Na wyjeździe #35

26 października 2016 23:23 / 3 osobom podoba się ten post
A one jeszcze mają zęby?
27 października 2016 10:48 / 6 osobom podoba się ten post
I jak na zawołanie, skapnęła mi następna kropelka szczęścia.
Właśnie nawiedziła nas siostra mojej Jutrzenki i przyniosła własnoręcznie robione pralinki oraz ciasto na popołudnie
27 października 2016 11:58 / 7 osobom podoba się ten post
U mnie dzis wszystko na głowie stoi. Ma przyjechać syn dziadka,czekamy więc z obiadem,tylko że niewiadomo kiedy dokładnie przyjedzie,bo jedzie z pólnocy Niemiec. Dziadek już ścieżkę po mieszkaniu wydeptał,nie może usiedzieć w miejscu...
27 października 2016 13:47 / 3 osobom podoba się ten post
Płaczę od wczoraj , nie spałam ani minuty, boli mnie głowa, mój kochany 16 letni Shtzu, wczoraj wieczorem dostał wylewu, sparaliżowany, oczopląs, cały w drgawkach się męczył ,moja domowa kocica całą noc siedziała przy nim na kocu, synowie czuwali nad nim cała noc, rano weterynarz go uśpił..był to mój przyjaciel i 3 syn...:(
27 października 2016 13:50 / 1 osobie podoba się ten post
Ann1967

Płaczę od wczoraj , nie spałam ani minuty, boli mnie głowa, mój kochany 16 letni Shtzu, wczoraj wieczorem dostał wylewu, sparaliżowany, oczopląs, cały w drgawkach się męczył ,moja domowa kocica całą noc siedziała przy nim na kocu, synowie czuwali nad nim cała noc, rano weterynarz go uśpił..był to mój przyjaciel i 3 syn...:(

Jezu... Jak ja dobrze Cię rozumiem... Pół roku temu przeżywałam ten sam koszmar...
27 października 2016 13:56 / 7 osobom podoba się ten post
Ann1967

Płaczę od wczoraj , nie spałam ani minuty, boli mnie głowa, mój kochany 16 letni Shtzu, wczoraj wieczorem dostał wylewu, sparaliżowany, oczopląs, cały w drgawkach się męczył ,moja domowa kocica całą noc siedziała przy nim na kocu, synowie czuwali nad nim cała noc, rano weterynarz go uśpił..był to mój przyjaciel i 3 syn...:(

współczuję,przeżyłam to prawie 2 lata temu  

Są pewne rytuały, które zachowuję:
więc: tapczan tylko w połowie zajmuję,
nóg pod stół kuchenny nie wsuwam za daleko.
drzwi otwieram szybko, by nie za długo czekał.

Chodzę na spacer drogą utartą od lat.

Ja i cień mojego psa.
27 października 2016 14:02
Ann1967

Płaczę od wczoraj , nie spałam ani minuty, boli mnie głowa, mój kochany 16 letni Shtzu, wczoraj wieczorem dostał wylewu, sparaliżowany, oczopląs, cały w drgawkach się męczył ,moja domowa kocica całą noc siedziała przy nim na kocu, synowie czuwali nad nim cała noc, rano weterynarz go uśpił..był to mój przyjaciel i 3 syn...:(

27 października 2016 14:09 / 4 osobom podoba się ten post
Ann1967

Płaczę od wczoraj , nie spałam ani minuty, boli mnie głowa, mój kochany 16 letni Shtzu, wczoraj wieczorem dostał wylewu, sparaliżowany, oczopląs, cały w drgawkach się męczył ,moja domowa kocica całą noc siedziała przy nim na kocu, synowie czuwali nad nim cała noc, rano weterynarz go uśpił..był to mój przyjaciel i 3 syn...:(

Współczuję Ci Ann...

"Dokąd idą psy gdy odchodzą?
No bo jeśli nie idą do nieba
To przepraszam Cię Panie Boże
Mnie tam także iść nie potrzeba.

Ja proszę na inny przystanek
Tam gdzie merda stado ogonów
Zrezygnuje z anielskich chórów
tudzież innych nagród nieboskłonu.

W moim niebie będą miękkie sierści



Nosy, łapy, ogony i kły
W moim niebie będę znowu głaskać
Moje wszystkie pożegnane psy."      

