Na wyjeździe #26

29 czerwca 2015 22:07 / 1 osobie podoba się ten post
tyciek

Dla wyższych  celów  jednak.... dowalę : na yt można dokładnie popatrzeć i poryczeć sobie , a potem to i owo przewartościować 

- piesek próbuje ocucić swojego kumpla potrąconego przez samochód :



- kot próbuje reanimować swojego kumpla:




a na koniec to :

Oj Tyćku! O tym, że psy są wierne i kochają bezinteresownie wszyscy wiedzą ale o kotach mówi się, że przywiązane są tylko do miejsca, w którym dostają jeść. Jak widać na  filmie powyżej jest to bardzo krzywdząca opinia. Wzruszyłam się.
29 czerwca 2015 22:21 / 5 osobom podoba się ten post
slonecznie

Czas mi się bardzo na wyjeździe dłuuuuuży, ach, żeby tak sprawić, żeby szybciej biegł, a w domku wolniej... chcę zostać bez zjazdu do 20 listopada- czyli jeszcze 5 miesięcy, ech....Ma któraś z was zmieniacz czasu??

Ha,ha,ha....nie mam zmieniacza czasu ale wyrobiłam w sobie cierpliwość do akceptowania pięciomiesięcznych wyjazdów. Też będę tutaj najprawdpodobniej 5 miesięcy chyba, że się coś wydarzy i zjadę wcześniej. Za sobą mam już trzy więc i dwa przelecą jak z bicza trzasł. Nie licz dni bo to najgorsze co można zrobić przy tak długich wyjazdach. Staraj się ogarnąć każdy kolejny dzień, tak jakbyś była w domu. To pomaga. Na początku wydaje się niemożliwe ale z czasem można się nauczyć.
29 czerwca 2015 23:13 / 1 osobie podoba się ten post
Dzisiaj usiadłam sobie z babcia na tarasie na podwieczorek. Podałam ciasto na talerzykach a tu 2 minuty i jakis taki wróblowaty sie na stole zameldował. No dobra gosc to gośc, babcia sie cieszy . Ułamałam kawałek chcę to poczęstowac a on z łapami wskoczył na talerz babci. No..... takie bezczelne wróblowate to chyba w DE tylko
29 czerwca 2015 23:23
prima_wera

Nie bądż zbyt ostra i nie postrzegaj kogos kto sie boi  patrzec na smierc za gorsza opiekunke a siebie za profesjonalistke.To rzecz jasna, że te momenty nie należą do łatwych i dziewczyna ma prawo sie bać i panikować.
A wyobraz sobie, że może Agata jest swietną opiekunką gdy ma do czynienia z PDP nie umierającym?
W takim razie ja też jestem laik jak Agata bo też bym sie bała i chciala wiać tak jak wieją często rodziny umierającej osoby.
trzymaj sie Agata i próbuj po prostu zachowac zimną krew bo na pewno nie stawiasz sie w zlym świetle, że sie boisz,uwierz mi , że co druga tutaj na forum modli się by tej przyjemności nie doświadczyć.

Nikogo nie oceniłam. A ty czytaj ze zrozumieniem.
29 czerwca 2015 23:28 / 1 osobie podoba się ten post
Samboja

Moja zmienniczka to w zeszłym roku w szpitalu wylądowała z łakomstwa. Chodziła tutaj na czereśnie, akurat cały sezon czereśniowy była, objadała się jak dzika... niemytymi czereśniami z drzewa rosnącego 3 metry od dość ruchliwej drogi. A tłumaczyłam, że ja to bym ich nie jadła...
Ale przecież trzeba, bo za darmo, tak sobie rosną.
Pół urlopu spędziła pod kroplówkami na leczeniu wątroby.

Lekarze oczywiście potwierdzili, że to czereśnie jej zaszkodziły? Wcześniej jej wątroba była zdrowa, tak samo jak cała zmienniczka ;)?

Kocham miejskie legendy :D!
29 czerwca 2015 23:51 / 1 osobie podoba się ten post
Nie legenda jednak z tymi zatrutymi owocami w pobliżu dróg.Sama skusiłam się kiedys na leśne jeżyny piękne dorodne i słodziutkie były.Rosły wprawdzie przy ruchliwej szosie ale co tam...pojadłam sobie pokaźną ilość.Chorowałam potem trzy dni bez życia leżałam i nie zapomnę tego nigdy...W owocach kumuluje się ołów i inne świństwa ze spalin i organizm nie radzi sobie z taką ilością toksyn .Jesli jadła te czereśnie przez kilka dni i w dużych ilościach - wierzę że skończylo sie szpitalem.
29 czerwca 2015 23:51
salazar

Lekarze oczywiście potwierdzili, że to czereśnie jej zaszkodziły? Wcześniej jej wątroba była zdrowa, tak samo jak cała zmienniczka ;)?

Kocham miejskie legendy :D!

