Na wyjeździe #35

03 listopada 2016 21:20 / 1 osobie podoba się ten post
Alina

Tutaj naprawdę nie ma z kim rozmawiać. Córka ma wszystko w nosie, chce mieć święty spokój. Próbowałam już ostatnio w pewnych sprawach zwrócić się do agencji aby interweniowali u rodziny. Wyszła z tego taka draka, że głowa mała. Normalnie głuchy telefon. Nawet nie chce mi się pisać. Opowiem zdarzenie, które miało miejsce dzisiaj. Mówiłam  pdp, że są potrzebne środki do dezynfekcji. Nie musi za nie płacić bo pewne rzeczy refunduje kasa chorych. Byłyśmy w łazience. Pomagaląm jej zdiąć majtki, a ona w tym momencie sika mi na ręce wyzywając, że to moja wina bo jestem zbyt powolna. Poza tym wszystko komplikuję, a ona nie jest zarażona. Gdy chodziłam do niej do szpitala to gratulowałam jej, że jest sama na sali i ma telewizor do własnej dyspozycji. Święta naiwności! Była odizolowana ponieważ podejrzewano ją o jakiegoś wirusa. Mnie rodzina ani pdp o tym fakcie nie poinformowała. O czym i z kim mam rozmawiać? Prosiłam ją o zakup pampersów lub pieluchomajtek na wypadek gdyby zaniemogła i trzeba było ją przwijać w łóżku. Ona nie potrzebuje. Koniec. Nie ma w ogóle mowy aby  zgodziła się choć jedno opakowanie zakupić awaryjnie.Jedyne środki higieny jakie posiadam to  opakowanie rękawiczek lateksowych. Jak ono się skończy będzie dramat. Mam jeszcze trochę czasu na podjęcie decyzji. Na pewno zrobię to w przeciągu następnych dwóch tygodni.