Barbara Borzymowska

 
27 października 2016 14:31 / 3 osobom podoba się ten post
Ann1967

Płaczę od wczoraj , nie spałam ani minuty, boli mnie głowa, mój kochany 16 letni Shtzu, wczoraj wieczorem dostał wylewu, sparaliżowany, oczopląs, cały w drgawkach się męczył ,moja domowa kocica całą noc siedziała przy nim na kocu, synowie czuwali nad nim cała noc, rano weterynarz go uśpił..był to mój przyjaciel i 3 syn...:(

Rozumiem.
Ja też płakałam na forum, gdy odszedł mój Lotos.
Męża znam 40 lat - niejednego Człowieka pożegnaliśmy - ale pierwszy raz w życiu widziałam, jak płakał - własnie gdy odszedł nasz pies.
27 października 2016 14:48 / 5 osobom podoba się ten post
Alutka1

współczuję,przeżyłam to prawie 2 lata temu :-( 

Są pewne rytuały, które zachowuję:
więc: tapczan tylko w połowie zajmuję,
nóg pod stół kuchenny nie wsuwam za daleko.
drzwi otwieram szybko, by nie za długo czekał.

Chodzę na spacer drogą utartą od lat.

Ja i cień mojego psa.

Pielęgnujesz żałobę . Uczyłam się żeby tego nie robić, dla siebie i innych.Myślę, że tak jest lepiej, bo czemu to ma służyć ? Sory, ale to tylko takie moje 
27 października 2016 15:16 / 1 osobie podoba się ten post
margaritka59

Pielęgnujesz żałobę . Uczyłam się żeby tego nie robić, dla siebie i innych.Myślę, że tak jest lepiej, bo czemu to ma służyć ? Sory, ale to tylko takie moje :yo:

No niby niczemu, ale nie tak łatwo pozbyć się wspomnień związanych z pupilem, który był właściwie członkiem rodziny.
Moja suczka nieżyje już od kilku lat, a kiedy czytam o śmierci czyjegoś psa, to zawsze wraca. Nie wiem, może dlatego, że byłam na wyjeździe, kiedy odeszła i nie mogłam jej pożegnać.
27 października 2016 16:16 / 5 osobom podoba się ten post
Dzięki za życzenia
Ale ja bym tego nie nazywał sukcesem. Nie dla osiągania sukcesów tu jestem. 
Co to za sukces, dostać to, co się jak psu buda należy.
Wywalczyłem, owszem, ale sukcesem bym nie nazwał.
Sukces to był jak na Śnieżkę wszedłem z Panią Misiową.
Myślę, że wielu osobom brakuje umiejętności żądania tego, co się należy, brakuje asertywności, własnego, stanowczego zdania, powiedzenia "nie", kiedy trzeba.
Może mnie tego nauczyła moja praca zawodowa, bo tam te cechy były nieodzowne. Pewnie, że okupiłem to pewnymi kosztami /zdrowie, rodzina.../.
Ale warto było.
Uważam, że każdy tak może. Trzeba tylko mocno chcieć, a przy tym szanować siebie.
27 października 2016 16:22 / 4 osobom podoba się ten post
margaritka59

Pielęgnujesz żałobę . Uczyłam się żeby tego nie robić, dla siebie i innych.Myślę, że tak jest lepiej, bo czemu to ma służyć ? Sory, ale to tylko takie moje :yo:

wiem, że pielęgnuję...
Jak prawie każdy właściciel zwierzaka, bardzo ją kochałam. Była ze mna od swoich narodzin, przez 12 lat. Od narodzin, bo jej matka mieszkała z nami ponad 11 lat. Obie odeszły na skutek wylewu. Wiesz,nawet pisząc to mam łzy w oczach bo wspomnienia wracają.
Zostały mi 2 sześcioletnie koty, którymi opiekuje się, podczas mojej nieobecności sąsiadka i też mi serce pęka gdy wyjeżdżam i muszę je zostawić. Na pieska już się nie zdecyduję, ale wspomagam różne organizacje, które udzielają pomocy zwierzętom.
27 października 2016 17:08 / 6 osobom podoba się ten post
Mam na szteli do dyspozycji starego merca z 1990 roku. Kurde !! do dooopy się jeździ taką "kanapą" Szerokie toto i krowiaste. Muszę się uczyć parkować znaczy się ostrożnie i uważnie, bo jeszcze nie "czuję" tej kanapy. Jak by co to i tak jest podrapany i zniszczony ale uważać trzeba.
27 października 2016 17:11 / 1 osobie podoba się ten post
Mycha

Mam na szteli do dyspozycji starego merca z 1990 roku. Kurde !! do dooopy się jeździ taką "kanapą" :wiking: Szerokie toto i krowiaste. Muszę się uczyć parkować :lol1: znaczy się ostrożnie i uważnie, bo jeszcze nie "czuję" tej kanapy. Jak by co to i tak jest podrapany i zniszczony ale uważać trzeba.

Też miałam takie cudo na jednej ze sztel, chyba nawet w podobnym wieku :) Nie był odrapany, tylko skrzypiał troszeczkę :)