Zmienniczka jest regularnie co kilka miesięcy badana, łącznie z próbami wątrobowymi ze względu na charakter leczenia, które przyjmuje. Nie mam powodu żeby jej nie wierzyć, tym bardziej, że zajadała się owocami w czasie, kiedy jeszcze opryskiwane były winorośle - a drzewo na którym przesiedziała kilka tygodni, rośnie na skraju winnicy.
29 czerwca 2015 23:58
Samboja

Zmienniczka jest regularnie co kilka miesięcy badana, łącznie z próbami wątrobowymi ze względu na charakter leczenia, które przyjmuje. Nie mam powodu żeby jej nie wierzyć, tym bardziej, że zajadała się owocami w czasie, kiedy jeszcze opryskiwane były winorośle - a drzewo na którym przesiedziała kilka tygodni, rośnie na skraju winnicy.

Ok, przyjmuję do wiadomości, ale potwierdza to to, że zdrowa nie była przed zjedzeniem czereśni, a w pierwszym poście nie było mowy o opryskiwanych winoroslach, a jedynie o ruchliwej drodze.
29 czerwca 2015 23:59 / 2 osobom podoba się ten post
salazar

Lekarze oczywiście potwierdzili, że to czereśnie jej zaszkodziły? Wcześniej jej wątroba była zdrowa, tak samo jak cała zmienniczka ;)?

Kocham miejskie legendy :D!

Salazar, sorry, bo cie lubię, ale tu muszę przyznać rację Samboi.Zbierałam czeresienki przez wiele lat w Alten Landzie i tu nawet nie chodzi o spaliny, bo to akurat jest mało prawdopodobne - chodzi o opryski.
Czereśnie są zabezpieczane przed gniciem wapnem, tylko juz nie pamiętam którym, ale w każdym razie tym bardzo żrącym. Ja żarłam z drzewa do oporu, ale tylko przed opryskami, jak nasz pan gospodarz wjeżdżał z beczką na plantacje, to już ani jedna czeresienka do ust mych przecudnych nie trafiała nieumyta.
A juz o jabłuszkach, które były szprycowane co drugi dzien, a to na pleśń, a to na robaki takie, a to na śmakie, a to konserwanty tuż przed zbiorem, to szkoda pisać.
Jakbym pojadła tych jabłuszek prosto z drzewa przez jakiś czas, to marsz pogrzebowy Chopina już dawno by nade mna zabrzmiał.
Mnóstwo syfu ładuje się w rozmaite owoce ( warzywa też).
Może już nie opiszę, jak ładuje się chemią niemieckie truskawki, bo do dziś mam uraz, jak sobie przypomnę.
30 czerwca 2015 00:09
salazar

Ok, przyjmuję do wiadomości, ale potwierdza to to, że zdrowa nie była przed zjedzeniem czereśni, a w pierwszym poście nie było mowy o opryskiwanych winoroslach, a jedynie o ruchliwej drodze.

Jasne, że zdrowa nie była - skoro sprawdzają jej markery wątrobowe to zapewne jej leczenie w jakiś sposób tę wątrobę nadwyręża. I cholera... tym bardziej powinna kobita uważać, chociaż tak z ręką na sercu... Jestem zdrowa jak kuń, ale tych owoców zaraz przy drodze (już kichać na te winorośle, czerwiec/lipiec to jednak końcówka oprysków jest) nie ruszyłabym... 
30 czerwca 2015 00:13
Lawenda

Salazar, sorry, bo cie lubię, ale tu muszę przyznać rację Samboi.Zbierałam czeresienki przez wiele lat w Alten Landzie i tu nawet nie chodzi o spaliny, bo to akurat jest mało prawdopodobne - chodzi o opryski.
Czereśnie są zabezpieczane przed gniciem wapnem, tylko juz nie pamiętam którym, ale w każdym razie tym bardzo żrącym. Ja żarłam z drzewa do oporu, ale tylko przed opryskami, jak nasz pan gospodarz wjeżdżał z beczką na plantacje, to już ani jedna czeresienka do ust mych przecudnych nie trafiała nieumyta.
A juz o jabłuszkach, które były szprycowane co drugi dzien, a to na pleśń, a to na robaki takie, a to na śmakie, a to konserwanty tuż przed zbiorem, to szkoda pisać.
Jakbym pojadła tych jabłuszek prosto z drzewa przez jakiś czas, to marsz pogrzebowy Chopina już dawno by nade mna zabrzmiał.
Mnóstwo syfu ładuje się w rozmaite owoce ( warzywa też).
Może już nie opiszę, jak ładuje się chemią niemieckie truskawki, bo do dziś mam uraz, jak sobie przypomnę.