To masz nieciekawie. Jednak porozmawiaj z córką babci o swoich obawach i wtedy podejmij decyzję. Tak jak Emilia napisała jest możliwość pomocy Diakonie w takich sytuacjach. Do mojej pdp przyjeżdżają, mimo że umierająca nie jest, ale jej stan zdrowia nakazuje się liczyć z jego nagłym pogorszeniem.
03 listopada 2016 21:54 / 25 osobom podoba się ten post
Ja już wykąpana leżę w swoim łóżeczku i cieszę się, że dzisiejszy dzień dobiega końca. Dzisiaj o 13.00 pojechaliśmy do Hannoveru - ja, jako kierowca i podopieczni. Dziadek dostał zaproszenie na spotkanie byłych pracowników po latach. W zeszłym roku był na takim spotkaniu, zawiozła go wtedy córka. Już wtedy mówił, że niewielu ich z dawnej ekipy zostało. Dzisiaj miałam go zawieźć, a potem z Babcią jechać do jej koleżanki na kawę. Drogę mieli doskonale znać. Wjechaliśmy do Hannoveru. Babcia zaczęła się głośno zastanawiać jak to trzeba jechać, gdzie skręcić. Pyta Dziadka...On nie wie. Ja robię się coraz bardziej czerwona na buzi ze zdenerwowania, bo przejeżdżam kolejne skrzyżowania, a Babcia pyta się mnie czy wyłączyć ogrzewanie, bo chyba mi gorąco.... Znaleźliśmy miejsce spotkania. Nie ma gdzie zaparkować. Stanęłam na pełnym parkingu na przejeździe i zaczęła się akcja z Dziadkiem. Gdzie jest to zaproszenie (miał je w kieszeni), potem gdzie ma komórkę i jak ma dzwonić (podałam mu swój numer). Za chwilę znowu pyta gdzie ma zaproszenie, w końcu prawie siłą wypchnęliśmy go z autka, ja mu wszystko włożyłam do rączki i odprowadziłam go, już nawet nie przejmując się tym, że blokuję auta (na szczęście żadne w tej chwili nie chciało wyjechać). Wycofywać musiałam tyłem, bo nie dało się nawrócić. Jadę więc z Babcią do koleżanki i kolejna niespodzianka - Ona ulicę owszem zna, zapomniała numeru domu, a poznać go może po skrzynce na listy. Zaparkowałam. Przyglądamy się skrzynkom. Jest!!!. Wchodzimy. Wita nas pani z aparatem tlenowym. Bardzo serdeczna, a jeszcze serdeczniejszy jest pies, który zaczyna po mnie skakać. Siadam w fotelu, pies wskakuje na moje kolana i liże mi ręce. Pani komentuje to tak, że muszę mieć jakimś smacznym kremem posmarowane ręce, a on lubi kremy. Dawniej to potrafił nawet całą tubkę zjeść. No fakt, ale jak pies próbuje się dobrać do mojej buzi, to już mówię, że ten krem jest za drogi i wolę , aby tam został. Psa zrzucam z kolan...
Czas na kawę szybko mija. Jedziemy po Dziadka. Drogę objaśniła mi ta pani i trafiłam bez problemu. Znowu nie ma gdzie zaparkować. Staję znowu na przejeździe i zostawiam Babcię, a sama biegiem po Dziadka. Dziadek siedzi na sali, razem z nim około 30 osób. Idziemy po Jego kurtkę. Zapomniał, gdzie zostawił. Grzebiemy i szukamy najbardziej podobnej. Jest jakaś granatowa. On nie wie czy to Jego. Hmm, co robić? Wkładam rękę do kieszeni, na wszelki wypadek odwracając się do pozostałych ludzi tyłem, aby mi nikt nie zarzucił, że grzebię w jego kurtce, a tak to jest szansa, że nie zauważy. W kieszeni klej do protez - taki jak Dziadka. Jednak patrząc na wiek pozostałych osób, to do każdego z nich taki klej mógłby należeć. Grzebię dalej. Bingo - komórka Dziadka. Kurtka na plecy, Dziadka pod rękę i szybko do samochodu. Znowu się udało. Akurat nikt nie próbował wyjeżdżać i nikt nie musiał czekać aż go odblokuję. Znowu jadę tyłem, bo nawrócić się nie da. Dojeżdżam do wyjazdu z parkingu. Babcia wpada na pomysł, że zamiast w lewo, to pojedziemy w prawo, bo świetnie zna tą drogę. Ok. Jedziemy, jedziemy - mówi mi gdzie mam skręcić .... i nagle cichnie. Pytam się jak mam się ustawić . Ona nie wie. Pytam, czy wie, gdzie jesteśmy - " Jakoś nie bardzo". Znów uderzenie gorąca i rumieniec na mojej buzi... Widzę duży sklep i parking. Skręcam tam. Wyciągam nawigację, którą wzięłam, a która miała mi być niepotrzebna, bo Oni wspaniale drogę mieli znać. Nawigacja dawno nie aktualizowana, ale jakaś drogę pokazuje. Dojechaliśmy do naszej miejscowości. Ostatni zakręt i.... Babcia sobie przypomniała, że trzeba do bankomatu. Nawracam bez słowa. Dziadek poszedł wybrać pieniążki. Wychodzi, patrzę na Jego spodnie, całe zasikane. Wsiada do auta. Jedziemy do domu. Uff. Pomagam Babci wysiąść, Dziadkowi dziękuję za chęci wjechania do garażu (nie chciałam, aby wsiadał w mokrych spodniach na miejscu kierowcy) . Home, sweet home....
Dzwoni córka z pytaniem jak było i jak dojechaliśmy....
Babcia szczebioce do telefonu : "Bez najmniejszych problemów"
03 listopada 2016 22:28 / 1 osobie podoba się ten post
Dziadeczek mój miał dzisiaj wymieniany cewnik, taki bezpośrednio do pęcherza mocz. ma. To bylo przed południem, całe popołudnie i wieczór mocz był normalny. Przed spaniem zmieniłam worek na wiekszy, dziadek jeszcze do wc poszedł, wyszedł a w cewniku mocz czerwony. I co to jutro robić? Na pewno zadzwonię do syna, ale może ktoś miał coś podobnego, czy ta krew moźe być wynikiem podrażnienia błony śluz. pęcherza, czy to cos poważniejszego? Dziadek mowił, że coś takiego ma pierwszy raz.
03 listopada 2016 22:41 / 2 osobom podoba się ten post
Marmolada

