poza przerwą masz cały czas coś robić)", popatrzyłam się i ze spokojem odpowiedziałam uprzejmie: " Ale ja nie siedzę tu cały czas, siedzę tu 15 minut", mój pdp bardzo dobrze wiedział, że to prawda, więc zaśmiał się tylko bo brakło mu argumentów i stał najpierw pod drzwiami mojego pokoju, a potem pod drzwiami łazienki czekając jak wyjadę no i jak go tu ...nie lubić;)? Bo pomimo tego, że mnie drażni, to jakąś sympatię chyba do niego czuję, inaczej bym tych inspekcji z stoickim spokojem 2 tygodnie nie wytrzymała.
15 czerwca 2015 15:14 / 1 osobie podoba się ten post
Annika

Dzisiaj był fachowiec, aby zerknąć na awarię z wodą. Okazało się, że PDP mają ogromną plamę na suficie w łazience i drugą podobną w kuchni. Czyli opiekunka ich zalała :-). U mnie czysto i sucho, problem jest w ścianie. Fachowiec stwierdził, ze problem istniał od dawana, tylko się uaktywnił teraz jak ktoś zamieszkał na górze. Problem będzie kosztowny do naprawienia, nie obędzie się bez rozwalania ściany w kuchni i w łazience. (aż boję się o tym myśleć). Trzeba jednak zaczekać na decyzję od ubezpieczyciela.
I tym sposobem moją prywatność i poczucie, że zamykam za sobą drzwi i mam spokój prawie jak u siebie - diabli wzięli. Nie mogę korzystać z kuchni oraz z toalety. Babcia wspomniała też coś o wannie, ale fachowiec stwierdził, że to jest inne ujęcie wody.
Za potrzebą muszę biegać do Dziadków, albo do piwnicy, bo tam też jest toaleta, jakiej jeszcze w życiu na oczy nie widziałam :-). Drzwi są zasuwane, można więc je przymknąć, ale nie zamknąć. Do owego przybytku prowadzą schody dość strome. Na samym szczycie znajduje się "tron". Usiąść trzeba ostrożnie wtulając się bardziej w ścianę, bo po drugiej stronie jest przepaść jakieś 75 cm w dół. Nogi trzeba ułożyć z boku tronu, bo na przodzie nie ma za bardzo na nie miejsca, bo jest stopień. Podnosząc się, trzeba to robić ostrożnie i nie zapomnieć o schodach, bo można zatrzymać się na "drzwiach". Oczywiście spłuczka jest starego typu na sznureczku, którą trzeba delikatnie pociągnąć, co by nam w ręce nie została...., a odgłos spuszczanej wody zmienia się pod koniec w głośne bulgotanie, przypominające wynurzanie się nurka z wody, po czym przy akompaniamencie drżenia wszystkich rur w ścianach następuje ponowne napełnianie zbiornika. JA CHCĘ SWOJĄ ŁAZIENKĘ!!!!!

Super:D To masz przygodę :D. Wrzuć fotki jeśli możesz. A tak na serio zdaję sobie sprawę jakie to musi być dla ciebie trudne- to poczucie, że mamy ten pokój, możemy zamknąć drzwi i być tylko dla siebie chcoiaż przez 2 godziny dziennie- to nas często ratuje psychicznie. Annika- na razie rozumiem, że choć łazienki już swojej nie masz, to masz dalej prywatność w swoim pokoju? A wiesz kiedy remont się zacznie i ile orientacyjnie potrwa? Może jest jakiś inny pokój w domu, gdzie mogłabyś się na ten czas przenieść? Porozmwiaj o swojej potrzebie prywatności z dziadkami- jeśli są ci życzliwi to na pewno zrozumieją:):). I serio wrzuć fotkę tego przybytku rozkoszy mieszczącego się w piwnicy, bo kojarzy sie z lochami Draculi z filmów;)- chcę obaczyć:)!
15 czerwca 2015 15:19 / 4 osobom podoba się ten post
slonecznie

