04 lipca 2015 13:54 / 10 osobom podoba się ten post
Moja pdp Mada odeszła wczoraj, spokojnie, bez bólu, trzymana za rękę przez syna.
Syn był z nią przez ostatnie godziny, ja nie musiałam przy tym być. Syn przyszedł powiedzieć mi o tym po kilkunastu minutach.
Było trochę zamieszania, ale syn z małżonką troszczą się o wszystko.
Była to "moja" pierwsza pdp, która zmarła w mojej niejako obecności. Takie spokojne odejście, podczas snu, we własnym łóżku, tak jak sobie życzyła.
Jeszcze dzień wcześniej pełna zapału i sił świętowała urodziny, cieszyła się gośćmi, przeczołgała syna okrutnie przez 6 godzin w spełnianiu jej poleceń. Wieczorem jeszcze sama wędrowała przez dom, a rano upadła w drodze do łazienki i choć nic jej się nie stało przy tym, to był początek końca.
Po tym jak położyłam ją do łóżka, była sobą jeszcze przez 3 godziny, później zapadła w komę i już nie odzyskała przytomności.
Taka spokojna śmierć.
Bateria tabletu mi się rozładowała, wędruję na górę po kabelki.
Bis bald.