Dziadeczek mój miał dzisiaj wymieniany cewnik, taki bezpośrednio do pęcherza mocz. ma. To bylo przed południem, całe popołudnie i wieczór mocz był normalny. Przed spaniem zmieniłam worek na wiekszy, dziadek jeszcze do wc poszedł, wyszedł a w cewniku mocz czerwony. I co to jutro robić? Na pewno zadzwonię do syna, ale może ktoś miał coś podobnego, czy ta krew moźe być wynikiem podrażnienia błony śluz. pęcherza, czy to cos poważniejszego? Dziadek mowił, że coś takiego ma pierwszy raz.

Może tak być, że po wymianie cewnika będzie widoczna świeża krew w moczu.Zdarzaja się uszkodzenia nabłonka przy takich zabiegach.
Ale syna dziadka powiadom.
04 listopada 2016 00:19 / 10 osobom podoba się ten post
Annika

Ja już wykąpana leżę w swoim łóżeczku i cieszę się, że dzisiejszy dzień dobiega końca. Dzisiaj o 13.00 pojechaliśmy do Hannoveru - ja, jako kierowca i podopieczni. Dziadek dostał zaproszenie na spotkanie byłych pracowników po latach. W zeszłym roku był na takim spotkaniu, zawiozła go wtedy córka. Już wtedy mówił, że niewielu ich z dawnej ekipy zostało. Dzisiaj miałam go zawieźć, a potem z Babcią jechać do jej koleżanki na kawę. Drogę mieli doskonale znać. Wjechaliśmy do Hannoveru. Babcia zaczęła się głośno zastanawiać jak to trzeba jechać, gdzie skręcić. Pyta Dziadka...On nie wie. Ja robię się coraz bardziej czerwona na buzi ze zdenerwowania, bo przejeżdżam kolejne skrzyżowania, a Babcia pyta się mnie czy wyłączyć ogrzewanie, bo chyba mi gorąco....:sciana: Znaleźliśmy miejsce spotkania. Nie ma gdzie zaparkować. Stanęłam na pełnym parkingu na przejeździe i zaczęła się akcja z Dziadkiem. Gdzie jest to zaproszenie (miał je w kieszeni), potem gdzie ma komórkę i jak ma dzwonić (podałam mu swój numer). Za chwilę znowu pyta gdzie ma zaproszenie, w końcu prawie siłą wypchnęliśmy go z autka, ja mu wszystko włożyłam do rączki i odprowadziłam go, już nawet nie przejmując się tym, że blokuję auta (na szczęście żadne w tej chwili nie chciało wyjechać). Wycofywać musiałam tyłem, bo nie dało się nawrócić. Jadę więc z Babcią do koleżanki i kolejna niespodzianka - Ona ulicę owszem zna, zapomniała numeru domu, a poznać go może po skrzynce na listy. Zaparkowałam. Przyglądamy się skrzynkom. Jest!!!. Wchodzimy. Wita nas pani z aparatem tlenowym. Bardzo serdeczna, a jeszcze serdeczniejszy jest pies, który zaczyna po mnie skakać. Siadam w fotelu, pies wskakuje na moje kolana i liże mi ręce. Pani komentuje to tak, że muszę mieć jakimś smacznym kremem posmarowane ręce, a on lubi kremy. Dawniej to potrafił nawet całą tubkę zjeść.:sciana: No fakt, ale jak pies próbuje się dobrać do mojej buzi, to już mówię, że ten krem jest za drogi i wolę , aby tam został. Psa zrzucam z kolan...