A czy twój kierunek to domek w PL? Czy może od razu gdzieś na wakacje fruniesz? Ach, i ten wrednawy uśmiech na pysku tego kota-miodzio!
Tyćku kochany masz rację i ja myślę tak samo- w sensie szkoda walczyć z wiatrakami, porzuciłam to zajęcie, bo wolę swoją energię zainwestować w co innego. Nie znaczy to jednak, że pewne sytuacje nie wywołują we mnie określonych emocji, bo musiałabym być głazem i być głupia, żeby nic nie czuć kiedy ktoś jawnie łamie raz za razem zasady co do przerwy na które się umówiliśmy. I po to o tym tu piszę, żeby mnie nie cisnęło od środka. Dziś kolejny taki motyw, to 20 minut które spędziłam do południa na górze (wszystko ogarnięte, trochę czasu do gotowania obiadu zostało), w tym 5 w wc, i od razu pukanie do moich drzwi i komentarz: "Nie możesz tu cały czas siedzieć (w sensie: poza przerwą masz cały czas coś robić)", popatrzyłam się i ze spokojem odpowiedziałam uprzejmie: " Ale ja nie siedzę tu cały czas, siedzę tu 15 minut", mój pdp bardzo dobrze wiedział, że to prawda, więc zaśmiał się tylko bo brakło mu argumentów i stał najpierw pod drzwiami mojego pokoju, a potem pod drzwiami łazienki czekając jak wyjadę no i jak go tu ...nie lubić;)? Bo pomimo tego, że mnie drażni, to jakąś sympatię chyba do niego czuję, inaczej bym tych inspekcji z stoickim spokojem 2 tygodnie nie wytrzymała.

kierunek - DOMEK !!! Potem może GB - w odwiedziny do córci ...  . Słonecznie - w jednym przyznaję Ci absolutną bezapelacyjną rację : tu trzeba mieć nerwy ze stali i anielski charakter  żeby przeżyć dzikie wymogi pdp i ich rodzin i szczęśliwie wrócić do chaty .  Trzeba mieć żelazne nerwy by doczekać się rezerwy !  Czego Tobie, sobie i wszystkim opiekunkom i opiekunom życzę !

15 czerwca 2015 15:35 / 2 osobom podoba się ten post
slonecznie

Super:D To masz przygodę :D. Wrzuć fotki jeśli możesz. A tak na serio zdaję sobie sprawę jakie to musi być dla ciebie trudne- to poczucie, że mamy ten pokój, możemy zamknąć drzwi i być tylko dla siebie chcoiaż przez 2 godziny dziennie- to nas często ratuje psychicznie. Annika- na razie rozumiem, że choć łazienki już swojej nie masz, to masz dalej prywatność w swoim pokoju? A wiesz kiedy remont się zacznie i ile orientacyjnie potrwa? Może jest jakiś inny pokój w domu, gdzie mogłabyś się na ten czas przenieść? Porozmwiaj o swojej potrzebie prywatności z dziadkami- jeśli są ci życzliwi to na pewno zrozumieją:):). I serio wrzuć fotkę tego przybytku rozkoszy mieszczącego się w piwnicy, bo kojarzy sie z lochami Draculi z filmów;)- chcę obaczyć:)!

Ja tutaj nadal mam całe pięterko dla siebie, tyle, że trochę upośledzone, jeżeli chodzi o wygodę . Mam swoją sypialnię, balkon, tyle, że z toalety muszę korzystać gdzie indziej . Przetrzymam to, bo przecież często bywa tak, że od poczatku mamy wspólne łazienki z PDP i nic nie mówimy, tylko teraz się tak wygodna zrobiłam .  Nie wiem kiedy zacznie się remont, bo dzisiaj ma córka skontaktować się z ubezpieczycielem, a później w zależności od tego co się usłyszy, to pewnie zamówić jakiś termin. No zobaczymy. Niestety nie mam aparatu ze sobą, nawet w telefonie, chyba że okazałoby się, że wracam tutaj, w przyszłości, to wezmę , bo naprawdę czegoś takiego nie widziałam . Ma się wrażenie, że siedzi się na tronie, do którego prowadzą schody . Na wszystko patrzy się z góry .
Żałuję, ze nie wzięłam aparatu, bo Babcia ma piękny ogród, cudowne kwiaty i jeszcze okolica jest super. Są tutaj 3 kanały, pływają barki....
A mój telefonik to malutka Nokia, przez którą można tylko rozmawiać i sms, mms już nie wchodzą w grę, a i jeszcze latarkę ma . Kupiłam ją dlatego, że nie była droga, a można w niej mieć dwie karty, więc mam i polską i niemiecką  w jednym miejscu. No i ja staroświecka jestem, nie zamieniłabym tego telefonu na nowocześniejszy
15 czerwca 2015 15:38
tyciek

kierunek - DOMEK !!! Potem może GB - w odwiedziny do córci ... :-) . Słonecznie - w jednym przyznaję Ci absolutną bezapelacyjną rację : tu trzeba mieć nerwy ze stali i anielski charakter  żeby przeżyć dzikie wymogi pdp i ich rodzin i szczęśliwie wrócić do chaty .  Trzeba mieć żelazne nerwy by doczekać się rezerwy !  Czego Tobie, sobie i wszystkim opiekunkom i opiekunom życzę !

Boskie są te twoje zdjątka!!
Jak córcia w Wielkiej Brytfance siedzi, to czemu do córci nie wyemigrujesz, nie musiałbyś się aż tak poświęcać pracując w opiece Tyćku?
15 czerwca 2015 16:04
Wow jaka frekwencja