Słowem... postawiłaś babcię na nogi :super:
Słowem... postawiłaś babcię na nogi :super:
Nie piszesz wprost ,ale łatwo się domyślić dlaczego jesteś tak bardzo potrzebna córce :przytul aniola:
Dobrze ,že te nasze dzieciaki nas mają .Ja dla swoich też jestem w każdej chwili gotowa rzucić wszystko i dążyć z pomocą .Takie to matczyne serca są :serce:
Tak, jeszcze jakiś czas temu nawet przez myśl by mi nie przeszło, że coś takiego może się zdarzyć. Po 13 latach partnerskiego związku, córka rozstała się z partnerem i ojcem swojego synka. Myślałam, że wszystko u nich jest super. Wszyscy tak myśleliśmy, cala rodzina. Ale wszyscy jesteśmy daleko, nikt nie wiedział, że coś jest nie tak. Ja zawsze świetnie dogadywałam się z zięciem-niezięciem (nie mają ślubu),podobnie jak cała rodzina. Potrafił wszystkich sobie zjednać-miły, zaradny, i wyrozumiały dla charakteru i fochów mojej córki. Tak my to odbieraliśmy. Ale widzieliśmy ich na niektóre święta czy wakacje, a wiadomo, wtedy inna atmosfera, luz-blues. A córka nigdy się nie skarżyła. Gdyby przecież coś powiedziała, że jest niezadowolona, że tak nie chce, że nie o to jej w życiu chodzi, to wszyscy dookoła popukaliby się w głowę i powiedzieli, że paniusia ma fanaberie i sama nie wie czego chce. No bo 7 lat temu kupili dom, ma ogród, jacuzzi, egzotyczne urlopy, przyczepy kempingowe, motorówkę, chłop nie pije (nie żeby abstynent ,normalny :oczko2:),nie bije,dobrą kasę do domu przynosi,2 lata temu urodziła zdrowego synka, no nienormalna jakaś, takie życie jej się nie podoba?!!!:zaskoczenie1:
No i okazuje się że nie. Bo za zamkniętymi drzwiami to pan zięć to ktoś inny niż ten, jakiego znamy.
To P A N ,który decyduje o wszystkim. O tym z kim może się spotykać, rozmawiać, gdzie te urlopy spędzać, wszystko pod kontrolą, jak wychowywać dziecko, bo ON zapewnia jej wszystko, a ona, to ona z małej litery. Najlepiej żeby nie pracowała ,była miła i posłuszna, gdyby mógł,zabroniłby jej oddychać, bo tego nie może kontrolować. Niestety trafił na niezależną, wiedzącą czego chce, świadomą swojej wartości kobietę, która na dodatek ma satysfakcjonującą pracę, jest doceniana i wróciła do niej, kiedy dziecko skończyło rok. Ustawili sobie pracę na zmiany i na zmianę zajmowali się synkiem. I tak od roku, każdego dnia ,poddawana była krytyce, rozliczana z tego co zdążyła, a właściwie czego nie zdążyła zrobić.
Kiedy powiedziała, że dłużej tak nie może, ciągle żyje w stresie, czuje się osaczona, nie wie już sama kim jest i lepiej żeby się rozstali,to się zaczęło. . Nie będę tutaj pisała książki, ale tak mniej więcej to wygląda. I wtedy PAN zaczął się śmiać, bo jak to, chce odejść?od niego?,od tego dostatku?,przecież zginie bez niego i z niczym sobie nie poradzi. Nie może uwierzyć, że sama, bez niego, ogarnęła temat, znalazła mieszkanie, urządziła je skromnie, ale przytulnie,kupiła sobie auto, pracuje, załatwiła przedszkole i wiele innych spraw. I z tym pan nie może się pogodzić. Teraz pokazał, co naprawdę w nim drzemie. Jak potrafi być chamski, jak wszystko utrudnia, oczernia, obraża.
Bez prawnika się nie obejdzie przy podziale domu. On sprzedać nie chce, ale dobrowolnie spłacić córki też nie. Dom jest na nich oboje, część jeszcze nie spłacona . Narazie córka chce odetchnąć, za 2-3 tygodnie się tym zajmie. Gdyby nie to, że synek jest bardzo z ojcem związany, zerwałaby wszelkie kontakty.