Czas na kawę szybko mija. Jedziemy po Dziadka. Drogę objaśniła mi ta pani i trafiłam bez problemu. Znowu nie ma gdzie zaparkować. Staję znowu na przejeździe i zostawiam Babcię, a sama biegiem po Dziadka. Dziadek siedzi na sali, razem z nim około 30 osób. Idziemy po Jego kurtkę. Zapomniał, gdzie zostawił. Grzebiemy i szukamy najbardziej podobnej. Jest jakaś granatowa. On nie wie czy to Jego. Hmm, co robić? Wkładam rękę do kieszeni, na wszelki wypadek odwracając się do pozostałych ludzi tyłem, aby mi nikt nie zarzucił, że grzebię w jego kurtce, a tak to jest szansa, że nie zauważy. W kieszeni klej do protez - taki jak Dziadka. Jednak patrząc na wiek pozostałych osób, to do każdego z nich taki klej mógłby należeć. Grzebię dalej. Bingo - komórka Dziadka. Kurtka na plecy, Dziadka pod rękę i szybko do samochodu. Znowu się udało. Akurat nikt nie próbował wyjeżdżać i nikt nie musiał czekać aż go odblokuję. Znowu jadę tyłem, bo nawrócić się nie da. Dojeżdżam do wyjazdu z parkingu. Babcia wpada na pomysł, że zamiast w lewo, to pojedziemy w prawo, bo świetnie zna tą drogę. Ok. Jedziemy, jedziemy - mówi mi gdzie mam skręcić .... i nagle cichnie. Pytam się jak mam się ustawić . Ona nie wie. Pytam, czy wie, gdzie jesteśmy - " Jakoś nie bardzo". Znów uderzenie gorąca i rumieniec na mojej buzi... Widzę duży sklep i parking. Skręcam tam. Wyciągam nawigację, którą wzięłam, a która miała mi być niepotrzebna, bo Oni wspaniale drogę mieli znać. Nawigacja dawno nie aktualizowana, ale jakaś drogę pokazuje. Dojechaliśmy do naszej miejscowości. Ostatni zakręt i.... Babcia sobie przypomniała, że trzeba do bankomatu. Nawracam bez słowa. Dziadek poszedł wybrać pieniążki. Wychodzi, patrzę na Jego spodnie, całe zasikane. Wsiada do auta. Jedziemy do domu. Uff. Pomagam Babci wysiąść, Dziadkowi dziękuję za chęci wjechania do garażu (nie chciałam, aby wsiadał w mokrych spodniach na miejscu kierowcy) . Home, sweet home....
Dzwoni córka z pytaniem jak było i jak dojechaliśmy....
Babcia szczebioce do telefonu : "Bez najmniejszych problemów"

Anniko, cieszy mnie, ze zaczynasz pisac... i to jak!!!  Moglabys czesciej takimi obserwacjami z zycia pdp-ych wzietymi, humory nam na sniadanie...porawiac!
Zauwazylam juz kilka lat temu, ze potrafisz swietnie pisac, rozumiem, wycofalas sie, ale nadszedl czas na powroty. Czekam:)
04 listopada 2016 11:18 / 7 osobom podoba się ten post
Alina

Chyba najbardziej boję się tego, że zostanę pozostawiona sama sobie z umierającą pdp i nie będę widziała co robić. Tylko raz byłam przy umierającej pdp ale tam wspierała mnie cała rodzina. Tutaj nie ma żadnej współpracy czy też pomocy. Pdp jest osobą delikatnie rzecz biorąc bardzo trudną. O tym już pisałam. Myślę, że nawet gdy będzie słaba i nie daj Boże leżąca to będzie mnie wyzywać, że nie mam o niczym pojęcia i maksymalnie jeszcze wszystko utrudniać tak jak robi to w tej chwili.

