Na wyjeździe #35

04 listopada 2016 15:02 / 11 osobom podoba się ten post
04 listopada 2016 15:04 / 11 osobom podoba się ten post
04 listopada 2016 17:17 / 17 osobom podoba się ten post
Dziadek powiedział, że chętnie przejechaliby się do lasu. Pogodę w tym tygodniu mamy marną. W niedzielę ma być znośnie ale ja mam już plany na niedzielę i nie chcę, żeby mi dziadek w ten dzień wypalił z pomysłem wycieczki. Tak więc zaproponowałam dzisiaj szybką wycieczkę. Zapakowaliśmy się i z dziadkiem jako navi pojechaliśmy. Babcia oczywiście z tyłu. Dziadek jako były myśliwy chciał koniecznie popatrzeć na kolory jesieni zanim liście opadną. Stęsknił się za lasem a tutaj wokół jest go pełno. No i tak jeździliśmy sobie po krętych dróżkach. Czasami trudno się było z innym autem wyminąć. Przyzwyczaiłam się już do tego merca-kanapy i nawet, nawet fajnie się tym jeździ. Zawitaliśmy do jakiegoś zamku ale nie pytajcie mnie o nazwę, bo nie została w mojej głowie Zrobiłam parę fotek ale przy takiej pogodzie nie wyszły zbyt dobrze. Babcia podsypiała momentami a jak dziadek zaczynał głowę opuszczać, to pytałam się go "gdzie teraz". Bałam się, że jak uśnie i będę potrzebowała go na jakieś krzyżówce, to znienacka obudzony może nie wiedzieć gdzie jest I tak sobie krążyliśmy góra - dół i na odwrót. Myślałam, że dziadki wysiądą, powietrza w płuca nabiorą. A gdzie tam !! Wystarczyła im sama jazda autem a mnie żal było mijanych iglastych lasów. Następnym razem wyjedziemy wcześniej i wtedy zrobię przystanek. Mam nadzieję, że w niedzielę już nie będzie się im chciało wycieczek robić. A już pod prawie samym domem na skrzyżowaniu, babcia która sama kiedyś była kierowcą, patrząc się na czerwone auta samochodu stojącego przed nami stwierdziła "a coż to za światła strażackie, nigdy czegoś takiego nie widziałam". A przed domem "czy ONI tu mieszkają" ???
Noo teraz odsapnę sobie. Oczywiście dziadek stwierdził, że dobrze jeżdżę 
04 listopada 2016 18:55 / 7 osobom podoba się ten post
Alina

Decyzja podjęta. Wracam do domu 02.12. Trudno. Głową muru nie przebiję. Naprawdę starałam się ale płacę za to staranie zbyt wysoką cenę. Żal mi ogromnie kici, która teraz śpi na moim łóżku i w zasadzie to ona cały czas podtrzymywała mnie na duchu. Kocham tego stwora i ona odpłaca mi tym samym. Cudowne, mądre stworzonko. Też się biedaczysko przez te dwa lata postarzała. Jak tutaj przyjechałam ochoczo wskakiwała na murek gdy ją wołałam do domu. Teraz obchodzi murek dookoła. Lubiła wskakiwać na parapet w pokoju jadalnym i patrzeć na to co dzieje się w ogrodzie. Już tego nie robi, jest za wysoko. Daje radę wskakiwać na tapczan, na którym śpię. Będę za nią tęsknić, a ona za mną. Ostatnio jak pojechałam do domu to nie chciała jeść, cały czas przesiadywała w szafie aż babcia się wystraszyła i pojechała z nią do weterynarza. Nawet ona stwierdziła, że powodem tego była tęsknota za mną. Czuję się nie w porządku w stosunku do niej. Tak jakbym zdradziła kogoś bliskiego, kto obdarzył mnie zaufaniem. Wiem, że to tylko kot ale go kocham i nic na to nie poradzę. Była mi tutaj towarzyszką , przyjaciółką , powiernicą moich smutków i pocieszycielką. Pewnie jestem dość samotna, ale czy tylko dlatego tak się do niej przywiązałam?