Ktoś może powie, że rzeczywiście z tą moją panną coś nie tak, że chyba jej się w doopie poprzewracało (niektórzy w rodzinie niestety tak myślą :-(),a ja jestem z Nią w 100%.Po pierwsze dlatego, że to moje dziecko, po drugie dlatego, że ma odwagę żyć po swojemu, że chce być szczęśliwa, a nie uśmiechać się i wbrew sobie żyć zgodnie z oczekiwaniami innych.
Jeśli ktoś się nie zgadza z takim moim podejściem, to polecam zajrzeć do książki "Czuła przewodniczka ".
Ja na pewno będę Ją wspierała i pomagała tak ,jak potrafię najlepiej.
Tak, jeszcze jakiś czas temu nawet przez myśl by mi nie przeszło, że coś takiego może się zdarzyć. Po 13 latach partnerskiego związku, córka rozstała się z partnerem i ojcem swojego synka. Myślałam, że wszystko u nich jest super. Wszyscy tak myśleliśmy, cala rodzina. Ale wszyscy jesteśmy daleko, nikt nie wiedział, że coś jest nie tak. Ja zawsze świetnie dogadywałam się z zięciem-niezięciem (nie mają ślubu),podobnie jak cała rodzina. Potrafił wszystkich sobie zjednać-miły, zaradny, i wyrozumiały dla charakteru i fochów mojej córki. Tak my to odbieraliśmy. Ale widzieliśmy ich na niektóre święta czy wakacje, a wiadomo, wtedy inna atmosfera, luz-blues. A córka nigdy się nie skarżyła. Gdyby przecież coś powiedziała, że jest niezadowolona, że tak nie chce, że nie o to jej w życiu chodzi, to wszyscy dookoła popukaliby się w głowę i powiedzieli, że paniusia ma fanaberie i sama nie wie czego chce. No bo 7 lat temu kupili dom, ma ogród, jacuzzi, egzotyczne urlopy, przyczepy kempingowe, motorówkę, chłop nie pije (nie żeby abstynent ,normalny :oczko2:),nie bije,dobrą kasę do domu przynosi,2 lata temu urodziła zdrowego synka, no nienormalna jakaś, takie życie jej się nie podoba?!!!:zaskoczenie1:
No i okazuje się że nie. Bo za zamkniętymi drzwiami to pan zięć to ktoś inny niż ten, jakiego znamy.
To P A N ,który decyduje o wszystkim. O tym z kim może się spotykać, rozmawiać, gdzie te urlopy spędzać, wszystko pod kontrolą, jak wychowywać dziecko, bo ON zapewnia jej wszystko, a ona, to ona z małej litery. Najlepiej żeby nie pracowała ,była miła i posłuszna, gdyby mógł,zabroniłby jej oddychać, bo tego nie może kontrolować. Niestety trafił na niezależną, wiedzącą czego chce, świadomą swojej wartości kobietę, która na dodatek ma satysfakcjonującą pracę, jest doceniana i wróciła do niej, kiedy dziecko skończyło rok. Ustawili sobie pracę na zmiany i na zmianę zajmowali się synkiem. I tak od roku, każdego dnia ,poddawana była krytyce, rozliczana z tego co zdążyła, a właściwie czego nie zdążyła zrobić.
Kiedy powiedziała, że dłużej tak nie może, ciągle żyje w stresie, czuje się osaczona, nie wie już sama kim jest i lepiej żeby się rozstali,to się zaczęło. . Nie będę tutaj pisała książki, ale tak mniej więcej to wygląda. I wtedy PAN zaczął się śmiać, bo jak to, chce odejść?od niego?,od tego dostatku?,przecież zginie bez niego i z niczym sobie nie poradzi. Nie może uwierzyć, że sama, bez niego, ogarnęła temat, znalazła mieszkanie, urządziła je skromnie, ale przytulnie,kupiła sobie auto, pracuje, załatwiła przedszkole i wiele innych spraw. I z tym pan nie może się pogodzić. Teraz pokazał, co naprawdę w nim drzemie. Jak potrafi być chamski, jak wszystko utrudnia, oczernia, obraża.