Witaj Alinko, bierz kota pod pache a walizke w druga reke i wiej stamtad, gdzie pieprz i wanilia rosnie.

Tak na serio... porozmawiaj z firma, niech  szukaja nowej szteli!
Nie uzalaj sie nad pdp, jest niereformowalna,  niektorzy tak maja i niewazne czy to Niemka, Polka czy Uzbekistanka.
04 listopada 2016 11:24 / 9 osobom podoba się ten post
kika1

Witaj Alinko, bierz kota pod pache a walizke w druga reke i wiej stamtad, gdzie pieprz i wanilia rosnie.

Tak na serio... porozmawiaj z firma, niech  szukaja nowej szteli!
Nie uzalaj sie nad pdp, jest niereformowalna,  niektorzy tak maja i niewazne czy to Niemka, Polka czy Uzbekistanka.

Wszystko się zgadza, tylko że nasza Alina lubi się nad soba znęcać i dla kota poświęci swój system nerwowy 
04 listopada 2016 11:50 / 4 osobom podoba się ten post
Sama w to nie wierzę, ale powiem Wam,że po raz pierwszy PODOBA MI SIĘ TU na tym zleceniu. a już myślałam,że to nigdy nie nastąpi i jechałam z nastawieniem - to już ostatni raz. Ale kurczę chyba będę za tym,żeby tu wrócić. Jakie to fajne uczucie- miło się zaskoczyć... Daję lajka dla miasta Bielefeld i dla babci Elisabeth, czy jak jej tam..

04 listopada 2016 13:24
Kochani siedzę jak na szpilkach, nic nie mogę robić.Miałam telefon dzisiaj że jest bardzo żle z Teściową a do wtorku jeszcze daleko......
04 listopada 2016 13:34 / 6 osobom podoba się ten post
Wróciłyśmy z pogrzebu. Ja generalnie nie lubię takich ceremonii ale ta mi się wyjątkowo nie podobała. Zdecydowanie lepiej-inaczej było na pogrzebie ewangelickim męża mojej Pdp. Tutaj nikt nikogo nie witał, nie pomagał zaleźć miejsca, usiąść. Mnie tam rybka-i tak nikogo nie znam ale Pdp bardzo niezadowolona. Nawet słowa nikt z nią nie zamienił. Do tego musiała usiąść koło starszej pani z balkonikiem a dla zawsze adorowanej pani dyrektorowej brak mężczyzny u boku to wielka ujma Tak jak przewidywałam nie chciała na stypę jechać. ''Płacze'' teraz spokojnie w domowym zaciszu :)Co ciekawe rozpacz nie przeszkodziła jej pochłonąć dwóch schabowych i całego talerzyka pierników :)
04 listopada 2016 13:55 / 5 osobom podoba się ten post
michasia

Kochani siedzę jak na szpilkach, nic nie mogę robić.Miałam telefon dzisiaj że jest bardzo żle z Teściową a do wtorku jeszcze daleko......

