11 stycznia 2014 18:31 / 9 osobom podoba się ten post
Mialam pisac wieczorem ,ale jestem w miare wolna to zaczynam juz teraz.opisze najpierw moj pokoj. W papierach,ktore zostawilam w domu bylo napisane"osobny pokoj z telewizorem",owszem telewizor byl,ale w szafce wiszacej i jak zapytalam o pilota to bylo takie darcie mordy(przepraszam za to okreslenie,ale inaczej nie moge),ze ja tu przyjechalam do roboty a nie na wakacje.Pokoj to byl przedzielony scianka (karton-gips)z pokojem PDP,na szczescie moj byl ten drugi i w zamku byl klucz .Juz pierwszej nocy podczas snu czuje obmacywanie nogi,juz mialam powiedziec "Pawel,nie teraz ,bo mi sie chce spac",ale szybko sie obudzilam-a tu stoi nademna wielkie chlopisko,bez pizamy tylko ciezki od moczu pampers wisi przy kolanach,jak nie wrzasne na niego to zapomnial po co przyszedl i wtedy spokojnie zaprowadzilam Go do lozka,zmienilam pampersa i jeszcze troche pospal. Moje drzwi natychmiast zamknelam na klucz.Pomyslalam,ze mial mokro i szukal pomocy. Nastepnego dnia musze Go wykapac pod prysznicem , Franc...iszka jest w domu .W lazience mowie mu,ze ja umyje mu glowe i tyly a on przod -ok. jak skubany zaczal sie slicznie myc,mysle ooo jaki czyscioszek. No i zabieram mu sluchawke z reki ,a spojrzalam -ta druga reka tak szybko tego ptaszka myje a ten coraz wiekszy jak sie nie rozedre "natychmiast przestan" i znow w momencie zapomnial co robi.Myslicie, ze ona weszla do lazienki sprawdzic co sie dzieje? a skad.Po wykapaniu PDP-a mialam sprzatac miedzy innymi lazienke(mieszkanie 100-metrowe codziennie,mycie podlog itd.)mowie do F.,ze sie spocilam i przed czyszczeniem kabiny umyje sobie glowe(jeszcze nie wiedzialam,ze w D. myje sie wlosy ...)o Jezusku Nazarenski jaki krzyk "glowe umyc -po robocie" darla sie zlozeczyla ze dwie godziny,przelknelam lzy i juz tego dnia nie umylam. Pierwszego dnia powiedziala mi,ze ona swietnie gotuje i to ona bedzie gotowac obiady,ale to akurat bylo mi na reke.Rowniez powiedziala,ze wpralni tylko ona urzeduje a mi to zwisalo,ale ani slowa co z moim praniem.Po drugim tygodniu bezblednie odgadywalam co ktorego dnia na obiad.Miala taki swoj tygodniowy jadlospis,najbardziej nie lubilam srody,bo wtedy byly kartofle i sledzie z pudelka a byly tak slone i kwasne, ze jakby kozie pod ogonem posmarowc to w trzy godziny by w W-wie sie znalazla.Ona sie zajadala i powtarzala w kolko jakie smaczne i zwrednym usmieszkiem pytala czy mi smakuje,a ja ze strachu przed kolejna awantura mowilam,ze pychota.Ja jej sie naprawde balam!No i sloiczka ciag dalszy.Po 3 czy 4 -ech dniach sloiczek pusty,wiec pytam czy bede mogla go wziac ,to bym nalala wody i miala go na pety.Bo jak wypalilam fajke i wrzucilam zawinieta w mokra chusteczke hig. do kosza , o matuchno juz nie chce mi sie powtarzac co wykrzykiwala(dobrze,ze polowy nie zrozumialam),ona do mnie ,ze sloiczek potrzebuje na marmolade.Zeby nie wracac do sloiczkow to napisze o nastepnym .Po jakims jej pasztecie zostal sloik,jej nie bylo to go umylam w zlewie i postawilam na bufecie,jak tak potrzebuje no to niech ma.Wrocila do chaty i zobaczyla ten umyty sloik i sie zaczelo:ze polska idiotka zmarnowala tyle wody do umycia a ten akurat byl do wyrzucenia,wyszlam na balkon,nie patrzylam,ze jest w chacie ,zapalilam fajke i juz nie wytrzymalam i ryczalam a ta Fr. darla sie tak,ze ludzie powychodzili na balkony.Najblizsza sasiadka powiedziala mi,zebym nie plakala,oj,to ja sie dopiero rozryczalam a ta darla sie jeszcze z pol godziny i tylko "waser,waser,waser" cdn. musze na szybka fajke,bo mi w gardle zaschlo.