No i nie ma gdzie napisać, bo wszędzie nie na temat.
Wróciłam z wycieczki rowerowej. Przy końcu ścieżki, niedaleko od domu na terenie "niczyim" ogromne drzewo. Kątem oka dostrzegłam czarne kuleczki, zatrzymałam się - drzewo dojrzałych czereśni. Malutkie, jak agrest, czarne, tak słodkie i intensywne w smaku, że tak dobrych jeszcze nie jadłam. No i stałam pod tym drzewem cudów z pół godziny i objadałam się z rozkoszą.
Takie cuda natury, to tylko na niemieckich bezdrożach spotkałam.



