Dziś pdp idzie do szpitala na 2 dni. Planowy pobyt.
To, że przeżywa- normalne,
że bedzie ciężka noc- normalne...
Ale, że nie pośpię W OGÓLE- nienormalne.
Poszedł wieczorem spać około 18:20, po (w sumie) dwóch tabletkach Neurexanu (w odstępie, nie naraz).
Pierwsza pobudka- godz. 20:00-kołdra się zaplątała.
20:30- jest głodny.
21:00- wciąż jest głodny.
21:30- nie moze spać (tabletka).
22:00- tabletka nie działa.
23:00- nie może spać, co ma zrobić?
0:00- jw
Między 0:00 a 5:00 pobudek chyba 20. W zasadzie dla mnie to nie były pobudki, bo nie spałam.
Około 5 cisza...i ja przysnęłam....okazało się- cisza przed burzą.
Obudziło mnie wybieranie numeru na telefonie...
Sam przesiadł się na wóżek, przejechał do salonu i dzwonił do córki, że źle się czuje i do lekarza ma ona dzwonić.
Coś mu tam wytłumaczyła (nie słyszałam).
Zdziwiony patrzy na mnie- co robimy? Czekamy do rana?
On się musi ubierać, bo po spaniu.
Połozyłam go do łóżka, zebrałam się, bo i tak próżne moje leżenie w łóżku. Tylko (usunięte), że łóżko wygodne, a spać nie można...
Dodam, że głowa ok. Aż tak przeżywa ten szpital?
To jego spanie-drzemanie to zresztą też niespokojne, pełne krzyków, jęczenia.
Miałam nadzieję na fajne wolne dni, a jak na razie, to dziś marzę o spaniu i tak chyba spożytkuję ten dzień.