Wygląda na to że nie tobie jednej atmosfera nie odpowiada skoro opiekunki się tak zmieniają...nic na siłe tej roboty jest tyle że końca nie widać :-)
Wygląda na to że nie tobie jednej atmosfera nie odpowiada skoro opiekunki się tak zmieniają...nic na siłe tej roboty jest tyle że końca nie widać :-)
Tutaj nie da się jakoś normalnie spokojnie pracować.
Atmosfera jaka tworza wokół siebie ci ludzie powoduje, wewnetrzne ciagłe napięcie i nerwowość.
Z czyms takim spotykam sie po raz pierwszy i oby ostatni.
Dziewczyny, które tu były wcześniej, a z którymi mam kontakt, dokładnie to samo odczuwały. Bo już zaczęło mi się wydawać, że to ja jakaś "inna" jestem.
Jak masz się tam męczyć kolejny raz to nie ma sensu.Są takie miejsca że niby wszystko dobrze ale właśnie atmosfera sprawia że nie da się spokojnie pracować że człowiek chodzi nerwowy.
Ile odsiadki ci tam jeszcze zostało??
Kasiu jeszcze 6 tygodni..........Wytrzymam, bo ja z tych wytrzymałych jestem.
Potem spadam jak najdalej stąd i już współczuję dziewczynie, która mnie tu zastąpi.
Tak, pod względem socjalnym, warunki są naprawdę super.
Szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o mieszkańcach tego domu, bo gdyby tak było,to byłoby miejsce idealne.
No tak, dom przecież tworzą ludzie a nie sprzęty,meble i wystrój.
Moje najlepsze, najfajniejsze miejsce pracy, jedyne, gdzie ja, typowy skoczek , zagnieździłam się na ponad 2 lata było takie,że nie nie miałam własnego pokoju ( były tylko dwa, sypialnia Gertrud i drugi, telewizyjny, gdzie spałam na wersalce). Kuchnia ciemna, mała, jedna łazienka.
Nigdzie nie było mi tak dobrze, tak ciepło, tak swojsko jak tam. Byłam tam niemal siłą zmuszana do robienia sobie dni wolnych ( wtedy pdp zajmował się syn, co robił z chęcią), wszyscy się tam kochali, ale tak po polsku, nie po niemiecku. Mogłam tam uprawiać swoje hobby bez problemu, a jest ono czaso i pracochłonne. Jadłam, co chciałam, syn specjalnie dla mnie kupował owoce egzotyczne, choć to nie byli bogaci ludzie, wręcz przeciwnie. Sama musiałam go prosić,żeby nie przesadzał. :)))))
Ech.....tak fajnie to już nigdy nie będzie.....
Tak, pod względem socjalnym, warunki są naprawdę super.
Szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o mieszkańcach tego domu, bo gdyby tak było,to byłoby miejsce idealne.
Niestety czasem można trafić na takich ludzi co wysysają całą energię z innych. W zeszłym roku pisałam o mojej demonicznej szteli,z nocnymi koszmarami i totalnym brakiem własnej woli. Niby wszyscy byli dla mnie mili,pdp nie uciążliwa poza oczywiście wydzielaniem jedzenia,ale ogólnie przepracowałam tam 4 miesiące i jak nadszedł koniec zlecenia to nawet się nie obejrzałam za siebie,a w domu dopiero zaczęłam normalnie funkcjonować.
Byłam wykończona psychicznie,choć nie powinnam,bo nie było powodu.
Teraz jestem w skromnym bawarskim domku,w niezamożnej rodzinie,a praca o niebo lepsza od tych w tzw zamożnych domach.
Atmosfera bardzo przyjazna i aż chce mi się np.odśnieżyc podjazd i dojście do drzwi,choć wcale nie musze tego robic. Zresztą dobrą aurę można wyczuć nie mając żadnych nadprzyrodzonych zdolności,poprostu wchodzisz i wiesz,że mieszkają tu serdeczni ludzie.
Ewa,bardzo Ci współczuję,że na taki dom trafiłaś. Mam nadzieję,że wytrzymasz pobyt do konca bez uszczerbku na swojej psychice.
Masz zupełna rację Iwanilia, atmosferę domu czuje sie tuż po przekroczeniu jego progu.Tak też było tutaj, zresztą jeszcze przed wyjazdem z mojego domu , czułam gdzieś pod skórą, że to nie to. Intuicja mnie nie zawiodła.Skończę to zlecenie i w domu dojdę do siebie. Mam nadzieję, że moja psychika jest tak twarda jak ja i obie przetrzymamy to miejsce:-) bez wiekszego uszczerbku:-)
Moja bawarska PDP zawsze mi powtarzała, że jak jej zabraknie, to mam kolejnego miejsca pracy szukać też w Bawarii.
Bo Bawarczycy, to najlepsi z Niemców, a ci najgorsi mieszkają na północy tego kraju. Nie wiem ile w tym prawdy, bo na północy jestem po raz pierwszy, ale wiem, ze te rejony , to nie moje klimaty. Pracowałam już na zachodzie Niemiec, tuż przy granicy z Belgią i Holandią, pracowałam w Badenii i wszędzie tam spotykałam naprawdę życzliwych i dobrych ludzi. Północ chyba sobie wykreślę na stałe z mapy Niemiec.:-)
Kiedy jadę na nowy kontrakt, to zawsze patrzę jakie mam obowiązki w umowie i za każdym razem te obowiązki w mojej agencji są stricto opiekuńcze. Nigdy nie odśnieżałam, nie grabiłam liści, nie kosiłam trawy, nie myłam okien, nie uprawiałam ogródka. Na ostatniej swojej szteli moja Pdp. kazała mi myć okna, gdyż było to w grudniu, więc jej mówię,że nie jestem Putz Frau, a jeśli chce abym je umyła to niech mi za to zapłaci ( wiedziałam,że tam nie wrócę bo mnie wykańczała swoim babyfonem po parę razy w nocy , ale o tym już Wam pisałam w grudniowych topikach poskarżyjek) i dlatego może byłam taka asertywna i bojowa. Na Pdp. zbulwersowana wyciągnęła umowę i zaczęła mi pokazywać podpunkt gdzie jest napisane , że mam utrzymywać porzadek w domu. Więc jej tłumaczę, że codzienne sprzątanie, a nie mycie okien, a to jest kolosalna różnica. Ona dalej ,że mam myć okna, więc jej mówię, jeśli przy myciu okien coś mi się stanie, spadnę z krzesła, złamię nogę czy rękę czy zapłaci mi rodzina odszkodowanie i za mój pobyt w szpitalu, wtedy zamilkła. Nie spadłaby mi korona z głowy i aby czas szybko minął umyłabym te okna, ale jeśli mi ktoś mówi,że Musss, to sorry...ja nic nie muszę, ja mogę:)