Michasiu, przy chorobach neurologicznych, które szybko postępują, takich jak np. infekcje, udary stany pourazowe, to stan chorego jest ciężki, ale to nie jest wyrok, chociaż wiek chorego odgrywa dużą rolę. Ale ludzie z tego wychodzą, nawet jak już jest bardzo źle- nie jest to duży odstetek, ale tak się dzieje.
Nie napiszę Ci żebyś nie martwiła się na zapas, bo nie musisz być dzielna. Jak możesz daj sobie odstępstwo od ustalonego rytmu obowiązków i popłacz, porozmyślaj, od tego nie da się uciec, porozmawiaj z kimś z rodziny, z kimś do kogo masz zaufanie o tym jak Ty się czujesz. Przeżywałam podobną sytuację na wyjeżdzie i  czułam się jak sparaliżowana-rozmowa z kimś bliskim pomogła i uświadomiła mi, że nie musze zawsze wszystkiego dźwigać na swoich barkach i to niezależnie od tego co się stanie.
Trzymam kciuki za zdrowie Twojej teściowej i Ciebie serdecznie przytulam.
04 listopada 2016 14:38 / 28 osobom podoba się ten post
Decyzja podjęta. Wracam do domu 02.12. Trudno. Głową muru nie przebiję. Naprawdę starałam się ale płacę za to staranie zbyt wysoką cenę. Żal mi ogromnie kici, która teraz śpi na moim łóżku i w zasadzie to ona cały czas podtrzymywała mnie na duchu. Kocham tego stwora i ona odpłaca mi tym samym. Cudowne, mądre stworzonko. Też się biedaczysko przez te dwa lata postarzała. Jak tutaj przyjechałam ochoczo wskakiwała na murek gdy ją wołałam do domu. Teraz obchodzi murek dookoła. Lubiła wskakiwać na parapet w pokoju jadalnym i patrzeć na to co dzieje się w ogrodzie. Już tego nie robi, jest za wysoko. Daje radę wskakiwać na tapczan, na którym śpię. Będę za nią tęsknić, a ona za mną. Ostatnio jak pojechałam do domu to nie chciała jeść, cały czas przesiadywała w szafie aż babcia się wystraszyła i pojechała z nią do weterynarza. Nawet ona stwierdziła, że powodem tego była tęsknota za mną. Czuję się nie w porządku w stosunku do niej. Tak jakbym zdradziła kogoś bliskiego, kto obdarzył mnie zaufaniem. Wiem, że to tylko kot ale go kocham i nic na to nie poradzę. Była mi tutaj towarzyszką , przyjaciółką , powiernicą moich smutków i pocieszycielką. Pewnie jestem dość samotna, ale czy tylko dlatego tak się do niej przywiązałam?
04 listopada 2016 14:47 / 3 osobom podoba się ten post
Alina

Decyzja podjęta. Wracam do domu 02.12. Trudno. Głową muru nie przebiję. Naprawdę starałam się ale płacę za to staranie zbyt wysoką cenę. Żal mi ogromnie kici, która teraz śpi na moim łóżku i w zasadzie to ona cały czas podtrzymywała mnie na duchu. Kocham tego stwora i ona odpłaca mi tym samym. Cudowne, mądre stworzonko. Też się biedaczysko przez te dwa lata postarzała. Jak tutaj przyjechałam ochoczo wskakiwała na murek gdy ją wołałam do domu. Teraz obchodzi murek dookoła. Lubiła wskakiwać na parapet w pokoju jadalnym i patrzeć na to co dzieje się w ogrodzie. Już tego nie robi, jest za wysoko. Daje radę wskakiwać na tapczan, na którym śpię. Będę za nią tęsknić, a ona za mną. Ostatnio jak pojechałam do domu to nie chciała jeść, cały czas przesiadywała w szafie aż babcia się wystraszyła i pojechała z nią do weterynarza. Nawet ona stwierdziła, że powodem tego była tęsknota za mną. Czuję się nie w porządku w stosunku do niej. Tak jakbym zdradziła kogoś bliskiego, kto obdarzył mnie zaufaniem. Wiem, że to tylko kot ale go kocham i nic na to nie poradzę. Była mi tutaj towarzyszką , przyjaciółką , powiernicą moich smutków i pocieszycielką. Pewnie jestem dość samotna, ale czy tylko dlatego tak się do niej przywiązałam?

Podjęłaś decyzję i na pewno zrobiło Ci się lżej. Pozdrawiam.
04 listopada 2016 14:55 / 15 osobom podoba się ten post
aniao

Podjęłaś decyzję i na pewno zrobiło Ci się lżej. Pozdrawiam.

Tak, a teraz mentalnie żegnam się z tym miejsczem. Z kicią, ogrodem i wszystkimi stworzeniami, które przychodziły w gościnę, a które ja z przyjemnością i ciekawością podpatrywałam.

04 listopada 2016 15:01 / 9 osobom podoba się ten post