LawendaSalazar, sorry, bo cie lubię, ale tu muszę przyznać rację Samboi.Zbierałam czeresienki przez wiele lat w Alten Landzie i tu nawet nie chodzi o spaliny, bo to akurat jest mało prawdopodobne - chodzi o opryski.
Czereśnie są zabezpieczane przed gniciem wapnem, tylko juz nie pamiętam którym, ale w każdym razie tym bardzo żrącym. Ja żarłam z drzewa do oporu, ale tylko przed opryskami, jak nasz pan gospodarz wjeżdżał z beczką na plantacje, to już ani jedna czeresienka do ust mych przecudnych nie trafiała nieumyta.
A juz o jabłuszkach, które były szprycowane co drugi dzien, a to na pleśń, a to na robaki takie, a to na śmakie, a to konserwanty tuż przed zbiorem, to szkoda pisać.
Jakbym pojadła tych jabłuszek prosto z drzewa przez jakiś czas, to marsz pogrzebowy Chopina już dawno by nade mna zabrzmiał.
Mnóstwo syfu ładuje się w rozmaite owoce ( warzywa też).
Może już nie opiszę, jak ładuje się chemią niemieckie truskawki, bo do dziś mam uraz, jak sobie przypomnę.
Lawendo, patrz post wyżej :).
Co nieco wiem o opryskach i o praktykach stosowanych przy masowej uprawie warzyw.. Cóż, możemy ponarzekać i ile się da uważać na to, co jemy, ale przed chemią ustrzec się nie można. Nie wrócimy do uprawiania własnego ogródka i "pewnych" warzyw, nie będziemy chować kur i świnek, żeby mieć jajka i własnorecznie uwędzoną szynkę. Lajf is brutal, a nas, głodnych ludzi czekających codziennie na obiad jest na świecie zbyt wiele, aby można karmić się tylko eko i inną "zdrową żywnością", wychodowana nota bene na zatrutej ziemi.
Polskie truskawki najprawdopodobniej "ładuje" się tak samo, ale złudzenia miec mozna, czemu nie? ;).,