Bez prawnika się nie obejdzie przy podziale domu. On sprzedać nie chce, ale dobrowolnie spłacić córki też nie. Dom jest na nich oboje, część jeszcze nie spłacona . Narazie córka chce odetchnąć, za 2-3 tygodnie się tym zajmie. Gdyby nie to, że synek jest bardzo z ojcem związany, zerwałaby wszelkie kontakty.
Ktoś może powie, że rzeczywiście z tą moją panną coś nie tak, że chyba jej się w doopie poprzewracało (niektórzy w rodzinie niestety tak myślą :-(),a ja jestem z Nią w 100%.Po pierwsze dlatego, że to moje dziecko, po drugie dlatego, że ma odwagę żyć po swojemu, że chce być szczęśliwa, a nie uśmiechać się i wbrew sobie żyć zgodnie z oczekiwaniami innych.
Jeśli ktoś się nie zgadza z takim moim podejściem, to polecam zajrzeć do książki "Czuła przewodniczka ".
Ja na pewno będę Ją wspierała i pomagała tak ,jak potrafię najlepiej.
Tak, jeszcze jakiś czas temu nawet przez myśl by mi nie przeszło, że coś takiego może się zdarzyć. Po 13 latach partnerskiego związku, córka rozstała się z partnerem i ojcem swojego synka. Myślałam, że wszystko u nich jest super. Wszyscy tak myśleliśmy, cala rodzina. Ale wszyscy jesteśmy daleko, nikt nie wiedział, że coś jest nie tak. Ja zawsze świetnie dogadywałam się z zięciem-niezięciem (nie mają ślubu),podobnie jak cała rodzina. Potrafił wszystkich sobie zjednać-miły, zaradny, i wyrozumiały dla charakteru i fochów mojej córki. Tak my to odbieraliśmy. Ale widzieliśmy ich na niektóre święta czy wakacje, a wiadomo, wtedy inna atmosfera, luz-blues. A córka nigdy się nie skarżyła. Gdyby przecież coś powiedziała, że jest niezadowolona, że tak nie chce, że nie o to jej w życiu chodzi, to wszyscy dookoła popukaliby się w głowę i powiedzieli, że paniusia ma fanaberie i sama nie wie czego chce. No bo 7 lat temu kupili dom, ma ogród, jacuzzi, egzotyczne urlopy, przyczepy kempingowe, motorówkę, chłop nie pije (nie żeby abstynent ,normalny :oczko2:),nie bije,dobrą kasę do domu przynosi,2 lata temu urodziła zdrowego synka, no nienormalna jakaś, takie życie jej się nie podoba?!!!:zaskoczenie1:
No i okazuje się że nie. Bo za zamkniętymi drzwiami to pan zięć to ktoś inny niż ten, jakiego znamy.
To P A N ,który decyduje o wszystkim. O tym z kim może się spotykać, rozmawiać, gdzie te urlopy spędzać, wszystko pod kontrolą, jak wychowywać dziecko, bo ON zapewnia jej wszystko, a ona, to ona z małej litery. Najlepiej żeby nie pracowała ,była miła i posłuszna, gdyby mógł,zabroniłby jej oddychać, bo tego nie może kontrolować. Niestety trafił na niezależną, wiedzącą czego chce, świadomą swojej wartości kobietę, która na dodatek ma satysfakcjonującą pracę, jest doceniana i wróciła do niej, kiedy dziecko skończyło rok. Ustawili sobie pracę na zmiany i na zmianę zajmowali się synkiem. I tak od roku, każdego dnia ,poddawana była krytyce, rozliczana z tego co zdążyła, a właściwie czego nie zdążyła zrobić.
Kiedy powiedziała, że dłużej tak nie może, ciągle żyje w stresie, czuje się osaczona, nie wie już sama kim jest i lepiej żeby się rozstali,to się zaczęło. . Nie będę tutaj pisała książki, ale tak mniej więcej to wygląda. I wtedy PAN zaczął się śmiać, bo jak to, chce odejść?od niego?,od tego dostatku?,przecież zginie bez niego i z niczym sobie nie poradzi. Nie może uwierzyć, że sama, bez niego, ogarnęła temat, znalazła mieszkanie, urządziła je skromnie, ale przytulnie,kupiła sobie auto, pracuje, załatwiła przedszkole i wiele innych spraw. I z tym pan nie może się pogodzić. Teraz pokazał, co naprawdę w nim drzemie. Jak potrafi być chamski, jak wszystko utrudnia, oczernia, obraża.