Lawendo, patrz post wyżej :).
Co nieco wiem o opryskach i o praktykach stosowanych przy masowej uprawie warzyw.. Cóż, możemy ponarzekać i ile się da uważać na to, co jemy, ale przed chemią ustrzec się nie można. Nie wrócimy do uprawiania własnego ogródka i "pewnych" warzyw, nie będziemy chować kur i świnek, żeby mieć jajka i własnorecznie uwędzoną szynkę. Lajf is brutal, a nas, głodnych ludzi czekających codziennie na obiad jest na świecie zbyt wiele, aby można karmić się tylko eko i inną "zdrową żywnością", wychodowana nota bene na zatrutej ziemi.
Polskie truskawki najprawdopodobniej "ładuje" się tak samo, ale złudzenia miec mozna, czemu nie? ;).,
30 czerwca 2015 00:18 / 2 osobom podoba się ten post
salazar

Lawendo, patrz post wyżej :).
Co nieco wiem o opryskach i o praktykach stosowanych przy masowej uprawie warzyw.. Cóż, możemy ponarzekać i ile się da uważać na to, co jemy, ale przed chemią ustrzec się nie można. Nie wrócimy do uprawiania własnego ogródka i "pewnych" warzyw, nie będziemy chować kur i świnek, żeby mieć jajka i własnorecznie uwędzoną szynkę. Lajf is brutal, a nas, głodnych ludzi czekających codziennie na obiad jest na świecie zbyt wiele, aby można karmić się tylko eko i inną "zdrową żywnością", wychodowana nota bene na zatrutej ziemi.
Polskie truskawki najprawdopodobniej "ładuje" się tak samo, ale złudzenia miec mozna, czemu nie? ;).,

Pracowałam przy zbiorach truskawek. Któregoś dnia, po mniej więcej dwóch tygodniach, bez wyraźnej przyczyny dostałam silnej reakcji alergicznej. Spuchła mi twarz, dłonie, gardło. Na pogotowie prosto z pola.
Musieli dzień wcześniej opryskać czym innym. A prawie codziennie ładowali coś w te truskawy.. P.S W Polsce...
 
 
 
 
 
30 czerwca 2015 00:27 / 2 osobom podoba się ten post
No właśnie.

Jagody z lasu są też be, bo może lis je, za przeproszeniem, obesrał i choróbsko, jak nabardzie ekologiczne, gotowe.

Kurek z Polski, Litwy czy innej Estonii żaden świadomy Niemiec do ust nie weźmie, bo dalej boi się Czernobyla. My jemy.
Nie wiem, czy wiecie, że oni cały czas sprawdzają grzyby pod katem napromieniowania i nadal mają schizę w tym względzie. Jak mają się do tego opryski truskawek, czereśni, warzyw?

Ja wymiękam i staram się za dużo nie myśleć :D
30 czerwca 2015 00:32
salazar

Lawendo, patrz post wyżej :).
Co nieco wiem o opryskach i o praktykach stosowanych przy masowej uprawie warzyw.. Cóż, możemy ponarzekać i ile się da uważać na to, co jemy, ale przed chemią ustrzec się nie można. Nie wrócimy do uprawiania własnego ogródka i "pewnych" warzyw, nie będziemy chować kur i świnek, żeby mieć jajka i własnorecznie uwędzoną szynkę. Lajf is brutal, a nas, głodnych ludzi czekających codziennie na obiad jest na świecie zbyt wiele, aby można karmić się tylko eko i inną "zdrową żywnością", wychodowana nota bene na zatrutej ziemi.
Polskie truskawki najprawdopodobniej "ładuje" się tak samo, ale złudzenia miec mozna, czemu nie? ;).,

Salazar, patrz post powyżej.
Pryskane jest wszystko i nikt nie mówi,że trzeba jeść bio.
Chodzi o mycie owocow i warzyw przed spożyciem i ewentualnie obieranie skórek.
Jeśli ktoś nie myje, dużo ryzykuje i może sobie zaszkodzić. Poważnie zaszkodzić - i to o tym pisałam.
Jeść - spoko wszystko, ale myć, myć, myć.
30 czerwca 2015 00:36
Samboja

Pracowałam przy zbiorach truskawek. Któregoś dnia, po mniej więcej dwóch tygodniach, bez wyraźnej przyczyny dostałam silnej reakcji alergicznej. Spuchła mi twarz, dłonie, gardło. Na pogotowie prosto z pola.
Musieli dzień wcześniej opryskać czym innym. A prawie codziennie ładowali coś w te truskawy.. P.S W Polsce...
 
 
 
 
 

No to witaj w klubie, tylko ja dostałam już po jednym dniu, ale w Niemczech. Zbierałam też truskaweczki w Norwegii i nic mi nie było.
Po jednym dniu na niemieckiej plantacji skóra paliła, mialam pokrzywke, która przeszła w egzeme, trwającą 2 tygodnie.
Więcej do pracy się nie stawiłam, ale na szczęscie byłam wypożyczona i z ulgą wróciłam do pryskanych wapnem czeresienek.