Do 2.12.16 masz kontrakt, babcia lepiej sie czuje?  Gdyby do tego czasu jakies nieszczescie babcie spotkalo, mialabys mozliwosc "kicie" ze soba zabrac? Czytalam o jednej z Opiekunek, ktora ze swoim pieskiem na sztele wyjezdzala. Sama nie wiem co robic i co doradzic, kwestia pokochania zwierzatka jest mi bliska, mialam koteczke i suczke, chomika tez, ktory calkiem dobrze sobie z nimi radzil. Poczatki byly trudne, ale cieple wspomnienia, sa w moim sercu do dzisiaj..
04 listopada 2016 19:19 / 2 osobom podoba się ten post
Annika

Ja już wykąpana leżę w swoim łóżeczku i cieszę się, że dzisiejszy dzień dobiega końca. Dzisiaj o 13.00 pojechaliśmy do Hannoveru - ja, jako kierowca i podopieczni. Dziadek dostał zaproszenie na spotkanie byłych pracowników po latach. W zeszłym roku był na takim spotkaniu, zawiozła go wtedy córka. Już wtedy mówił, że niewielu ich z dawnej ekipy zostało. Dzisiaj miałam go zawieźć, a potem z Babcią jechać do jej koleżanki na kawę. Drogę mieli doskonale znać. Wjechaliśmy do Hannoveru. Babcia zaczęła się głośno zastanawiać jak to trzeba jechać, gdzie skręcić. Pyta Dziadka...On nie wie. Ja robię się coraz bardziej czerwona na buzi ze zdenerwowania, bo przejeżdżam kolejne skrzyżowania, a Babcia pyta się mnie czy wyłączyć ogrzewanie, bo chyba mi gorąco....:sciana: Znaleźliśmy miejsce spotkania. Nie ma gdzie zaparkować. Stanęłam na pełnym parkingu na przejeździe i zaczęła się akcja z Dziadkiem. Gdzie jest to zaproszenie (miał je w kieszeni), potem gdzie ma komórkę i jak ma dzwonić (podałam mu swój numer). Za chwilę znowu pyta gdzie ma zaproszenie, w końcu prawie siłą wypchnęliśmy go z autka, ja mu wszystko włożyłam do rączki i odprowadziłam go, już nawet nie przejmując się tym, że blokuję auta (na szczęście żadne w tej chwili nie chciało wyjechać). Wycofywać musiałam tyłem, bo nie dało się nawrócić. Jadę więc z Babcią do koleżanki i kolejna niespodzianka - Ona ulicę owszem zna, zapomniała numeru domu, a poznać go może po skrzynce na listy. Zaparkowałam. Przyglądamy się skrzynkom. Jest!!!. Wchodzimy. Wita nas pani z aparatem tlenowym. Bardzo serdeczna, a jeszcze serdeczniejszy jest pies, który zaczyna po mnie skakać. Siadam w fotelu, pies wskakuje na moje kolana i liże mi ręce. Pani komentuje to tak, że muszę mieć jakimś smacznym kremem posmarowane ręce, a on lubi kremy. Dawniej to potrafił nawet całą tubkę zjeść.:sciana: No fakt, ale jak pies próbuje się dobrać do mojej buzi, to już mówię, że ten krem jest za drogi i wolę , aby tam został. Psa zrzucam z kolan...
Czas na kawę szybko mija. Jedziemy po Dziadka. Drogę objaśniła mi ta pani i trafiłam bez problemu. Znowu nie ma gdzie zaparkować. Staję znowu na przejeździe i zostawiam Babcię, a sama biegiem po Dziadka. Dziadek siedzi na sali, razem z nim około 30 osób. Idziemy po Jego kurtkę. Zapomniał, gdzie zostawił. Grzebiemy i szukamy najbardziej podobnej. Jest jakaś granatowa. On nie wie czy to Jego. Hmm, co robić? Wkładam rękę do kieszeni, na wszelki wypadek odwracając się do pozostałych ludzi tyłem, aby mi nikt nie zarzucił, że grzebię w jego kurtce, a tak to jest szansa, że nie zauważy. W kieszeni klej do protez - taki jak Dziadka. Jednak patrząc na wiek pozostałych osób, to do każdego z nich taki klej mógłby należeć. Grzebię dalej. Bingo - komórka Dziadka. Kurtka na plecy, Dziadka pod rękę i szybko do samochodu. Znowu się udało. Akurat nikt nie próbował wyjeżdżać i nikt nie musiał czekać aż go odblokuję. Znowu jadę tyłem, bo nawrócić się nie da. Dojeżdżam do wyjazdu z parkingu. Babcia wpada na pomysł, że zamiast w lewo, to pojedziemy w prawo, bo świetnie zna tą drogę. Ok. Jedziemy, jedziemy - mówi mi gdzie mam skręcić .... i nagle cichnie. Pytam się jak mam się ustawić . Ona nie wie. Pytam, czy wie, gdzie jesteśmy - " Jakoś nie bardzo". Znów uderzenie gorąca i rumieniec na mojej buzi... Widzę duży sklep i parking. Skręcam tam. Wyciągam nawigację, którą wzięłam, a która miała mi być niepotrzebna, bo Oni wspaniale drogę mieli znać. Nawigacja dawno nie aktualizowana, ale jakaś drogę pokazuje. Dojechaliśmy do naszej miejscowości. Ostatni zakręt i.... Babcia sobie przypomniała, że trzeba do bankomatu. Nawracam bez słowa. Dziadek poszedł wybrać pieniążki. Wychodzi, patrzę na Jego spodnie, całe zasikane. Wsiada do auta. Jedziemy do domu. Uff. Pomagam Babci wysiąść, Dziadkowi dziękuję za chęci wjechania do garażu (nie chciałam, aby wsiadał w mokrych spodniach na miejscu kierowcy) . Home, sweet home....
Dzwoni córka z pytaniem jak było i jak dojechaliśmy....
Babcia szczebioce do telefonu : "Bez najmniejszych problemów"

