Witajcie koleżanki!
opowiem Wam o swoim epizodzie w opiece, bo znam b. dobrze język i normalnie zajmuję się zupełnie czym innym. Osatnia praca była legalnie w firmie, poradziłm sobie. Wyszło tak w lutym, że odcieli grzanie i ciepłą wodę w firmowym mieszkaniu, z którego jeszcze korzystałam, a ponieważ musiałam pobyć w okolicy - postanowiłam, że znajdę sobie jakąś babcię do opieki, przynajmniej pomieszkam trochę, nie zmarznę i dorobię. Kobitka 90 lat, stara rolniczka, sama w domu, ale cóka trzyma telefonicznie rękę na pulsie i kontroluje na odległość. Dom bardzo bardzo skromniutki. Byłą tu jakaś Rumunka przez rok, która przesyłąła kasę dla jekiegoś internetowego oszusta matryminialnego (Boże jakie kobiety potrafią być naiwne). Znam super język, więc mówiłąm na bieżąco, co chciałam. Podeszłam do sprawy idealistycznie: przychodzę z sercem, coś mi się zwróci. G... prawda. Powiem Wam tak: siedzę w Niemczech tu już trochę i powiem tak: masz to, na co godzisz się. Ja doznałam tylu krzywd w życiu od mojego już eksa, że nie pozwolę sobie, żeby ktoś mnie nie szanował. Kobieta jest dominująca złośliwa, wszystko nie tak. Córka miałą pretensje, że nie umyłam auta (!)po zimie, że odpaliłąm od swojego, że nie robię w ogródka i nie towarzyszę gościom babki itp. Zrobiłam awanturę i po 3,5 mies. (z przerwą 2 tyg.) zmywam się stąd, bo to nie praca, to NIEWOLNICTWO. Ale niemniej jednak to dla mnie ciekawe doświadcazenie życiowe. Powiem tak: siedzę tu w DE 2 lata i poznałam trochę kraj i ludzi, czytam gazety, oglądam TV, łażę po urzędach, użeram się ostatnio z kasa chorych. Niemcy to kraj zimnych racjonalnych wyrachowanych ludzi. Rozmawiałam z opiekunkami z Belgii czy Francji, twierdziły, że w DE jest najgorzej. Mam wykształcenie, znam język, ale to niewazne, oni już się nauczyli traktować (chyba wogóle Polaków) jak niewolników. Zwłąszcza jak pracujesz na czarno. Powiedziałm dziś pojej pdp, że rasa panów i podludzi to już historia i Adolf się skończył. Na pytanie dlaczegoi traktuje mnie inaczej niż wszystkich, nie potrafiłą odpowiedzieć. Cały czas ma pretensję, że robię wszystko nie tak. Głównie drobiazki: herbata długo lub krótko sie zaparza, sos za mało brązowy, kupiłam do jedzenbia coiś, czego nie było na liście, itp. Po prostu jestem za bardzo pewna siebie i to ją wkurza. No cóż, kobita zatrzymałą się chyba na etapie Hitlerjugend, bo sama wspominała o zachwycie dla Führera. Dziewczyny, proszę Was: nie dajcie się poniewierać. Niemcy nas tak skrzywdzili, ze powinni na kolanach przepraszać. Moja rodzina uciepiała tyle, że brak mi słów i niestety gdy tylko usłyszę jak się czepia, szl... mnie trafia. Powiem też coś złośliwie, ale to nic nie daje, że stawiam grabnice. Ona dalej je przekracza. Jutro zwijam się stąd. Nigdy więcej. Nigdy więcej nie dam się poniewierać (choćby dlatego, ze stać mnie na dobrą nową pracę i taką już mam), ale rozumiem Was, koleżanki. Jesteśmy przyzwyczajone dogadzać wszystkim. Ale dotyczy to dobrych wrażliwych ludzi (jacy jesteśmy w większości jako Polacy), którzy to docenią i odpowiedzą wdzięcznośćią, a nie zimny drętwy naród bez uczuć i emocji. Ile ten naród musiał wyprzeć uczuć, żeby zabijać na skalę przemysłową? Tu liczy się siła, upór, systematyczność, wytrwałość. Pokazujesz słabość - jesteś mięczak, dajesz się wykorzystywać - jesteś naiwny.
Przerobiłam też związki z Niemcami. Można zapomnieć. To maszyneria, nie życie. Dlatego dziewczyny, znajcie swoją wartość, my Polki jesteśmy wspaniałe, ale nie dajmy sobą pomiatać. Róbcie tak jak oni - odtąd - dotąd. Nie cenią cię, jeśli się podkładasz. A język? Można zadzwonić do agenci, wspomóc się Google translate itd.
Jesteśmy ciepłe, wrażliwe, dobre, kochające. Żaden Niemiec tego nie doceni. Bo on nie ma uczuć tylko rozum. Róbcie swoje, jak szychtę w fabryce, stawiajcie granice, a jak nie, zawsze można odejść i wtedy dopiero pokazujecie klasę, bo nie pozwlacie sobą poniewierać.