Bez prawnika się nie obejdzie przy podziale domu. On sprzedać nie chce, ale dobrowolnie spłacić córki też nie. Dom jest na nich oboje, część jeszcze nie spłacona . Narazie córka chce odetchnąć, za 2-3 tygodnie się tym zajmie. Gdyby nie to, że synek jest bardzo z ojcem związany, zerwałaby wszelkie kontakty.
Ktoś może powie, że rzeczywiście z tą moją panną coś nie tak, że chyba jej się w doopie poprzewracało (niektórzy w rodzinie niestety tak myślą :-(),a ja jestem z Nią w 100%.Po pierwsze dlatego, że to moje dziecko, po drugie dlatego, że ma odwagę żyć po swojemu, że chce być szczęśliwa, a nie uśmiechać się i wbrew sobie żyć zgodnie z oczekiwaniami innych.
Jeśli ktoś się nie zgadza z takim moim podejściem, to polecam zajrzeć do książki "Czuła przewodniczka ".
Ja na pewno będę Ją wspierała i pomagała tak ,jak potrafię najlepiej.

Nie nam jest oceniać i uważam ,że Ty też powinnaś się nieco zdystansować do danej sytuacji .Córka jest dorosłą osobą i podjęła już decyzję .To jest jej wybór ,jej droga žyciowa i nikt inny tylko ona poniesie konsekwencje tego wyboru .Teraz najważniejsze jest ,żeby córka z zięciem zakopali topór wojenny i się dogadali ,szczególnie dla dobra ich dziecka .Twoim zadaniem jak i każdego rodzica jest wspieranie a nie ocena .Jesteś zaskoczona tym co się stało ?,na pewno ale pomyšl czy my kobiety nie mamy tego w sobie ,że nie chcemy czasami ,niejako pogodzić się z ,poražką "w sprawach damsko -męskich ?.
Głowa do góry ?
Kika, sorry, ale chyba nie do końca zrozumiałaś o co mi chodziło, wyrzucając w końcu na forum publicznym, to co we mnie siedziało :-(.
Zawsze chodzę z podniesioną głową. Głowa w górze i proste plecy ,moi znajomi z daleka poznają, że to ja idę :-).
Hmm, dystans.... Jak mam się zdystansować do tego, co dotyczy mojego dziecka? Nie potrafię. Nie znaczy to,że oceniam. Tak, córka jest dorosła, to nie 18 czy 20 latka, której "przytrafiła się "się ciąża i musi pogodzić się z tym, w jakiej sytuacji się znalazła. To 36 letnia kobieta, świadoma matka, która wie, że da sobie radę. Tak, świadoma jest też konsekwencji swojej decyzji i zdaje sobie sprawę z tego ,że nie będzie łatwo. Wiedziała też o tym, że ją uszanuję każdą Jej decyzję.
Nie oceniałam też zięcia. 2 tygodnie mieszkaliśmy pod jednym dachem, nigdy nie mieszałam się, nie głosiłam kazań ,nie byłam niegrzeczna. Zajmowałam się wnukiem, kuchnią, na jego pytania czy może z nami jeść, powiedziałam, że dla mnie to nie problem. Trzymał fason, bo nie wierzył, że córka nie odpuści, że zawalczy o siebie, że da radę wszystko szybko sobie zorganizować Nie, nie godzę się na porażki w sprawach damsko-męskich i chociaż jestem 60+,to nie myślę, że "dla dobra dziecka " należy godzić się na wszystko, rezygnować z siebie. Bo jakie to "dobro "mieć nieszczęśliwą mamę? A zaskoczona jestem tym, jak ludzie (tutaj mój zięć),potrafią być tak dwulicowi. Zaskoczona jestem tym, jak miły, kulturalny(wydawałoby się) 40 letni facet, z dnia na dzień może stać się wulgarny, ordynarny, złośliwy i mściwy. Nie będę opisywała, ale uwierz, robi i mówi rzeczy, które nie mieszczą się w głowie. Aaa,szkoda słów, nie zasługuje na mój czas ,żeby o nim pisać...