Annika golabek lata i lata, nie ma kto go odebrac!
04 listopada 2016 19:23 / 2 osobom podoba się ten post
Alina

Tak, a teraz mentalnie żegnam się z tym miejsczem. Z kicią, ogrodem i wszystkimi stworzeniami, które przychodziły w gościnę, a które ja z przyjemnością i ciekawością podpatrywałam.

Piekna ta Twoja i (nie)Twoja kicia.
04 listopada 2016 22:01 / 6 osobom podoba się ten post
kika1

Do 2.12.16 masz kontrakt, babcia lepiej sie czuje?  Gdyby do tego czasu jakies nieszczescie babcie spotkalo, mialabys mozliwosc "kicie" ze soba zabrac? Czytalam o jednej z Opiekunek, ktora ze swoim pieskiem na sztele wyjezdzala. Sama nie wiem co robic i co doradzic, kwestia pokochania zwierzatka jest mi bliska, mialam koteczke i suczke, chomika tez, ktory calkiem dobrze sobie z nimi radzil. Poczatki byly trudne, ale cieple wspomnienia, sa w moim sercu do dzisiaj..

Kicia ma już zapewniony dom na wypadek śmierci pdp. Zaopiekuje się nią córka koleżanki babci , która także kocha kotki .Schmusy trafi w dobre ręce. Dziwne, że po przepracowaniu w tym miejscu ponad dwóch lat żal mi opuszczać kotkę, a nie pdp. Możecie mnie ukamienować ale w ogóle nie myślę o tym co stanie się z moją pdp. Nie życzę jej źle ale wiem, że jak zamknę tutaj za sobą drzwi to nie będę sobie nią głowy zaprzątać. Przez ponad dwa lata nie udało nam sę zbudować dobrych relacji. Nawet teraz gdy nie czuje się najlepiej stara się cały czas coś mi wytknąć, że zrobiłam źle. Najbardziej ją jednak w tym wszystkim denerwuje, że nie zwracam  uwgi na to co mówi.Uśmiecham się i ogólnie chodzę zadowolona pomimo tego, że muszę do niej w nocy wstawać. Nie może tego znieść.
04 listopada 2016 22:05 / 6 osobom podoba się ten post
Fajnie by było gdybym znów trafiła na jakiegoś kocurka ale to raczej małoprawdopodobne. Nie ma jednak co rozdzierać szat. Pogodziłam się z tym, że opuszczam to miejsce i cieszę się na powrót do domu i na to, że uściskam moją najmłodszą wnusię. 
05 listopada 2016 07:29 / 9 osobom podoba się ten post
Wiem że mój powrót do domu o dzień nie zmieni niczego ale gryząc się z najgorszymi myślami zadzwoniłam do firmy czy mają jakieś wyjazdy na godzinę "W" - powiedzieli że tak. Wieczorem córka Pdp zadzwoniła i powiedziała że też nie ma problemu , nawet samolot mi opłaci jakby co. miło,a ja taka jestem niespokojna myślę o najgorszym i znowu sobie tłumaczę że jak obiecała poczekać to poczeka na mnie do wtorkuLekarz wczoraj dał wypis do domu na poniedziałek, nic tu po nich powiedział.a ja sobie dodałam: Żyj Teściowo -opiekunka synowa wraca:)
05 listopada 2016 09:26 / 12 osobom podoba się ten post
Moja sąsiadka tydzień temu zastawiła pułapkę na jakieś zwierzę,ale na jakie to już jej nie pytałam. W klatce było jajko w korupce i skóra słoniny. Wczoraj rano poszłam po gazetę i w tej klatce znalazłam kota sąsiada. Oczywiście dopiero jak się najadł to zauważył,że nie ma drogi ucieczki. Wypusciłam go oczywiście,bo sąsiadka dopiero wieczorem zauważyłaby ,że ma ofiarę.
05 listopada 2016 09:35 / 3 osobom podoba się ten post
ivanilia40

Moja sąsiadka tydzień temu zastawiła pułapkę na jakieś zwierzę,ale na jakie to już jej nie pytałam. W klatce było jajko w korupce i skóra słoniny. Wczoraj rano poszłam po gazetę i w tej klatce znalazłam kota sąsiada. Oczywiście dopiero jak się najadł to zauważył,że nie ma drogi ucieczki. Wypusciłam go oczywiście,bo sąsiadka dopiero wieczorem zauważyłaby ,że ma ofiarę.

To specjalny gatunek leniwiec germanikus
05 listopada 2016 09:41 / 2 osobom podoba się ten post
michasia

Wiem że mój powrót do domu o dzień nie zmieni niczego ale gryząc się z najgorszymi myślami zadzwoniłam do firmy czy mają jakieś wyjazdy na godzinę "W" - powiedzieli że tak. Wieczorem córka Pdp zadzwoniła i powiedziała że też nie ma problemu , nawet samolot mi opłaci jakby co. miło,a ja taka jestem niespokojna myślę o najgorszym i znowu sobie tłumaczę że jak obiecała poczekać to poczeka na mnie do wtorku:modlitwa:Lekarz wczoraj dał wypis do domu na poniedziałek, nic tu po nich powiedział.a ja sobie dodałam: Żyj Teściowo -opiekunka synowa wraca:)

Trzymaj się Michasiu! I myśl pozytywnie i odganiaj czarne mysli! Zawsze trzeba mieć nadzieję, że będzie dobrze
05 listopada 2016 09:47 / 1 osobie podoba się ten post
Ola55

Trzymaj się Michasiu! I myśl pozytywnie i odganiaj czarne mysli! Zawsze trzeba mieć nadzieję, że będzie dobrze :aniolki:

Dziękujęstaram się.
05 listopada 2016 11:35 / 2 osobom podoba się ten post
michasia

Dziękuję:modlitwa::aniolki:staram się.:kropla potu:

Michasiu, trzymaj się
05 listopada 2016 13:17 / 12 osobom podoba się ten post
Szybkie pozdrowienia z niemieckiej otchłani, gdzie nawet ptaki zawracają, bo już nie ma tam czego szukać. Nawet nie chce mi sie pisać, jedna z najgorszych miejscówek w mojej dotychczasowej pracy, samo życie.
Tak czy śmak, czasem będę zaglądać, choć nie wiem, czy będę w stanie, chyba już rozumiem, co czuli galernicy zasuwający 14 godzin przy wiosłach.
Alleluja i do przodu, w końcu każdy dzień zbliża mnie do końca zesłania.
I to chyba jedyny mój post, gdzie nie wstawię emotikona uśmiechu. Nie dam rady nawet niesmiało się usmiechnąć.