Zgadzam się, że dziecka szkoda. Ale, moim zdaniem, to chyba dobrze, że jest jeszcze malutki i nie rozumie tej sytuacji. W piątek po pracy zabiera go tata i odwozi w niedzielę rano. Córka poniedzialki ma wolne, soboty pracuje.
Narazie tak się umówili, dopóki nie uregulują prawnie wszystkich spraw .
Skoro napisałaš o tym na forum publicznym to ja miałam prawo to skomentować i zrozumieć po swojemu .
,Głowa do góry to była taka przenošnia dla określenia typu nic nie poradzisz ,życie toczy się dalej .Chyba zbyt emocjonalnie reagujesz i zwyczajnie mnie dostało się po głowie ,bo jak kłopoty to trzeba na kimś odreagowač .
Nie będę komentowała Twoich postów bo zwyczajnie się czepiasz o byle co .
Kika, sorry, ale chyba nie do końca zrozumiałaś o co mi chodziło, wyrzucając w końcu na forum publicznym, to co we mnie siedziało :-(.
Zawsze chodzę z podniesioną głową. Głowa w górze i proste plecy ,moi znajomi z daleka poznają, że to ja idę :-).
Hmm, dystans.... Jak mam się zdystansować do tego, co dotyczy mojego dziecka? Nie potrafię. Nie znaczy to,że oceniam. Tak, córka jest dorosła, to nie 18 czy 20 latka, której "przytrafiła się "się ciąża i musi pogodzić się z tym, w jakiej sytuacji się znalazła. To 36 letnia kobieta, świadoma matka, która wie, że da sobie radę. Tak, świadoma jest też konsekwencji swojej decyzji i zdaje sobie sprawę z tego ,że nie będzie łatwo. Wiedziała też o tym, że ją uszanuję każdą Jej decyzję.
Nie oceniałam też zięcia. 2 tygodnie mieszkaliśmy pod jednym dachem, nigdy nie mieszałam się, nie głosiłam kazań ,nie byłam niegrzeczna. Zajmowałam się wnukiem, kuchnią, na jego pytania czy może z nami jeść, powiedziałam, że dla mnie to nie problem. Trzymał fason, bo nie wierzył, że córka nie odpuści, że zawalczy o siebie, że da radę wszystko szybko sobie zorganizować Nie, nie godzę się na porażki w sprawach damsko-męskich i chociaż jestem 60+,to nie myślę, że "dla dobra dziecka " należy godzić się na wszystko, rezygnować z siebie. Bo jakie to "dobro "mieć nieszczęśliwą mamę? A zaskoczona jestem tym, jak ludzie (tutaj mój zięć),potrafią być tak dwulicowi. Zaskoczona jestem tym, jak miły, kulturalny(wydawałoby się) 40 letni facet, z dnia na dzień może stać się wulgarny, ordynarny, złośliwy i mściwy. Nie będę opisywała, ale uwierz, robi i mówi rzeczy, które nie mieszczą się w głowie. Aaa,szkoda słów, nie zasługuje na mój czas ,żeby o nim pisać...
Zgadzam się, że dziecka szkoda. Ale, moim zdaniem, to chyba dobrze, że jest jeszcze malutki i nie rozumie tej sytuacji. W piątek po pracy zabiera go tata i odwozi w niedzielę rano. Córka poniedzialki ma wolne, soboty pracuje.
Narazie tak się umówili, dopóki nie uregulują prawnie wszystkich spraw .


Witam we wtorek. :chaplin: I kolejny dzień niepewności kiedy stąd wyjadę. Wczoraj spięcie z agencja o to, że na ostatnią chwilę szukają . Nic nowego... Wszystkim życzę spokojnego dnia bo u mnie nerwówki ciąg dalszy. :nerwowy2:
Dusia, życzę Ci spokojnego dnia, wiem jak firmy potrafią podnieść ciśnienie na ostatnią chwilę. Będzie dobrze, trzymaj się ??☕